1
27.04.2022, 15:00Lektura na 4 minuty

Onde – recenzja. Konkurent Podróży i Flower w krainie pierwotniaków

Okazuje się, że na dnie morza dzieją się całkiem ciekawe rzeczy, można np. zaprzyjaźnić się z rybą młotem.


Joanna „Ranafe” Pamięta-Borkowska

Transcendencja uzyskana dzięki jednemu przyciskowi na padzie. Medytacja bez wyłamywania kolan w pozycji lotosu. Całkowity relaks na wyciągnięcie ręki… Istnieje pewna kategoria gier, których zapowiedzi brzmią jak reklama kursu jogi albo wstęp do rozprawki pod tytułem „Gry to nie tylko bezrozumna rozrywka”. Onde wpisuje się w narrację do znudzenia powtarzaną w każdym tekście poświęconym Flower czy Journey, a że trochę mnie już mdli od obietnic łatwej katharsis, mój odbiór tej gry był chłodny. Ale po kolei.


Czym ja właściwie jestem?

Chcąc potraktować obietnicę duchowej podróży poważnie, powinnam zacząć od ustalenia tożsamości głównego bohatera. Wygląda jak ośmiorniczka, ale ma większą liczbę ramion – gdyby był to pierwotniak, można by je nazwać rzęskami, jednak stworzonko to nie potrafi wykorzystać „kończyn” do poruszania się, bo swobodnie dryfując w przestrzeni, po prostu się rozpada. Centrum stworka stanowią cztery krążki, częściowo inteligentne istoty samoistnie wypuszczające się na wolność w poszukiwaniu wypustek, do których mogą się przyczepić. Kiedy dany krążek usadowi się na odnalezionym obiekcie, naciskamy odpowiadający mu klawisz funkcyjny, co powoduje wygenerowanie dźwięku. Fala dźwięku rozchodzi się powoli na kształt bąbla i to do niego musi przykleić się nasz bohater, by przejść z jednego miejsca na drugie. Czyli uznajmy, że pseudoośmiorniczka porusza się po liniach wyznaczonych przez rozchodzące się fale dźwiękowe.

Onde
Onde

Rety. Ani o jotę nie przybliżyło was to do rozwiązania zagadki dotyczącej tożsamości głównego bohatera, prawda? Cóż, ja przeszłam Onde i nadal nie wiem, co to za dziwadło, aczkolwiek z jakiegoś powodu wzbudziło ono moją sympatię. W trakcie rozgrywki istotka nie rozwija się ani nie nabywa nowych umiejętności; jej jedyną aktywnością stanowi ślizganie się po bąblach generowanych przez dźwięki. Od czasu do czasu sama potrafi też coś zagrać, ale są to tony ledwo słyszalne i nijak nie zgadzają się z „eterycznymi dźwiękami, które niosą nas płynnie przez spokojne, abstrakcyjne krajobrazy” (oficjalny opis ze Steama). Jeśli szukacie gry muzycznej, gdzie dźwięki tworzą opowieść na równi z obrazami, historia przeplata się zaś z wizjami z pogranicza medytacji i snu, sięgnijcie raczej po Genesis Noir.


Abstrakcyjne krajobrazy i podróż przez życie

Onde to gra platformowa z oryginalnym sposobem poruszania się, dlatego minie chwila, nim się do niego przyzwyczaimy. Kiedy to jednak nastąpi, docenimy płynność i spokój tej produkcji. Miękkim przeskokom między falami dźwiękowymi towarzyszy relaksacyjna muzyka idealna do snu. To przyjemne doświadczenie na kilka godzin, ale nie dajmy się zwieść porównaniom do Journey, bo Onde daleko do tego tytułu pod względem zarówno przyjemności płynącej z grania, jak i snucia opowieści. W pewnym momencie „ośmiorniczka” nawiązuje coś na kształt porozumienia międzygatunkowego z istotą przypominającą rybę młot, razem walczą nawet z abstrakcyjnym przeciwnikiem… ale przez większość czasu nic się nie dzieje, jest miło i nudno.

Onde
Onde

Lokacje przypominają podmorskie krajobrazy zaprojektowane przez wielbiciela fraktali. I to właśnie wizje kreowane przez twórców są tym, co zapamiętam najdłużej i co stanowi największą zaletę Onde. Na pierwszy rzut oka świat, który przemierza „ośmiorniczka”, wygląda jak dno oceanu pełne porośniętych fluorescencyjnymi glonami skał, ale otoczenie zmienia się bardziej, niż moglibyśmy się spodziewać, i bywa, że zaskakuje. Wnętrza jaskiń, do których wciska się żyjątko, przypominają pulsujące ciała olbrzymów, a glony zmieniają kolory pod wpływem dźwięków. W żadnym razie nie jest psychodelicznie, raczej idyllicznie i miejscami naprawdę pięknie.

Onde
Onde

Blaski i cienie podmorskiego życia

Poziom trudności jest niski… do chwili, gdy natrafimy na ustawione pod dziwnymi kątami wypustki, przez co trudno zgadnąć, gdzie góra, a gdzie dół. Nie wiadomo wtedy, jaki klawisz na padzie wygeneruje falę, a nie zawsze mamy czas na zastanowienie, zwłaszcza podczas walki z bossem. Są to momenty, które jak fałszywy ton zaburzają symfonię miękkich dźwięków.

Onde
Onde

Niepokój wywoływany przez niektóre wydarzenia jest absurdalny i zupełnie nie na miejscu. Wolałabym, by Onde do końca pozostało nudnawe, bo dzięki temu lepiej pełniłoby swoją funkcję – relaksowałoby tak jak leżenie w pomieszczeniu pozbawionym jaskrawych kolorów lub słuchanie szumu drzew. Podczas podróży „ośmiorniczki” bombarduje nas wystarczająca liczba bodźców, by nie rzucić gry w kąt, a elementy zagrożenia są tu zupełnie niepotrzebne. Przez ich obecność nie mogłam otrząsnąć się z wrażenia, że producenci nie potrafili się zdecydować, co właściwie chcieli stworzyć.

W Onde graliśmy na PC.

Ocena

Onde oferuje miłą rozgrywkę, którą niepotrzebnie wzbogacono o elementy zagrożenia, przez co produkcja utraciła swój klimat i spokój.

7+
Ocena końcowa

Plusy

  • uspokajające tempo
  • przyjemne lokacje
  • ciekawy sposób poruszania się
  • miła dla ucha ścieżka dźwiękowa

Minusy

  • miejscami nieintuicyjne sterowanie
  • nieciekawa narracja

Redaktor
Joanna „Ranafe” Pamięta-Borkowska

Operuję padem jak nunchako, chociaż wolę chińskie sztuki walki. Nie ma gatunku gier, którego bym nie lubiła – są tylko takie, które szybciej mnie nudzą. Cenię dobrą opowieść, chociaż czasami wystarczy mi piękne uniwersum albo jak postać się przekonująco drapie. Pisałam wcześniej w Ja, Rock! i Polygamii, a gram od zeszłego wieku, co brzmi, przyznacie, poważnie.

Profil
Wpisów70

Obserwujących18
Onde
Ocena redakcji
7.5
Ocena użytkowników
-
Platformy
PC
Gatunek
-
Producent
-
Onde

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane