10
28.07.2023, 09:39Lektura na 7 minut

Recenzja Pikmin 4. Nintendo, to jest nudne! Na co ci tyle hitów?

Marka Pikmin nigdy nie cieszyła się tak dużą popularnością, jak Super Mario Bros., The Legend of Zelda czy Pokémon, i czwarta odsłona raczej tego nie zmieni. Warto jednak wiedzieć, że Nintendo ma w swojej bibliotece tak specyficzną produkcję, której nie da się sklasyfikować w prosty sposób.

Bo właściwie czym jest Pikmin 4? Najłatwiej odpowiedzieć, że strategią czasu rzeczywistego, ale to zbyt duże uproszczenie. Nie wydajemy bowiem poleceń swoim jednostkom jak w klasycznych RTS-ach. Nie klikamy też kursorem po mapie, tylko bezpośrednio kierujemy poczynaniami głównego bohatera, a wokół niego kręcą się tytułowe stworki. Nie ma tu natomiast rozbudowy bazy, a eksploracja świata działa na podobnych zasadach, co w trójwymiarowych platformówkach. Dzieło Nintendo jest unikatowe pod wieloma względami, a to zdecydowanie najważniejszy powód, dla którego należy się nim zainteresować. Jeśli zaś graliście we wcześniejsze części, nie obawiajcie się odgrzewanego kotleta – w „czwórce” nie zabrakło nowych rozwiązań.


Kapitan Olimar zrobił już swoje

Nie spodziewajcie się wielkiej rewolucji, bo nie była ona potrzebna. Nawet kampania fabularna zaczyna się niemalże w identyczny sposób, co w poprzednich częściach. Na początku znowu wcielamy się w nieustraszonego – choć miniaturowego – kapitana Olimara, który dociera na obcą planetę, wyglądem przypominającą Ziemię. Jego statek kosmiczny ulega jednak zniszczeniu, przez co podróżnik zostaje zmuszony do wezwania swoich towarzyszy. Dzielni członkowie Rescue Corps czym prędzej wyruszają z pomocą… ale ich pojazd również ulega awarii. I co teraz? Pora na kolejną ekspedycję! Na szczęście wykreowanemu przez nas bohaterowi udaje się bezpiecznie wylądować i tak zaczynamy wielką przygodę.

Pikmin 4
Pikmin 4

Kapitan Olimar nie jest już więc protagonistą, tylko nadrzędnym celem naszej podróży. To jego na końcu musimy odnaleźć, po drodze zgarniając pozostałych ziomków z Korpusu Ratunkowego. Z ich pomocą bohater naprawi duży statek kosmiczny i wróci do domu – jednak aby się to udało, trzeba zebrać cenne przedmioty zawierające w sobie tzw. sparklium, niezwykle wydajne źródło energii. Na dobrą sprawę głównie do tego sprowadza się zabawa w Pikminie 4. Oczywiście osiągnięcie celu jest możliwe wyłącznie dzięki nieocenionemu wsparciu kolorowych istot wyciąganych z ziemi niczym warzywa.

Produkcja została zaprojektowana w taki sposób, że spokojnie mogą do niej usiąść osoby nieznające wcześniej tej marki. Co chwilę odkrywamy fragmenty dziennika prowadzonego przez Olimara wyjaśniające poszczególne mechanizmy rozgrywki oraz omawiające wszystkie inne zagadnienia, z jakimi mamy do czynienia w trakcie zabawy. Niestety Nintendo po raz kolejny pokpiło sprawę i „zapomniało” o polskiej wersji językowej. Sporo tu dialogów i ważnych informacji przekazywanych w formie tekstowej, a przecież mówimy o tytule skierowanym przede wszystkim do dzieci.

Pikmin 4
Pikmin 4

Poszukiwacze zaginionych skarbów

Główne założenia rozgrywki są wręcz identyczne jak w starszych wydaniach Pikminów. Ponownie trzeba przypisywać do swojej postaci kilkadziesiąt stworków (z biegiem gry ich liczba rośnie), a następnie eksplorować z ich pomocą duże lokacje w poszukiwaniu cennych skarbów. Po drodze natrafiamy na przeciwników oraz zagadki środowiskowe, które wymagają wykorzystania indywidualnych zdolności poszczególnych pikminów – jedne nie boją się ognia, drugie potrafią wysoko skakać, trzecie radzą sobie pod wodą, a i trafią się też istoty latające. Nintendo dodało do tej puli dwa dodatkowe rodzaje – lodowe oraz świecące – z których możemy zrobić pożytek podczas nocnych eskapad, jakie mają miejsce na późniejszym etapie gry.

W czwartej odsłonie powrócił cykl dobowy zmuszający graczy do zaprzestania misji i rychłego powrotu do bazy wypadowej, gdzie znajduje się Cebula, obiekt pełniący funkcję domu dla pikminów. Jeśli tego nie zrobimy, cóż… nasi towarzysze zginą śmiercią tragiczną (no, może lekko przesadzam), a my – jakkolwiek źle by to brzmiało – stracimy czas na ponowne rozbudowywanie „armii”. Zanim więc bohater wyruszy na kolejną wyprawę, trzeba dobrze rozkminić, jakie stworki powinny mu towarzyszyć. Początkowo przeszkadzało mi to, że nałożono ograniczenie do trzech rodzajów, ale ostatecznie i tak najczęściej korzystałem z pomocy standardowych czerwonych i żółtych, więc w sumie niewiele to zmienia.

Pikmin 4
Pikmin 4

Tykającymi wskazówkami zegara nie musimy się przejmować w tajemniczych kilkupoziomowych jaskiniach działających na podobnych zasadach, co shrine’y w The Legend of Zelda: Tears of the Kingdom. Tu walka zazwyczaj zostaje zepchnięta na dalszy plan, wyzwanie sprowadza się zaś do zaliczania coraz to bardziej skomplikowanych zagadek logicznych i środowiskowych. Niekiedy faktycznie trzeba mocno pogłówkować, aby znaleźć rozwiązanie oraz sposób, jak wykorzystać potencjał przypisanych do nas w danym momencie pikminów. Jeśli miałbym wskazać mój ulubiony element gry, to zdecydowanie postawiłbym na jaskinie.


Pies, najlepszy przyjaciel miniaturowego kosmity

Wcześniej akcję w Pikminach obserwowaliśmy „z góry”, niczym w większości RTS-ów. W najnowszej odsłonie zaimplementowano system zbliżania i oddalania kamery za pomocą prawego analoga. To bardzo przydatne rozwiązanie, bo pozwala lepiej kontrolować sytuację podczas wymagającej bitwy, a przy tym ułatwia poruszanie się po ciaśniejszych pomieszczeniach. Nie jest to jednak największa zmiana, o jakiej zamierzałem was poinformować! Producent zrezygnował ze znanej z „trójki” możliwości przełączania się pomiędzy postaciami, oferując w zamian coś znacznie lepszego – psa Oatchiego.

Ach, Oatchi, jak ja cię pokochałem! Ten słodki szczeniaczek nie tylko pełni funkcję wierzchowca, ale też bierze aktywny udział w walce oraz pozyskiwaniu surowców. Tylko od graczy zależy, w jaki sposób będą go kontrolować – możemy potraktować towarzysza jako jednego z pikminów, wskazując, gdzie ma iść, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wskoczyć mu na grzbiet. Najczęściej korzystałem z drugiej opcji, bo w ten sposób odblokowuje się skakanie, co jest przydatne podczas eksploracji. Dwunożny piesek służy także jako łódka, co pozwala na przetransportowanie stworków na drugi brzeg – nawet jeśli większość z nich boi się wody.

Pikmin 4
Pikmin 4

Nintendo dodało prosty system rozwoju głównej postaci i jej kompana. Po odnalezieniu odpowiednich członków Rescue Corps dostajemy sposobność na wykupienie nowych narzędzi oraz umiejętności. Oatchi dzięki temu jest w stanie przeciągać cięższe obiekty, mocniej gryzie oponentów, jego szarża nabiera większego impetu, a węch staje się czulszy i usprawnia proces wyszukiwania przydatnych surowców. Protagonista może z kolei wejść w posiadanie butów przyspieszających bieganie, detektora skarbów czy sprzętu ułatwiającego kontrolę pikminów. Tylko od nas zależy, jakie skille wykupimy w pierwszej kolejności, co bezpośrednio przekłada się na rozgrywkę.


Nintendo boi się internetu

W Pikminie 4 powrócił tryb Dandori Battle, choć tym razem został wpleciony bezpośrednio w kampanię. Co jakiś czas musimy stawić czoła tajemniczym istotom, które zaciągają nas na specjalne areny. W trakcie konfrontacji ekran dzieli się na pół, co pozwala uważniej śledzić poczynania konkurenta. Zabawa zazwyczaj sprowadza się do uzyskania jak największej liczby punktów za zebrane cenne przedmioty – aczkolwiek modyfikatorów rozgrywki jest kilka, dzięki czemu walki trochę się od siebie różnią.

Super, że Nintendo zrealizowało ten segment w taki sposób, gdyż mocno urozmaica to gameplay. Niesuper, że nie ma opcji przełączenia na pełny ekran, co w przypadku niewielkiego wyświetlacza Switcha jest mocno irytujące. Kolejne „super” dla możliwości brania udziału w Dandori Battle w dowolnym momencie, ale też drugie „niesuper” dla ograniczenia się wyłącznie do lokalnej rozgrywki dla dwóch graczy, bez możliwości zabawy online.

Pikmin 4
Pikmin 4

Kooperacja dostępna jest też w trybie fabularnym, lecz pełni zaledwie funkcję niewielkiego dodatku. Kolejna osoba nie przejmuje kontroli nad nowym bohaterem, tylko może poruszać celownikiem, aby strzelać w przeciwników kamieniami bądź rzucać protagoniście apteczki i inne przydatne wspomagacze. Szkoda, że Nintendo potraktowało tę mechanikę po macoszemu, ponieważ model rozgrywki Pikmina 4 idealnie nadaje się do tego, aby zaliczać misje w więcej osób. Obecna forma co-opa zadowoli wyłącznie rodziców, których dzieci nie byłyby jeszcze w stanie samodzielnie ukończyć gry.


Tak to się robi!

Nie miałem żadnych oczekiwań co do „czwórki”, bo wiedziałem, że Nintendo nie zmarnuje okazji, aby jak najlepiej rozreklamować swoją markę, która przez tyle lat stała w cieniu gigantów. Dobre oceny na pewno rzucą na nią trochę światła i sprawią (oby!), że w pikminach zakocha się więcej osób. Może to właśnie będziesz ty, czytelniku? Nie zaszkodzi spróbować!

W Pikmina 4 graliśmy na Nintendo Switchu.

Ocena

Pikmin 4 to przykład idealnej kontynuacji. Nintendo udowodniło, że nie potrzeba wielkich rewolucji, aby serię można było odkrywać na nowo. Twórcy wprowadzili stosunkowo skromne zmiany, które ostatecznie okazały się niesamowicie istotne dla rozgrywki.

9
Ocena końcowa

Plusy

  • wiele ciekawych lokacji do eksploracji
  • Oatchi całkowicie zmienia podejście do rozgrywki
  • dobrze zaimplementowany system rozwoju bohatera i szczeniaka
  • misje w jaskiniach są świetnie przemyślane
  • emocjonujący tryb Dandori Battle


Minusy

  • niewykorzystany potencjał kooperacji
  • Nintendo dalej nie umie w fabuły…
  • …i polskie wersje językowe


Czytaj dalej

Redaktor
Łukasz Morawski

O grach piszę od 16. roku życia i mam zamiar kontynuować tę przygodę jak najdłużej. Jestem miłośnikiem popkultury i nie narzucam sobie żadnych barier gatunkowych – wszystkiemu trzeba dać szansę. Tylko w taki sposób można odkryć prawdziwe perełki.

Profil
Wpisów58

Obserwujących2

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze