4
9.01.2022, 09:30Lektura na 4 minuty

Recenzja GTFO. Oto hardkorowy co-op. Zbyt hardkorowy

Jesteś więźniem. Naczelnik ma takich na pęczki. Dlatego zrzuca kolejnych nieszczęśników w czeluści szybu, by tam, eksplorując kolejne poziomy, odzyskiwali dla niego różne artefakty. Żeby zaś nie było zbyt łatwo, kolejne pomieszczenia labiryntu roją się od niebezpiecznych stworzeń.


Grzegorz „Krigor” Karaś

Grając w GTFO, zapomnijcie o słowie „łatwo”. To szalenie wymagająca co-opowa strzelanka, która czerpie pełnymi garściami z horrorów. Jest tu trochę Silent Hilla, trochę pierwszego Dead Space’a, ale pobrzmiewają też echa opuszczonych tuneli Metra. To świat, w którym gracz jest intruzem i od pierwszych chwil walczy o przeżycie.

GTFO recenzja

Cel: szybka śmierć

Kazamaty, w które się zapuszczamy, podzielono na poziomy i sekcje. Niemal wszystkie pomieszczenia wypełnia niemiła graczom, zmutowana i początkowo uśpiona tzw. przyroda ożywiona. Z tego względu gameplay jest oryginalną mieszanką trudnej (chodzi tu przede wszystkim o bardzo złożone i pełne subtelności zachowania przeciwników) skradanki i eksploracji. Ta ostatnia polega m.in. na torowaniu sobie drogi przez śluzy, poszukiwaniu kluczy i przeczesywaniu terminali komputerowych, które wskażą nam lokalizację poszukiwanych przedmiotów. 

GTFO recenzja

Jest też walka, która tutaj stanowi ostateczność. Tam, gdzie można, sprawy lepiej załatwiać po cichu. Każdy z członków drużyny ma na wyposażeniu broń krótką, długą, jakiś gadżet i właśnie oręż biały, który służy do zagrań nienarażających drużyny na otwartą konfrontację. Oprócz tego mamy jednorazowe i pozyskiwane ze znajdowanych po drodze artefaktów boostery trzech typów, a także wyposażenie kosmetyczne, będące świadectwem statusu w świecie GTFO. Środki ofensywno-defensywne zdecydowanie należy zaliczyć na plus, a szczególnie to, że zostały gruntownie przemyślane i np. gadżetów w postaci działka, miotacza min, skanera czy piankownicy można używać na wiele sposobów.


Wymaga anielskiej cierpliwości i wsiąknięcia w społeczność.


Już parę godzin wystarczy, żeby przekonać się o kilku rzeczach. Przede wszystkim klimatu tu tyle, że można byłoby podczas każdej sesji przecierać ekran, a następnie wyżymać ściereczkę i tym, co skapnie do wiaderka, obdarowywać inne tytuły. Równocześnie mam wrażenie, że twórcy nazbyt zaufali temu, iż gracze – przede wszystkim ci losowi – będą się dogadywać i współpracować ze sobą w stopniu wymaganym przez grę.


Po omacku

GTFO w ramach samej gry robi w istocie bardzo mało, by nauczyć ludzi, co jest istotne podczas wspólnej zabawy. Skutkuje to bardzo wysokim progiem wejścia. Na samym początku podpytywałem nawet niektórych, czy wiedzą, o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Niemal każdy mówił, że nie do końca, a ci, co ogarniali, jak jeden mąż twierdzili, że żeby w ogóle zacząć, przyswajali nie tyle przygotowane przez twórców materiały, co… poradniki na YT, bez których ani rusz.

GTFO recenzja

Innymi słowy – żeby docenić tę grę, musicie mieć wręcz anielskie pokłady cierpliwości i wsiąknąć w życie społeczności skupionej wokół oficjalnego Discorda GTFO. Dopiero wtedy ten tytuł pokaże, na co go stać. Jednak nawet wówczas odkryjecie, że w istocie ten co-opowy horror pozbawiony jest typowego dla sieciówek progresu postaci. To, a także odwiedzanie raz po raz podobnie wyglądających pięter opuszczonego kompleksu, sprawia, że całość po pewnym czasie robi się trochę powtarzalna.

GTFO recenzja

Z drugiej jednak strony GTFO to tytuł szalenie wręcz oryginalny, w gnojeniu graczy dopracowany, a za sprawą poziomu trudności, pomysłu na zabawę i stawianego wyzwania – powiedziałbym, że wręcz elitarny. Gra, cała jej otoczka i te pojedyncze sukcesy, gdy już zaczniecie łapać, o co chodzi, pozostawiają wrażenie, że obcuje się z czymś niedostępnym dla zwykłych fanów strzelanek. Jeśli szukacie zwartej społeczności i chcecie się wkręcić w wymagającego co-opowego FPS-a, który jest poniekąd ideowym spełnieniem marzeń fanów rogali i soulslike’ów zarazem, to lepszego tytułu wskazać nie jestem w stanie. Jeżeli przy tym niestraszne wam rozkminianie we własnym zakresie i bicie głową w mur – dorzućcie sobie punkcik do oceny i kupujcie.

Ocena

Bardzo trudny, nastawiony na współpracę sieciowy FPS, który czerpie ze spuścizny horrorów. Tytuł satysfakcjonujący i klimatyczny, jednak by go docenić, trzeba we własnym zakresie, metodą prób i błędów, odkrywać niuanse mechaniki, bo twórcy gry niespecjalnie w tym pomagają.

7+
Ocena końcowa

Plusy

  • wow, jaki klimat!
  • głęboka pod względem mechaniki, ciekawa rozgrywka
  • oryginalni, zmuszający do kombinowania przeciwnicy
  • każda lokacja jest wyzwaniem
  • dobre wyposażenie
  • jak już się coś uda – przynosi morze satysfakcji

Minusy

  • na początku będziecie bić głową w mur
  • potem zresztą też
  • brak progresu postaci gracza
  • na dłuższą metę robi się trochę powtarzalna
  • granie z randomami to na ogół dramat
  • bardzo wysoka bariera wejścia

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów91

Obserwujących11

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane