Takiej recenzji 007 First Light jeszcze nie widzieliście! Publikujemy tekst z CDA 04/2026
Czasami zastanawiam się, po co mi to wszystko. Mam rodzinę, dobre zdrowie, ciekawą pracę, szczęśliwe życie… Zamiast w pełni się tym cieszyć, wystawiam się na ostrzał, szukam adrenaliny. Tym razem nie będzie inaczej, opinia publiczna znowu wyda na mnie wyrok… Ech, zaczynajmy.

Do pomieszczenia wchodzi kobieta. Wysoka brunetka o ciemnej karnacji. Pochodzenia najprawdopodobniej latynoskiego. Łukasz nic o niej nie wie, ma ją gdzieś. Kręci mu się w głowie, z nosa spływa strużka krwi. Jedyne, o czym marzy, to powrót do domu. Do zabaw z synem. Do objęć ukochanej, szepczącej mu do ucha: „Wszystko będzie dobrze, mój drogi”. Do…
Radosne wizje przerywa mu potężne uderzenie w splot słoneczny. Z ust tryska ślina, zbiera mu się na wymioty, nerwowo walczy o złapanie tchu. Powoli dochodzi do siebie. Próbuje wstać, ale kobieta go powstrzymuje. Oszołomiony dostrzega, że klatkę piersiową opinają mu czarne pasy, z palców wystają kable zwisające niczym martwe żmije. Zauważa aparaturę znajdującą się obok, stoi przy niej jakiś człowiek. Nie widzi twarzy. Wie, co się święci.
– Jestem…
– Nie interesuje mnie, kim jesteś.
– Dobrze, jak wolisz. – Kobieta odchyla głowę, słychać strzyknięcie w karku. – Szukaliśmy cię od dawna, umiesz się ukrywać. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Tajny agent autorem tekstów o grach w lokalnym periodyku? Naprawdę nieźle! Przez miesiące przeczesywaliśmy internet, a tu, proszę, prasa drukowana.
– Cóż, w pewnych kwestiach nadal jestem tradycjonalistą.
– W takim razie chyba nie będziesz miał nic przeciwko… tradycyjnemu łomotowi?
– Śmiało.
Zaczyna żałować swojej butności, ale lecąca w jego stronę pięść jest zdecydowanie szybsza od wewnętrznych rozterek. Tym razem dostaje w twarz, głowa odskakuje mu do tyłu, boleśnie przypominając o zwyrodnieniu kręgów szyjnych.
– Przejdę do konkretów. Wiemy, że w jakiś sposób zdobyłeś przedpremierowy dostęp do gry „007 First Light”. Wiemy też, jakie znaczenie dla lokalnego rynku ma twoja… gazetka – wypowiadając te słowa, kobieta wykrzywia usta w nienaturalny sposób, a przez jej ciało przechodzi dreszcz. – Te przeklęte oceny. Czuję się brudna, że muszę to powiedzieć, ale nie możemy pozwolić na to, abyś skrzywdził ten tytuł. Musisz wystawić dziewiątkę. Tego chce kró… – waha się i spuszcza wzrok.
– MI6?! – Łukasz widzi jej zmieszanie. Wydaje się świadoma, że popełniła błąd, zdradzając tożsamość pracodawcy. Jest młoda, początkująca. To najpewniej jej pierwsze przesłuchanie. – Ech, to nieistotne. Do niczego mnie nie zmusicie.
Kobieta bierze się w garść. Staje bacznie przed Łukaszem i wskazuje palcem na znajdującą się obok aparaturę.
– Możesz udawać twardziela, ale my wiemy swoje. Planowałeś napisać tekst szkalujący ten wyjątkowy tytuł, choć wiemy, że jesteś wielkim fanem przygodowych gier akcji i przy „007 First Light” bawiłeś się doskonale. Chciałeś w ten sposób wywołać wojnę w mediach społecznościowych. Odwrócić uwagę opinii publicznej od prawdziwych problemów współczesnego świata. Agencja nie może na to pozwolić. Wielka Brytania nie może na to pozwolić! Nie zniszczysz naszego dziedzictwa kulturowego. Bond to świętość. Wyciągniemy z ciebie OBIEKTYWNĄ recenzję…
Łukasz ma wrażenie, że jej oczy zapłonęły.
– …A twoje zachwyty opublikujemy w internecie.
– Obiektywną recenzję, powiadasz? Nawet nie wiem, jak skomentować te bzdury. Ale pewnie, pobawmy się. Chwilowo nigdzie się nie wybieram.
Latynoska poprawia żakiet i podchodzi do znajdującego się w pomieszczeniu mężczyzny. Przekazuje mu parę informacji, a następnie odwraca się w stronę Łukasza.
– No dobrze, na początek kilka podstawowych pytań, dzięki którym skalibrujemy wariograf. Odpowiadaj „tak” albo „nie”, siedź nieruchomo. Rejestrujemy twoje tętno, przewodnictwo skóry i oddech. Będziemy wiedzieć, kiedy kłamiesz. – Przysuwa drugie krzesło i siada naprzeciw swojej ofiary. – Czy nazywasz się Łukasz Morawski? – Odpowiedź twierdząca. – Czy dziś jest poniedziałek? – Również twierdząca. – Czy masz 36 lat? Czy masz żonę? Czy jesteś Polakiem? Czy ukończyłeś „007 First Light”? Czy…
Mężczyzna znajdujący się za aparaturą za każdym razem kiwa głową. Po ostatnim pytaniu wystawia kciuk do góry. Oznacza to jedno – można przechodzić do głównej części programu. Łukasz wzdycha z ulgą.
– O czym traktuje najnowsze dzieło studia IO Interactive?
– Zagrajcie, to się dowiecie… – Gdy kobieta zaczyna podnosić dłoń, Łukasz dodaje szybko: – Albo może wam opowiem. Co mi szkodzi. W „007 First Light” wcielamy się w Jamesa Bonda. Ale nie super wykwalifikowanego agenta znanego z filmów, tylko szeregowego żołnierza, którego poznajemy w momencie, gdy jeszcze nawet nie należy do MI6. To się jednak po jakimś czasie zmienia, lecz wpierw musimy zaliczyć misje szkoleniowe, nim zostaniemy wysłani w teren. Początkowo mocno się tego elementu obawiałem…

– …Ee, tak, tak… – Odchrząkuje. – Początkowo mocno się tego elementu obawiałem, bo motyw tak zwanej origin story został już tak bardzo przerobiony przez popkulturę, że nie sposób przedstawić go w ciekawy… ee, sposób. A tu jednak czekało mnie miłe zaskoczenie. Sekwencję treningową zrealizowano fenomenalnie, a samouczki zostały idealnie wplecione w dynamiczną narrację, dzięki czemu w ciągu kilku minut gracze opanowują skradanie się, korzystanie z broni, walkę na pięści czy prowadzenie aut. Twórcom bardzo dobrze udało się też nakreślić relacje między protagonistą a innymi agentami i rekrutami. Co prawda czuć w tym bardziej naleciałości z „Kingsmana” Matthew Vaughna niż kinowych „Bondów”, ale nie przeszkadzało mi to.

– Na razie idzie ci bardzo dobrze – wtrąca kobieta. – Król będzie zadowolony.
– Dzięki… Chyba. Mogę kontynuować czy jeszcze chcesz mnie wybić z rytmu?
– Kontynuuj.
– Dziękuję, o pani łaskawa. – Na wszelki wypadek lekko się kuli i napina mięśnie w oczekiwaniu na kolejny cios. Ten jednak nie nadchodzi. – Oo, okej, czyli bez bicia? Ekstra, zaczynamy się dogadywać. Jeszcze trochę i zagramy w „First Light” w co-opie.

– No tak, nie ma tu żadnych trybów sieciowych. Ach, ta dziennikarska rzetelność. – Uśmiecha się szelmowsko. – Wracając do fabuły, im dalej w las, tym jest ciekawiej. Historia wykreowana przez IO Interactive to zdecydowanie najmocniejsza strona dzieła. Duża w tym zasługa świetnie napisanych postaci, w tym samego protagonisty, którego po prostu nie da się nie lubić. Patrick Gibson jest w tej roli doskonały! Bond w „007 First Light”, kiedy trzeba, bywa zabawny i czarujący (a temu urokowi ulega niejedna kobieta!), a kiedy wymaga tego sytuacja, zachowuje zimną krew i potrafi w stu procentach skupić się na zadaniu. To też nie typ samotnego wilka. Niczym Ethan Hunt w „Mission: Impossible” bardziej polega na drużynie, co oczywiście wiąże się zarówno z pewnymi przyjemnościami, jak i konsekwencjami. W grze nie brakuje gorzkich scen oraz powagi. Liczę na kontynuację, żeby zobaczyć, jak twórcy rozwiną tę postać.

– A co z rozgrywką? Na czym polega i który element wypada najlepiej?
– Prowadzenie pojazdów!

– Jak to? Przecież tak świetnego systemu jazdy mogłaby pozazdrościć najnowsza „Forza Horizon”!

– Nie pajacuj, Morawski. Straciliśmy już i tak zbyt wiele czasu.
– Dobra, żartowałem. Jazda w „007 First Light” jest dosyć biedna. Co prawda same etapy pościgowe z udziałem samochodów (i nie tylko, ale to niespodzianka!) są niesamowicie ekscytujące…

– …lecz już ich wykonanie mocno rozczarowuje. Przede wszystkim nie stanowią żadnego wyzwania, bo pojazdy prowadzą się właściwie same, więc równie dobrze można odłożyć pada na bok…

– …i obserwować, co się dzieje na ekranie. Chodzi mi o to, że te momenty służą przede wszystkim narracji i utrzymaniu jak najbardziej filmowego charakteru dzieła. Ta „filmowość” przejawia się w wielu płaszczyznach, ale na szczęście w pozostałych przypadkach mamy znacznie większą sprawczość. Muszę przyznać, że podoba mi się konstrukcja tej gry. To mocno liniowa produkcja, w której skaczemy od misji do misji, zadania są jednak dosyć rozbudowane i podzielone na kilka segmentów. Zazwyczaj na początku dokonujemy rekonesansu, później podejmujemy pierwsze działania, próbując przy tym nie dać się wykryć, a na końcu standardowo coś się kaszani, więc przechodzimy albo do skradania się, albo do widowiskowej wymiany ognia z przeciwnikami. Albo właśnie do pościgu. Ta pętla rozgrywki jest niesamowicie satysfakcjonująca. Przez cały czas czułem się zaangażowany w wydarzenia i autentycznie zaciekawiony, co czeka na mnie dalej, zwłaszcza że dosyć często skaczemy po różnych zakątkach świata.

Rozgląda się nerwowo po pomieszczeniu. Czuje, że łatwa część jest już za nim, teraz zaczną się prawdziwe schody. Widział średnią ocen „007 First Light” w serwisie Metacritic. Zarówno recenzenci, jak i gracze pokochali ten tytuł. On w pewnym sensie też, ale nie aż tak bardzo, a wariograf szybko to potwierdzi. Największą wadą Łukasza (a może zaletą, jak powiedziała mu kiedyś żona) jest nieumiejętność dostosowania się do potrzeb opinii publicznej. Choć wie, że powinien trzymać język za zębami, bo tylko pogorszy swoją sytuację, nie potrafi się powstrzymać.
– Z tego, co mówisz, rodzi nam się obraz gry wybitnej, wręcz wyjątkowej. – Kobieta zagryza wargę. Chwilę stoi wpatrzona w ścianę i zamyślona. Wzdycha głęboko i niepewnym głosem pyta: – Potwierdzasz te słowa? Mamy do czynienia z GOTY?
Łukasz spuszcza głowę i mamrocze jakieś słowa.
– Co powiedziałeś? – dopytuje Latynoska.
– Nie, nie mamy do czynienia z GOTY. To naprawdę dobra gra, ale na wielu polach rozczarowuje.

– T-to… to niemożliwe. Przecież algorytm powiedział nam, że jesteś wielkim fanem produkcji studia IO Interactive. W dodatku uwielbiasz serię „Uncharted” i wielokrotnie oglądałeś filmy z Bondem. Ty, ty… płakałeś na finale „Nie czas umierać”. Jakim cudem „007 First Light” nie jest dla ciebie grą idealną? Nasza AI się nie myli, do diabła! – Zrzuca z siebie żakiet, uwydatniając muskularne ramiona skryte pod napiętą jedwabną koszulą.
– Cóż, moja droga, świat nie jest zero-jedynkowy. To, że nie wystawię czemuś dziewiątki czy dziesiątki, nie oznacza, iż nie mogę się tym czymś zachwycać. Ten tytuł ma bardzo dużo zalet i w ogólnym rozrachunku grało mi się w niego fenomenalnie, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie dostrzegam w nim wad.

– Super, że się zgadzamy, głupia maszyno. – Łukasz dotyka nadgarstka i zauważa nerwowy ruch kobiety, jakby szykowała się do obrony. Spogląda na zegarek, a następnie wbija wzrok w Latynoskę, która zaczyna się nieco rozluźniać. – He, he, chciałbym, żeby to był sprzęt od Q. Bardzo by mi się teraz przydał. A co do gadżetów to przypomniałaś mi, że takowe dostępne są też w grze. Mam z nimi pewien problem. Niby w ciekawy sposób urozmaicają rozgrywkę, ale w ogólnym rozrachunku są trochę niepotrzebne. A przynajmniej ja korzystałem tylko z zatrutych strzałek i lasera. Reszty bajerów nigdy nie przetestowałem w boju, bo nie było takiej potrzeby.
Kobieta zrezygnowana siada na krzesełku. Próbuje coś powiedzieć, ale Łukasz zaczyna kontynuować swoje wyjaśnienia:
– Zegarek obnaża też głupotę przeciwników. Jak widać, nie tylko wasza AI bywa niezbyt rozgarnięta. Oczywiście podobały mi się sekwencje à la ostatnie „Hitmany”, ale łatwo dało się je zepsuć. Po co mam starać się szukać jakichś kart dostępu czy kombinować z innymi metodami oszukania strażników, jak wystarczy oślepić ich wiązką lasera, żeby przejść obok niepostrzeżenie? Wrogowie w ogóle sprawiają wrażenie niewidomych, przez co etapy skradankowe bywają zbyt mechaniczne, czułem się, jakbym wykonywał z góry ustalony plan, bez potrzeby wymyślenia sposobu na poradzenie sobie z problemem. Tutaj nawet nie można chować ciał, bo ta mechanika do niczego by się nie przydała. Przeciwnicy chodzą po sztywno wyznaczonych ścieżkach, więc i tak ryzyko, że wykryją poległych kompanów, jest niewielkie.
– Jesteś [ocenzurowano] agentem, wiesz, jak oszukiwać wariograf! – krzyczy mocno wzburzona kobieta. – Czemu teraz tego nie robisz? Jak ja przygotuję raport? Jak ja się z tego wytłumaczę?! To miało być proste zadanie, do [ocenzurowano] nędzy!
– Widzisz, miałaś mnie za ideał, a tu takie zdziwko… – Pada na ziemię pod wpływem mocnego kopniaka. Tym razem do akcji wkroczył mężczyzna stojący za wariografem. – Oho, ktoś tu nie wytrzymał napięcia. Cześć, jestem Łukasz. Wybacz, że nie podam ci ręki, ale aktualnie próbuję zatamować krwawienie z łuku brwiowego. Ładny to już byłem.

– Kontynuuj – rzuca szorstko rosły facet z wygoloną po bokach głową i zwisającym z tyłu kosmykiem włosów.
– Dobrze, spokojnie. – Łukasz siada ponownie na fotelu. – Zanim mi przerwaliście, chciałem powiedzieć, że w sekcjach skradankowych podoba mi się to, iż w razie wykrycia gra bardzo płynnie przełącza się na tryb akcji. Wtedy albo nawalamy się ze złolami na pięści (a przy tym niszczymy elementy otoczenia, co wygląda super!), albo bierzemy do łapy znalezione pukawki i wtedy dzieje się magia. Może i system strzelania nie jest tak satysfakcjonujący jak choćby w „Uncharted 4”, ale za każdym razem cieszyłem michę na myśl o wyeliminowaniu kolejnych typków. Duża w tym też zasługa całkiem mocno podatnego na destrukcję otoczenia… – Zamyśla się, jakby próbował przypomnieć sobie coś, o czym koniecznie trzeba powiedzieć. – A! Sporo radochy dała mi możliwość rzucania bronią we wrogów, gdy kończyła się amunicja. Niby pierdoła, ale chętnie zobaczyłbym ją w innych strzelankach.

Kiedy już wydaje się, że rozmowa zaczyna zmierzać w dobrym kierunku, Łukasz dodaje niespodziewanie:
– Jeśli rozpaliłem wasze nadzieje, to lepiej się nie nakręcajcie. Przez te kilkanaście godzin gry stosunkowo rzadko sięgamy po broń, więc osoby oczekujące sytej strzelanki raczej będą rozczarowane. A jak już o rozczarowaniu mowa, muszę też wspomnieć o słabiutkich starciach z bossami, zazwyczaj sprowadzających się do mało porywającej zabawy w kotka i myszkę…
„Nie tak miała wyglądać ta rozmowa”, myśli kobieta. Już się nie odzywa, oddała przestrzeń operatorowi wariografu. Ten podchodzi ponownie do Łukasza, łapie go za chabety i podnosi z fotela. Spogląda mu głęboko w oczy.
– To twoja ostatnia szansa, żeby powiedzieć to, co chcemy usłyszeć. To, co chce usłyszeć cały świat. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie będą konsekwencje twojej subiektywnej… – Spluwa i wyrzuca z siebie: – …Subiektywnej opinii. Napraw to.
– Skoro tak ładnie prosisz… – Łukasz łapie mężczyznę za zaskakująco delikatne dłonie, a następnie odciąga je od siebie. Prostuje się i zaczyna mówić: – Pocałujcie mnie w dupę. „007 First Light” mógł być grą wybitną. Podkreślam, MÓGŁ BYĆ! Na papierze ma wszystko, aby zyskać miano GOTY. Rzeczywistość jednak bywa brutalna. Z jednej strony studio IO Interactive przygotowało świetną mieszankę najlepszych rozwiązań z ostatnich „Hitmanów” (naturalnie nie brakuje wielkich tłumów!) i serii „Uncharted”, z drugiej żaden z tych pomysłów nie został należycie wykorzystany. Sekcje wspinaczkowe są za mocno oskryptowane i niewystarczająco ekscytujące, skradanie się podporządkowano liniowemu stylowi rozgrywki, przez co stało się zbyt błahe i mało wymagające, eksploracja półotwartych lokacji początkowo zachwyca rozmachem, ale szybko wychodzi na jaw, że za każdym razem wykonujemy te same czynności, tylko w innych sceneriach, a zegarek Q daje ogrom możliwości, lecz nie ma sensu z nich korzystać.

Mężczyzna odsuwa się, choć przy tym nawet na moment nie odrywa wzroku od Łukasza.
– I wiecie, co jest najlepsze? Te wszystkie średnio dogotowane mechanizmy rozgrywki zostały tak sprawnie zespolone, że łatwo można przymknąć oko na ich ułomności. Do tego dochodzi świetna fabuła z niezwykle charyzmatycznymi postaciami, nawet tymi z drugiego planu, i rewelacyjna ścieżka dźwiękowa, od razu kojarząca się z filmami o Bondzie, co przekłada się na naprawdę solidnę grę, od której nie sposób się oderwać. Ale… cóż… bez wątpienia dało się to zrobić lepiej!

Rosły facet składa ręce do oklasków. Chwilę czeka, aż w końcu zaczyna energicznie uderzać jedną dłonią o drugą. Po wysokim, skromnie umeblowanym pomieszczeniu rozchodzi się donośne echo. Mężczyzna śmieje się i klepie Łukasza po ramieniu.
– Dobra robota, zdałeś! – Dostrzegając wielkie zdziwienie w oczach swojego rozmówcy, dodaje czym prędzej: – To był test. Udowodniłeś, że nadajesz się na redaktora prowadzącego naszego magazynu. To wszystko było ustawione, proces rekrutacyjny. W redakcji nie korzystamy z AI, nie nakazujemy swoim autorom, jak mają pisać recenzje, nie boimy się wystawić na krytykę opinii publicznej. Mogłeś zgodzić się na wszystko, co próbowaliśmy na tobie wymusić, ale postanowiłeś iść w zaparte i przedstawić nam swoje zdanie. Zapomnij o lokalnej gazetce. Gratulacje, witamy w „CD–Action”.
Łukasz stoi osłupiały. Niby cieszy się z takiego obrotu rzeczy, lecz jest również nieco rozczarowany, bo liczył na nielichą bójkę. Odpina przewody z palców i pasy zaciskające się wokół jego klatki piersiowej. Mierzy wzrokiem Latynoskę.
– Wybacz – wypala pierwsza. – Taka była moja rola. – Uśmiecha się życzliwie, dzięki czemu w ogóle nie przypomina kobiety, która jeszcze kilka chwil temu z zajadłością tłukła go po twarzy. – Skoro już gadamy na serio, powiedz, jaką notę końcową wystawiłbyś grze.
– Ech, oceny… Podobno przestaliście mnie torturować. – Opada na fotel i zakłada nogę na nogę. Sprawdza stan rozciętej brwi, śmieje
się w głos i wreszcie mówi: – „First Light” oceniam na…

Jeżeli nie macie jeszcze swojego egzemplarza CD-Action 04/2026, to możecie go zamówić w naszym sklepie (35 zł). Dostępny jest również na Allegro (za 37 zł).