13
22.12.2019, 08:00Lektura na 4 minuty

[WEEKEND Z WIEDŹMINEM] "Pół wieku poezji później" – ten lepszy polski Wiedźmin

Film „Wiedźmin” z 2001 pozostawił traumę. Nim stało się jasne, że Netflix nakręci własną adaptację prozy Sapkowskiego, wyzwania tego rodzaju podjęli się pasjonaci, którzy chcieli pokazać, że nakładami społeczności da się zrobić dobry film w uniwersum stworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego.


Grzegorz „Krigor” Karaś

Nic jednak nie wskazywało, że „Pół wieku poezji później” stanie się filmem pełnometrażowym. Pierwsze informacje na temat organizowanej produkcji z końca 2015 roku zakładały, że obraz będzie raczej półgodzinną etiudą. Czas, zmiany w realizacji, ale przede wszystkim entuzjastyczne przyjęcie pomysłu przez fanów wiedźmińskiego świata i ich finansowe wsparcie pokazały, że jest miejsce na coś więcej.

Przyznaję, nie spodziewałem się wiele. Oglądając coś stworzonego przez fanów, siłą rzeczy człowiek przed seansem przygotowuje się na ostre starcie: zbroi się w pancerz pobłażliwości, rzuca zaklęcia niewielkich oczekiwań i nieco wstydliwie, nawet przed samym sobą, tępi miecz krytycyzmu. O dziwo, tutaj okazało się to raczej niepotrzebne. Nazwać „Pół wieku poezji później” filmem amatorskim to byłaby bowiem potwarz dla wielu ludzi, którzy kręcąc tego swoistego wiedźmińskiego spin-offa, włożyli w jego realizację serce i wykorzystali w niektórych przypadkach naprawdę wielkie pokłady talentu.

To historia, która na kartach książki mogłaby w nieco zmienionej formule stać się pełnoprawną częścią wiedźmińskiego uniwersum. Świat się od wiedźminów odwrócił – po pogromie rivijskim przyszły kolejne. Upada nawet Kaer Morhen, zniszczone w jednym z ataków, z którego cało wychodzi jedynie Lambert – ostatni z wiedźminów. Sztuka powoływania do życia nowych mutantów zostaje zapomniana. Pojawia się jednak plotka, że jedna z czarodziejek-renegatek odnalazła księgę Alzura i próbuje odtworzyć wyniki badań dawnego mistrza. Na jej poszukiwanie – wraz z wiedźminem i mającym już młodość za sobą Jaskrem oraz jego synem – rusza Triss Merigold.

Nie jest to może powalająca fabuła, z całą też pewnością też nie zaskoczy was zwrotami akcji – całość jednak ogląda się nader miło, a niektóre sceny sprawiają, że człowiek się po prostu szczerze uśmiechnie, czy to humoru, czy to z ironii losu, jak to bywa w przypadku choćby Jaskra. Innymi słowy: dobra robota. Na tyle, że tutaj nikt nawet nie pomyśli o kłonicy i pośladkach scenarzysty, jak to szyderczo mówiono swego czasu o wiedźmińskich dokonaniach Michała Szczerbicy.

O dziwo, od scenariusza lepiej wypadają kwestie techniczne. Aktorzy grający główne role radzą sobie na ogół dobrze, zaś obecność Zamachowskiego – czyli Jaskra z ekranizacji Wiedźmina z 2001 roku – jest szalenie wręcz miłym akcentem. Tym lepiej wybrzmiewającym, że aktorowi udało się złapać za lutnię i zupełnie jak poprzednio coś zanucić – i znów wyszło w porządku. Za dźwiękami instrumentu podąża również muzyka w kilku miejscach wyraźnie nawiązująca do tego, co na początku millenium skomponował Grzegorz Ciechowski. Cieszy więc, że autorom filmu udało się nawiązać do najlepszych elementów ekranizacji z Żebrowskim w roli głównej, milczeniem pomijając całą resztę. Pojawiają się również wyraźne aluzje do ostatniej z wiedźmińskich gier – te zrozumiałe dla graczy akcenty dodają obrazowi dodatkowego uroku.

pol-wieku-poezji-pozniej-screenshot_c0rn9.jpg

Brawa należą się również za zdjęcia. Kolejne kadry i praca kamery zasługują na gorące uznanie – moim zdaniem to najmocniejszy element filmu. Może to zabrzmi dziwnie, ale doceniam również uciekającą od taniego kiczu scenografię, a w szczególności już... piękną roślinność. Zwróćcie uwagę na kwiaty w wiosce Młode Pupy, kiedy kamera pokazuje targ i nieco później, w kolejnych scenach i węższych już kadrach. Świetna robota!

Równocześnie jednak – już w innych obszarach – widać, że tu i ówdzie zabrakło talentu lub budżetu. Najbardziej wyrazista różnica pojawia się w poziomie gry, jaki widać między zawodowymi aktorami a grającymi na drugim planie amatorami lub adeptami sztuki aktorskiej, co w kilku scenach daje się odczuć. Efekty specjalne? Cóż, hollywoodzka produkcja to to nie jest – wyszło jednak moim zdaniem lepiej niż w przypadku nieszczęsnego filmu z 2001 roku. Choreografia walk jest raczej oszczędna, choć miejscami pomysłowa – tu zresztą po raz kolejny słowa uznania należą się operatorowi: w kilku miejscach surowe, by nie powiedzieć niskobudżetowe, sceny walk przyprawił dobrymi zdjęciami.

Każdy, kto się dorzucił do powstania „Pół wieku poezji później” może mieć poczucie, że nie były to zmarnowane pieniądze. Krótkometrażowy projekt rozrósł się do ambitnego, pełnometrażowego filmu z profesjonalną obsadą, całkiem interesującą historią i techniczną realizacją lepszą od niejednego filmu, który na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat widziałem niestety w kinach. A „Pół wieku poezji później” obejrzeć można za darmo. O, tutaj:

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów168

Obserwujących18

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze