1
20.04.2022, 13:00Lektura na 4 minuty

B.I.O.T.A. – recenzja. Metroidvania w wielu barwach

„Otton, chcesz może zrecenzować oldskulową metroidvanię?” jest pytaniem należącym do grupy tych retorycznych.

To akurat jeden z tych gatunków, które darzę szczególną sympatią, co zresztą nie jest wielką tajemnicą. Stąd, choć o istnieniu Bioty nie wiedziałem jeszcze dwie godziny przed jej uruchomieniem, już rzut oka na screeny wystarczył, bym zapragnął mieć tę grę na swoim dysku. I słusznie, bo jeżeli po odejściu od komputera miałbym mówić o jakimkolwiek rozczarowaniu, to dotyczyłoby ono wyłącznie faktu, że ostatecznie była to dość krótka przygoda.


Jak u Camerona

Biota wrzuca nas w buty żołnierzy oddziału specjalnego, który ma za zadanie wyzwolić kolonię górniczą spod władzy tajemniczego pasożyta. Przybysz z kosmosu lubi skakać ludziom na twarze i zamieniać ich w groźne potwory, choć na szczęście nieplujące kwasem i wrażliwe na zatrucie ołowiem. Użycie liczby mnogiej słowa „żołnierz” to nie przypadek – w każdej chwili możemy przełączyć się w bazie pomiędzy kilkoma osiłkami, którzy dzierżą nieco inną broń, zarówno podstawową, jak i specjalną. Nie różnią się jednak od siebie diametralne, stąd o wspomnianej funkcji można szybko zapomnieć.

Biota

Jeżeli założenia fabularne kojarzą się wam z „Obcym – decydującym starciem” Jamesa Camerona, brawa dla was – twórca Bioty mocno się o to postarał. Lokacje w grze śmiało nawiązują do wnętrz kolonii, a w pewnym momencie spotykamy nawet istoty podobne do facehuggerów. Zbyt bliski kontakt z nimi pozwala zresztą zdobyć osiągnięcie „Gorsze niż śmierć”, ale tak naprawdę zamiana w mutanta nie powoduje żadnych ciekawszych skutków niż powrót do punktu zapisu. Opowiadana historia może nie rzuca na kolana, ale dzięki masie nawiązań do klasyki kina science fiction śledzi się ją z niekłamaną przyjemnością. Cieszy też obecność bardzo dobrej polskiej wersji językowej, co w niskobudżetowych projektach nie jest wcale oczywistością.

Biota

To będzie łatwy mecz

Oldskulowość gry wynika przy tym bardziej z estetyki i prostych zasad rozgrywki niż przytłoczenia odbiorcy niemożliwym do pokonania wyzwaniem. Biota jest przystępna nawet dla nowicjuszy, po części za sprawą bardzo responsywnego sterowania. Jedynie pierwsze dwie godziny mogą wywoływać lekkie zagubienie, gdy nie do końca jeszcze wiemy, dokąd iść i jak wszystko działa. „Okej, na tym końcu mapy stoi niewrażliwy na promieniowanie jonizujące mech”, „tam znajduje się sklepik z paliwem tak drogim, że musimy najpierw zdobyć większy portfel” – i tak dalej... Nikt nie pokaże nam palcem drogi do celu, ale jak już się rozejrzymy, wszystko stanie się w miarę jasne.

Biota

Szkoda, że w odróżnieniu od takiego Metroida, Hollow Knighta czy Aeterna Noctis omawiana produkcja nie daje zbyt częstych sposobności, by powalczyć z bossami. Starcia takowe, gdy w końcu się pojawiają, okazują się relatywnie łatwe, a możliwość zapisywania stanu gry w dowolnym momencie sprawia, że nigdzie nie zatrzymamy się na dłużej. Z uwagi na dość zróżnicowane, oferujące kilka typów pułapek lokacje, te sześć-osiem godzin potrzebne na przejście produkcji wydaje się upływać dwa razy szybciej. Niestety jedyną rzeczą, jaka pozostaje do roboty po napisach końcowych, jest włączenie kilku arcade’owych minigier ze strzelaniem do celu, dostępnych z poziomu menu głównego.


Wszystkie kolory kineskopu

Biota prezentuje się tak dobrze, że powinna spodobać się każdemu fanowi retro, zwłaszcza za sprawą rozbudowanego systemu personalizacji wyglądu. Zróżnicowana paleta barw na kolejnych screenach zdobiących recenzję to nie tyle kwestia różnych lokacji, co możliwość zmiany zestawu kolorów w dowolnym momencie. Gra oferuje łącznie 54 tryby wyświetlania, każdy złożony z czterech barw. Podobną funkcję wprowadzono choćby w Narita Boy, acz tam pomyślano jeszcze o filtrach symulujących kineskop. Uwielbiam tego typu zabiegi w grach, czym Biota zasłużyła sobie na spory plus.

Biota

Podsumowując, nie pozostaje mi nic więcej, jak szczerze wam wszystkim ten tytuł polecić. Czuć w nim miłość autora do tematyki, czas rozgrywki mija przyjemnie, a nieco ponad 30 złotych to w czasach galopującej inflacji bardzo dobra cena za kilka godzin niezłej zabawy. Nawet jeżeli do kolejnego podsumowania roku wspomnienia z kolonii górniczej mogą już się rozpłynąć.

W B.I.O.T.A. graliśmy na PC.

Ocena

B.I.O.T.A. to oldskulowa metroidvania mocno nawiązująca do „Obcego – ostatecznego starcia” Jamesa Camerona. Zabawa jest naprawdę zróżnicowana, a estetyka urzeknie każdego fana retro. Do szczęścia brakuje jednak większego wyzwania.

8
Ocena końcowa

Plusy

  • świetna oprawa i możliwości jej personalizacji
  • sporo nawiązań do „Obcego”
  • różnorodny świat i przeszkody
  • niska cena

Minusy

  • w sumie mało odkrywcza
  • chciałoby się więcej bossów i trudniejszego wyzwania

Redaktor
Krzysztof „Otton” Kempski

Gracz, redaktor, inżynier i podróżnik w jednym. Lubię gry, które po prostu sprawiają przyjemność i nie silą się na udowadnianie, że są sztuką.

Profil
Wpisów23

Obserwujących4
B.I.O.T.A.
Ocena redakcji
8
Ocena użytkowników
-
Platformy
PC
Gatunek
metroidvania
Producent
-
B.I.O.T.A.

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane