7
19.12.2023, 14:41Lektura na 9 minut

Avatar: Frontiers of Pandora – takie gorsze Horizon Forbidden West [RECENZJA]

W 1954 roku urodził się chłopiec, który postanowił zgarnąć wszystkie pieniądze świata. Nie poszedł na łatwiznę, tworzył powoli kolejne filmy. Jego „Avatar” rozbił bank i stał się technicznym przełomem. Ubisoft mógł być jak James Cameron, ale skończył, próbując zarobić trochę grosza dzięki cudzym osiągnięciom.

Gdy w 2009 roku po raz pierwszy obejrzałem „Avatara” na dużym ekranie, pomyślałem, że czeka nas świetlana przyszłość w temacie blockbusterów. Film co prawda rozczarowywał na płaszczyźnie fabularnej, niemniej olśniewał przepiękną warstwą wizualną i technologią 3D. W kolejnych latach kino rozrywkowe dostarczyło nam jeszcze kilku wielkich niespodzianek, choć nie da się ukryć, że ostatnio borykamy się z coraz to mizerniejszymi produkcjami robionymi taśmowo po linii najmniejszego oporu.

Avatar: Frontiers of Pandora
Avatar: Frontiers of Pandora

Widać to było przede wszystkim, gdy zadebiutował „Avatar: Istota wody”, który w zestawieniu z produkcjami Marvela i DC ponownie brylował pod względem oprawy, udowadniając, jak powinno wyglądać CGI w wysokobudżetowych tytułach. Po raz kolejny zawiódł scenariusz, ale majestatyczne podwodne ujęcia w 100% mi to zrekompensowały. Zdawałem sobie sprawę, że gra Ubisoftu Massive nie zaoferuje grafiki na tak wysokim poziomie, dlatego liczyłem na to, iż studio nadrobi na innym polu. I jak by to powiedzieć… rozczarowałem się Avatarem: Frontiers of Pandora.


Partyzantka na pół gwizdka

Może jestem naiwny, ale naprawdę wierzyłem w ten projekt. Swego czasu przy Tom Clancy’s The Division 2 bawiłem się doskonale, więc wiedziałem, czego spodziewać się po tym producencie. Niestety ktoś wpadł na pomysł, aby odejść od kamery ustawionej za plecami bohatera na rzecz trybu FPP i rozgrywki zbliżonej mechaniką do Far Cry’a. Zapewne w tym momencie zaprzepaszczono szansę na stworzenie bardzo dobrego dzieła.

Avatar: Frontiers of Pandora
Avatar: Frontiers of Pandora

Widok z oczu bohatera co prawda pomaga w docenieniu piękna i bogactwa lokacji, ale co z tego, skoro przeszkadza w komfortowej rozgrywce. A wystarczyło wykorzystać pomysły z Avatara: Gry komputerowej z 2010 roku i zmiksować je z rozwiązaniami występującymi we współczesnych tytułach Ubisoftu. Chowanie się za osłonami? Byłoby idealnie, zwłaszcza że studio położyło duży nacisk na skradanie się i walkę z dystansu. Wspinaczka niczym w Assassin’s Creedzie? Tak, poproszę! Rozwinęłoby to gameplay i świetnie zgrałoby się z tym, co widzieliśmy w filmach. Rozkładanie pułapek? Partyzanci mieliby rozkładać pułapki?! Co za poroniony pomysł…

Niesamowite jest to, że developer miał też większe pole do popisu w kwestii przygotowania rozbudowanego scenariusza, a i tak tego nie wykorzystał. W niektórych misjach próbowano coś ugrać, jednakże drętwe dialogi i brak jakichkolwiek emocji nie działały na ich korzyść. Ponadto produkcja bywa bardzo niespójna, jeśli chodzi o poruszane wątki – część całkowicie gryzie się z faktyczną rozgrywką i naturą rasy Na’vi. Przykładowo: na pewnym etapie zabawy ścigamy złych kłusowników zabijających zwierzęta na księżycu Pandora. Jakież to dramaty wokół tego kręcą bohaterowie, ileż to łez zostało wylanych. A jaka radość, gdy powstrzymujemy ten niecny proceder! Co z tego, że za chwilę sam mordowałem te same istoty, żeby z ich mięsa zrobić pyszną potrawkę, a kości lub inne części ciała wykorzystać do ogarnięcia wymyślnej bluzeczki czy lepszego wyposażenia.

Avatar: Frontiers of Pandora
Avatar: Frontiers of Pandora

Albo gdy przychodzę na imprezę, mój obładowany bronią bohater zwraca uwagę człowiekowi, że ma przy sobie spluwy, a ten wyzywa mnie od hipisów i krytykuje pacyfizm Na’vi. Trzymajcie mnie! Jak tu takiemu nie strzelić luty? Dla odreagowania czym prędzej poszedłem do handlarza, kupiłem nowy karabin i rozładowałem napięcie poprzez zabijanie kolejnych wrogów. Takich przykładów z pewnością mógłbym wyłapać jeszcze więcej, lecz po jakimś czasie nie zwracałem zbyt mocno uwagi na dialogi, bo nie miało to szczególnie sensu.

A muszę przyznać, że początek był dość obiecujący. Główny antagonista – niejaki John Mercer – jawił się jako złoczyńca z większym planem, przed laty porwał bowiem dzieci z klanu Sarentu, aby wyszkolić je na swoją modłę w Programie Tubylczych Ambasadorów Pandory. Potem jednak szwarccharakter całkowicie znika z radarów i wraca w finale, rzucając banalnymi tekstami pokazującymi, jaki to on jest MROCZNY. Nikczemność mężczyzny mają podkreślić znalezione tu i ówdzie notatki dźwiękowe.


Był na to jakiś pomysł

Kampania w Avatarze: Frontiers of Pandora sprowadza się do powstrzymania Zarządu Pozyskiwania Zasobów oraz zdobycia zaufania trzech klanów: Aranahe, Zeswa i Kame’tire. Wydarzenia rozgrywają się w podobnym czasie, co „Istota wody”, mimo to na żadnym etapie się nie przecinają, gdyż w FoP trafiamy do odległych Zachodnich Rubieży. Na dobrą sprawę nie trzeba nawet znać pierwowzoru, aby odnaleźć się w historii przygotowanej przez Ubisoft Massive. Główny wątek jest nijaki, ale za to zdobywanie reputacji u Na’vi poprzez wykonywanie dla nich zleceń sprawdza się całkiem nieźle. Nie tylko w ten sposób odkrywamy kolejne sekrety fascynującego księżyca i odblokowujemy lepsze wyposażenie, lecz także uczymy się lokalnych zwyczajów.

Oczywiście twórcy mieli ułatwione zadanie, bo nie musieli wymyślać wszystkiego od nowa, lecz i tak jestem pod wrażeniem, jak wiele udało im się wycisnąć z Pandory. Część motywów została przeniesiona z filmu (jednoczenie się z Eywą, rytuał oswajania latających ikranów itp.), reszta zaś to autorskie pomysły. I to bardzo fajne! Najbardziej zapadł mi w pamięć wątek z klanem, który zbudował swoją wioskę wokół wielkich słoniopodobnych istot zakru oddających się wieloletniemu snu.

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE


Czytaj dalej

Redaktor
Łukasz Morawski

Dziennikarz z wykształcenia, o grach wideo piszę od 16. roku życia i mam zamiar kontynuować tę przygodę jak najdłużej. Jestem miłośnikiem popkultury, który nie narzuca sobie żadnych barier gatunkowych – wszystkiemu trzeba dać szansę. Tylko w taki sposób można odkryć prawdziwe perełki.

Profil
Wpisów47

Obserwujących2

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze