2
31.12.2021, 07:45Lektura na 7 minut

Recenzja Asterix & Obelix: Slap them All! Gra wygląda obłędnie, ale zabija ją monotonia

Co łączyło Cadillacs and Dinosaurs, Knights of the Round i Final Fight? Były krótkie. I całkiem słusznie, bo ileż można brnąć w prawo, dusząc naprzemiennie dwa przyciski? Cóż, twórcy Asterix & Obelix: Slap them All! próbują udowodnić, że bardzo długo.

Czepianie się twórców o to, że ich dzieło jest zbyt rozlazłe, może się wam wydać nieco kuriozalne, ale jeśli już po kwadransie wiem o grze wszystko, sztuczne pompowanie kampanii do siedmiu godzin jest grubą przesadą.


Żywy komiks

To niejedyny problem tej produkcji, ale zacznijmy od tego, co naprawdę w niej błyszczy. Asterix & Obelix: Slap them All! wygląda obłędnie nawet na statycznych screenach, przywodząc na myśl komiksowe kadry wprost spod ręki Alberta Uderzo. W akcji prezentuje się jeszcze lepiej, niczym kolejny pełnometrażowy film animowany. Z charakterystycznych ruchów postaci i każdej klatki animacji bije znajomość materiału źródłowego, a liczba rozmaitych smaczków sprawia, że każdy fan przygód dzielnych Galów będzie cieszyć się jak dziecko.

Asterix & Obelix: Slap them All!

Zwróćcie uwagę chociażby na to, w jaki sposób Obeliks chodzi, kołysząc się lekko na boki. Albo jak łapie jakiegoś draba, policzkuje go, po czym wysyła piąchą na orbitę z taką siłą, że ten gubi sandały. Kapitalny jest też pies Idefiks, który nie odstępuje swego pana na krok i uroczo jeży się, gdy tylko zobaczy Rzymian. Uwzględniono nawet fakt, że Asteriks nie jest mocarzem sam z siebie, więc przed bitką wzmacnia się łykiem magicznego napoju, ale sięga po niego dopiero w momencie, gdy na horyzoncie pojawiają się pierwsi wrogowie. Oczywiście Obeliks nie musi się posiłkować miksturami, bo jak pamiętamy, za młodu wpadł do kotła z cudownym eliksirem i od tamtej pory niezwykła siła go nie opuszcza.

Jednym ze stałych punktów programu w kolejnych zeszytach były starcia z piratami podczas morskich przepraw. Twórcy skwapliwie to wykorzystali, serwując kilka identycznych misji, w których spuszczamy piratom łomot. Spróbujcie przyłożyć kilka razy w maszt, a zrzucicie z bocianiego gniazda charakterystycznego czarnoskórego korsarza. Znamy to doskonale z komiksów, a podobnych drobiażdżków poukrywano w grze całkiem sporo.

Asterix & Obelix: Slap them All!

Patrz, czy równo puchnie

Co więcej, system walki również zdaje egzamin, a jak na gatunkowe standardy, można go uznać za dość rozbudowany. Mamy bloki (coś oczywistego w każdej bijatyce, ale rzadko spotykane w beat ’em upach), ataki standardowe, które łączymy w proste serie, oraz silniejsze ciosy, te jednak spalają energię. Dobrze, że jej zapas szybko się uzupełnia, bo potrzebna jest również do wykonywania rzutów (każdy z bohaterów robi to nieco inaczej, a po złapaniu delikwenta dysponują zróżnicowanymi wariantami uderzeń) oraz szarży, która wielokrotnie ratowała mnie z opresji.

Jako że mapy aż gęstnieją od wrogów, a w końcowych aktach raz za razem tłuczemy kilkunastu chłopa jednocześnie, kluczem do sukcesu jest zmiana przyzwyczajeń z innych mordoklepek. Tu po prostu nie opłaca się łoić skóry pojedynczym pacanom, bo w tym czasie ktoś spróbuje nas zajść od tyłu, a inny delikwent zacznie rzucać oszczepem z drugiego końca planszy. Rzymianie atakujący z dystansu to prawdziwa zmora; jeśli spuścimy ich z oczu, zapędzą nas w kozi róg, musimy więc nieustannie kontrolować tłum. Idealnym panaceum są w tym przypadku wspomniane rzuty (wystrzelony jak z procy przeciwnik powali wszystkich w linii prostej) oraz szarże, które pozwalają ekspresowo zmienić pozycję, a dodatkowo wszyscy na naszej drodze zaliczą glebę.

Asterix & Obelix: Slap them All! oferuje tryb lokalnej kooperacji, gdy jednak próbujemy sił w pojedynkę, w dowolnym momencie możemy przełączać się między bohaterami. Ich skuteczność bojowa jest w zasadzie podobna – Obeliks wydaje się mieć bardziej zróżnicowany garnitur ciosów, Asteriks z kolei nadrabia ruchliwością, bo jest z oczywistych względów szybszy. Ostatecznie jednak lepiej walczyło mi się tym pierwszym, a powód okazał się dość błahy. Obeliks jest większy, a ekran momentami tak gęstnieje od mięcha armatniego, że mniejszy bohater gubi się w gąszczu przeciwników, wtedy zaś łatwiej zebrać niezasłużony łomot.


Fabuła? A komu to potrzebne?

Problem niestety w tym, że Asterix & Obelix: Slap them All! jest grą sprzeczności. Scenarzyści nie próbowali wymyślać nowej historii. Poniekąd słusznie, mając do dyspozycji tak bogaty materiał źródłowy. Tyle że i jego nie wykorzystali jak należy, kompletnie ignorując potencjał komiczny oryginalnych scenariuszy. Zebrano do kupy kilka klasycznych zeszytów (m.in. „Asteriks i Normanowie”, „Asteriks w Hiszpanii”, „Asteriks i Kleopatra”), by dać pretekst do przeczołgania bohaterów przez kolejne miejscówki i zrzucenia im na głowy całych armii. Przemyconą w tle opowieść ograniczono do komiksowych plansz z tekstem między misjami, co jak dla mnie jest smutnym minimum. 

Asterix & Obelix: Slap them All!

Do tego sama historia w żaden sposób nie rzutuje na rozgrywkę; zmieniają się co najwyżej okoliczności przyrody, ale i tutaj zdecydowano się na rażący recykling. Nie ma znaczenia, gdzie ganiasz – leśne trakty i górskie przełęcze za każdym razem będą wyglądać tak samo. Jedyną odskocznią są ulice Rzymu oraz spalony słońcem Egipt, reszta to niekończący się festiwal kopiuj-wklej. Z samymi piratami i ich hersztem także tłuczemy się kilkukrotnie – owszem, był to stały element komiksowych zeszytów, ale w grze takie rozwiązanie jest strzałem w kolano, bo kolejne misje i akty zlewają się w jedno. Drażnią też rozmaite niekonsekwencje względem historii, na których bazowano. Przykładowo, skąd w piramidzie, która miała się stać grobowcem naszych bohaterów („Asteriks i Kleopatra”), wziął się nagle legion rzymskiej armii, a do tego kilka lwów?


Ale głupi ci Rzymianie!

Nie rozumiem też, po kiego grzyba zbieramy kasę. Z rozwalonych beczek wypadają worki z mamoną (najczęściej) lub żarełko (rzadziej), monety wylatują również z pokonanych przeciwników, choć nic z tej pokręconej ekonomii nie wynika. Kasa to po prostu punkty, które nabijają nam licznik. Nie znajdziemy wewnętrznego sklepiku, który pozwalałby za zgromadzone bogactwa odblokować artworki czy plansze z oryginalnych komiksów. Możliwości było sporo, nie wykorzystano żadnej. Jedzenie okazuje się dużo przydatniejsze, bo uzupełnia nadwątlone zdrowie. Nasi herosi mają może siłę tura, nie oznacza to jednak, że są nieśmiertelni. Już na średnim poziomie trudności łatwo dostać bęcki, gdy ekran zalewa mrowie przeciwników.

Asterix & Obelix: Slap them All!

Czy jest tu jakaś odskocznia od gatunkowej rutyny? Owszem, choć poziomy nieskupiające się na regularnej młócce rozczarowują. Czasem polujemy na dziki, innym razem rozwalamy na czas jakieś klamoty lub ścigamy się na krótkim dystansie, masakrując jeden przycisk. Banalne i średnio przemyślane. Zaskakuje również brak chociażby podstawowych opcji w menusach. W pecetowej wersji nie będziemy w stanie zmienić niczego – języka (domyślnym jest angielski), rozdzielczości ekranu, głośności czy obłożenia klawiszy. Co prawda w podobne tytuły najlepiej gra się na padzie, ale brak tak elementarnych ustawień jest niedopuszczalny.

Gdy widzi się, jak pięknie Asterix & Obelix: Slap them All! wygląda w akcji, aż żal niewykorzystanego potencjału. To mogła być najlepsza gra o przygodach walecznych Galów. Wystarczyło zróżnicować kampanię i nie traktować historii jako zbędnego balastu. Jeśli zaś twórcom zależało na prostej chodzonej mordoklepce, wolałbym, by skrócili grę o połowę i wystawili nam za nią niższy rachunek. Banknot z Jagiełłą to odrobinę za dużo, jak na tak powtarzalną i schematyczną zabawę, a nie trzeba dodawać, że w przypadku wersji konsolowych jest jeszcze drożej.

Ocena

Formuła klasycznego beat 'em upa klei mi się z przygodami walecznych Galów. Jednak przy tak powtarzalnej rozgrywce nieprzyzwoicie rozwleczona kampania na pewnym etapie musiała zacząć przynudzać. Szkoda, bo w akcji Slap them All! wygląda jak żywy komiks i w moim odczuciu miał potencjał na tytuł najlepszej gry o perypetiach Asteriksa i ferajny.

6
Ocena końcowa

Plusy

  • wygląda obłędnie, niczym żywy komiks
  • świetne animacje i masa drobnych smaczków
  • jak na ten gatunek, przyzwoicie rozbudowany system walki
  • bitwy są przyjemne i odpowiednio wymagające 

Minusy

  • recykling lokacji i przeciwników
  • dziesiątki identycznych misji
  • zbieranie kasy nie ma żadnego sensu
  • brak podstawowych ustawień w opcjach

Redaktor
Eugeniusz Siekiera

Filozof i dziennikarz z wykształcenia, nietzscheanista z powołania, kinoman i nałogowy gracz z wyboru. Na pokładzie okrętu zwanego CDA od 2003 roku. Przygodę z wirtualnym światem zaczynałem w czasach ZX Spectrum, gdy gry wczytywało się z kaset magnetofonowych, a pisanie prostych programów w Basicu było najlepszą receptą na deszczowe popołudnie. Dziś młócę na wszystkim, co wpadnie pod rękę (przeprosiłem się nawet z Nintendo), choć mając wybór, zawsze postawię na peceta.

Profil
Wpisów11

Obserwujących5
Asterix & Obelix: Slap them All!
Ocena redakcji
-
Ocena użytkowników
-
Platformy
-
Gatunek
-
Producent
-
Asterix & Obelix: Slap them All!

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze