1
6.08.2022, 10:00Lektura na 5 minut

Lord Winklebottom Investigates – recenzja. Sherlock Holmes na wesoło

Dżentelmen-żyrafa spacerujący po zaułkach Londynu w garniturze i cylindrze? Gdy zobaczyłem kartę katalogową Lord Winklebottom Investigates na Steamie, wiedziałem, że muszę zagrać w tę produkcję, bo uwielbiam podobne absurdy.

Nawet jeśli gra okazałaby się kiepskim kryminałem, liczyłem chociaż na dobre dowcipy. Na szczęście indyk studia Cave Monsters dostarcza w nadmiarze jednego i drugiego – detektywistycznej rutyny zakrapianej lekkostrawnym i niewymuszonym angielskim humorem.

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

Folwark zwierzęcy

Kojarzycie Sherlocka Holmesa? To wyobraźcie sobie, że w tym uniwersum znany jest jako Lord Winklebottom. I jest cholerną żyrafą. A jednocześnie słynnym detektywem, który rozwikła każdą sprawę, wspierając bezradny Scotland Yard swym przenikliwym intelektem. Kimże byłby zwierzęcy odpowiednik Holmesa bez zwierzęcego odpowiednika doktora Watsona? W tej roli to pocieszny hipopotam w meloniku, niejaki dr Frumple. Jego specjalnością jest oczywiście medycyna (choć panicznie boi się igieł, a w kontakcie z pacjentami brakuje mu ogłady), ale to również Brytyjczyk tak brytyjski, że przez całą przygodę nie rozstaje się z filiżanką herbaty (z dodatkiem mleka, ma się rozumieć).

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

Poznajemy ich w chwili, gdy napawają się ostatnim sukcesem, śledząc w prasie notatki na swój temat. Nie mają jednak czasu, by kąpać się w blasku fleszy, bo zza horyzontu wychyla się już kolejna sprawa. Otrzymują zaproszenie na przyjęcie organizowane przez dawnego przyjaciela naszego detektywa, niejakiego admirała Gilfreya, płyną więc na wyspę Barghest, gdzie znajduje się posiadłość wyżej wspomnianego. Po krótkich perypetiach w porcie lądują w miejscu docelowym, tam zaś okazuje się, że gospodarz został w zmyślny sposób zamordowany.

Co więcej, spotykamy szereg różnych postaci, które w ten czy inny sposób były związane z nieboszczykiem. Na miejscu znajduje się już córka zmarłego, kaczka Konstancja, oraz jej narzeczony kot-dziennikarz. Jest wielebny będący lwem morskim, lama-medium i emerytowana aktorka, trochę przygłucha pelikanica. Kolejni goście to żaba-prawnik i pani naukowiec, która ciągle narzeka na fakt, że nikt jej nie zauważa. Zgadza się, to kameleon. W tak dużej posiadłości nie mogło też zabraknąć służby w postaci kozy-pokojówki, leniwca-lokaja i wiecznie markotnego ślimaka dosłownie pożerającego ogród, którym ma się opiekować.

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

To elementarne, drogi Watsonie

Mamy więc odciętą od świata wyspę, wielką posiadłość i grupę postaci zaproszonych przez gospodarza z nieznanego powodu (admirał Gilfrey zamierzał coś ogłosić, ale nikt nie wie, co dokładnie). Jak się okaże w toku śledztwa, niemal każde z obecnych tu zwierząt miało zbrodniczy motyw, a w związku z tym prawie wszyscy trafiają na listę podejrzanych. Coś wam świta? Jeśli tak, to słusznie, bo podobieństwo do kryminałów Agathy Christie jest całkowicie zamierzone.

Nitka fabularna Lord Winklebottom Investigates może kojarzyć się z takimi klasycznymi powieściami jak „I nie było już nie kogo” czy „Morderstwo w Orient Expressie”. Mimo to grze nie brakuje charakteru i własnej tożsamości, bo po pierwsze, miast śmiertelnej powagi, wplata w swoją historię sporo humoru, po wtóre wszystko rozgrywa się w świecie zwierząt, które jakimś cudem zastąpiły ludzi (a może ludzi w tej wersji rzeczywistości nigdy nie było? To już musicie odkryć na własną rękę). Już sam fakt, że głównym bohaterem jest żyrafa z nienagannymi manierami, czy to, że przedwcześnie zmarły admirał mieszkał w wytwornym dworku, mimo iż był zwierzęciem wodnym, dało scenarzystom pole do popisu, a ci skwapliwie z tego skorzystali, ładując do gry sporo dobrego angielskiego absurdu i żartów sytuacyjnych.

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

Kopyta pełne roboty

Problemy piętrzą się od samego początku. By potwierdzić, czy na pewno mamy do czynienia z zabójstwem, należy oczywiście zbadać zwłoki i przeprowadzić autopsję, ale denat znajduje się w zamkniętym systemie rur, trzeba więc rozgryźć ten przedziwny wynalazek, by w ogóle ruszyć ze śledztwem. Nasi bohaterowie mają pełne kopyta roboty, a kieszenie Lorda Winklebottoma szybko zapełniają się najbardziej cudacznymi przedmiotami, co niejednokrotnie w zabawny sposób komentuje dr Frumple. Kryminalna intryga wymaga też licznych rozmów z podejrzanymi, bo każdy świeży trop może otworzyć nowe wątki dialogowe.

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

Pod względem rozgrywki to klasyczny point’n’click. Jak się rzekło, zbieramy sporo fantów, a zagadki, choć na ogół dość proste, nie zawsze wydają się dyktowane logiką. Nie oczekujmy jednak powagi i zdrowego rozsądku od świata, gdzie Beethoven to imię psiego kompozytora, który jednocześnie znał wiele sztuczek i był ekspertem od toczenia się (zgrabny ukłon w stronę zapomnianej komedii familijnej z 1992 roku). W trudniejszych momentach możemy wspomóc się zaszytym w grze systemem podpowiedzi – wystarczy kliknąć na ikonę filiżanki, by nasz towarzysz zasugerował kolejny krok. Dodać jednak należy, że nie zawsze działa to tak, jak trzeba, bo wskazówka często dotyczy zbyt odległej czynności.

Lord Winklebottom Investigates
Lord Winklebottom Investigates

Od strony technicznej to bardzo skromny indyczek. Animacje praktycznie tu nie istnieją (gra jest bardzo statyczna, między ekranami przeskakujemy zaś automatycznie, co przyspiesza i ułatwia poruszanie się po świecie), a sama grafika jest szalenie prosta, choć kolorowe, ręcznie rysowane plansze mają swój urok. Zaskakująco klimatyczna okazała się natomiast ścieżka dźwiękowa inspirowana muzyką z lat 20. ubiegłego wieku. Nie sposób się też przyczepić do fantastycznych głosów postaci, a biorąc pod uwagę zwierzęcą naturę bohaterów, dobór odpowiednich aktorów z pewnością nie był rzeczą oczywistą. I tylko żal, że przygoda pęka po niespełna czterech godzinach, a bez kluczenia i utknięcia w paru miejscach zapewne dałoby się ten czas jeszcze skrócić. Tak czy inaczej warto.

W Lord Winklebottom Investigates graliśmy na PC.

Ocena

Jak na niepoważną grę inspirowaną poważną klasyką kryminału, opowieść w Lord Winklebottom Investigates jest zaskakująco angażująca. Przynajmniej na tyle, by ukończyć ją w jeden wieczór, goniąc za tropami i przesłuchując świadków. Dobra, tania, a do tego zabawna przygodówka.

7+
Ocena końcowa

Plusy

  • inspiracje prozą Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie
  • wciągające i mocno absurdalne śledztwo
  • lekki, niewymuszony humor i sprawnie napisane dialogi
  • bardzo dobra ścieżka dźwiękowa i świetny voice acting
  • odpali nawet na czajniku bezprzewodowym
  • rzetelna polska wersja językowa (napisy)

Minusy

  • bardzo statyczna
  • graficzne stany średnie
  • krótka
  • rozwiązania niektórych zagadek są abstrakcyjne

Redaktor
Eugeniusz Siekiera

Filozof i dziennikarz z wykształcenia, nietzscheanista z powołania, kinoman i nałogowy gracz z wyboru. Na pokładzie okrętu zwanego CDA od 2003 roku. Przygodę z wirtualnym światem zaczynałem w czasach ZX Spectrum, gdy gry wczytywało się z kaset magnetofonowych, a pisanie prostych programów w Basicu było najlepszą receptą na deszczowe popołudnie. Dziś młócę na wszystkim, co wpadnie pod rękę (przeprosiłem się nawet z Nintendo), choć mając wybór, zawsze postawię na peceta.

Profil
Wpisów57

Obserwujących12

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane