4
8.01.2022, 09:30Lektura na 4 minuty

Recenzja‌ ‌Townscaper.‌ ‌Ta‌ ‌gra‌ ‌wciąga jak pstrykanie folią bąbelkową

Nie rozstrzygnę tego, czy Townscapera można nazwać grą. Ale jednego jestem pewien – z tym tytułem powinien zapoznać się każdy gracz (i każdy developer). Bo wciąga jak diabli.


Dawid „DaeL” Biel

Ta niepozorna produkcja ukazała się pod koniec sierpnia na PC, w październiku na smartfony, a w grudniu wyszła na Xboksa i dołączyła do Game Passa. Aby wyjaśnić jej fenomen, trzeba zacząć od spojrzenia na dzieło Oskara Stålberga od samych fundamentów. Otóż mamy tu do czynienia z zabawą w budowanie miasta. Mam za to wątpliwości, czy można nazwać Townscapera city builderem.

Tytuł ten nie stawia przed nami w zasadzie żadnego celu. Nie ma ograniczonych zasobów, upływającego czasu ani przeciwników. Jesteśmy tylko my, myszka lub pad (albo palec w wersji mobilnej) i wyzwania, jakie sami sobie narzucimy. Ale to wystarczy, by dostarczyć niewiarygodnej frajdy już od pierwszego kliknięcia.

Townscaper

Miasto z otchłani

Pierwszym, co ukaże się naszym oczom po włączeniu Townscapera, jest po prostu błękit wody. Mapa gry przedstawia bowiem morze podzielone na siatkę nierównych, maleńkich sektorów. Większość z nich ma kształt zbliżony do kwadratu, choć zdarzają się również podobne do trójkąta, pięciokąta lub nawet sześciokąta. Siatka tychże sektorów nie jest rozłożona równo i od linijki, wprost przeciwnie – wszystko jest tu krzywe, zaokrąglone, niesymetryczne. Na pierwszy rzut oka wygląda to dziwnie, lecz gdy zaczniemy już budować nasze miasto, urzeknie nas piękno naturalnie powykręcanych ulic czy domków o nieraz dziwacznych, nieforemnych kształtach. 

Townscaper

Ale nie uprzedzajmy faktów. Napisałem, że magię Townscapera czujemy już od pierwszego kliknięcia i nie było w tym ani słowa przesady. Klikamy i oto, z dziwnie satysfakcjonującym dźwiękiem pękającej bańki, z morza wyłaniają się fundamenty. Klikamy po raz drugi i na fundamentach staje domek. Klikamy jeszcze klika razy, dobudowują się piętra, a domek zamienia się w wieżę. Możemy też postawione już klocki usuwać – zburzenie fundamentów sprawi, że nasz domek stanie na stalowych belkach. Takie klikanie samo w sobie jest po prostu przyjemne i budzi skojarzenia z pstrykaniem folią bąbelkową — lecz to dopiero początek.


Czy tu można zamieszkać?

Otóż prawdziwa zabawa zaczyna się, gdy odkryjemy, że stosując różną kolorystykę klocków i umiejętnie manipulując otoczeniem, możemy wyczarować niezliczone rodzaje budynków. Chcemy zamiast domków stawiać kamienice? Nic prostszego. A może majestatyczne zamki z basztami i dziedzińcami? To też da się zrobić. Latarnie morskie? Dźwigi nad kanałami? Kościoły? Pełne zieleni ogrody? A może wielkie podniebne platformy unoszące się na śmigłach? Również obecne.

Wszystko jest wykonalne, tylko wymaga wyobraźni i całych godzin spędzonych na eksperymentowaniu i odkrywaniu kombinacji klocków, które wymyślił twórca gry. Nie ma tu bowiem menu z wyborem typów budynków. Wszystko, czym dysponujemy, to kursor i paleta kolorów, które zmienimy przed postawieniem kolejnego obiektu. Pozornie to mało, ale trzeba dodać, że każdemu, kto ma choć odrobinę kreatywności, godziny będą tu mijać niepostrzeżenie.


I tylko pustek żal

Warto wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Otóż Townscaper jest po prostu śliczny. Z każdym kliknięciem nasze miasteczko wzbogaca się o kolejne detale – na dachach wysokich kamienic wylądują mewy, pomiędzy domami pojawią się sznury z praniem albo chorągiewki, koło domów staną ławki i donice z kwiatami, w ogródkach zaczną fruwać motyle. Można to wyliczać w nieskończoność. 

Townscaper

Ale tutaj odsłonięta zostaje również największa wada Townscapera. Wyczarowane przez grę miasta są tak cudowne, że aż żal człowieka bierze, iż nie może z nimi zrobić nic więcej. Choć uwielbiam klasyczne city buildery, to potrafię machnąć ręką na fakt, że ta gra pozwala nam budować wszystko i bez skrępowania, że zamiast stawiać przed graczem przeszkody, wpuszcza go do piaskownicy, w której nie istnieją żadne ograniczenia. Ale boli mnie to, że nie mogę zobaczyć, jak zbudowane miasto żyje, że nie widzę jego mieszkańców, że nie mogę sam przejść się jego alejkami ani przepłynąć kanałami.

Być może te frustracje są trochę przedwczesne. Townscaper wprawdzie wyszedł już ze wczesnego dostępu, ale otrzymuje kolejne poprawki, dające nadzieję, że wciąż czekają nas wielkie niespodzianki. A i bez tego mogę śmiało powiedzieć, że nie pamiętam, kiedy ostatnio zwykłe klikanie dostarczyło mi tyle radości i relaksu. 

Ocena

To, czy Townscaper jest grą, będzie jeszcze długo przedmiotem sporów. Bezsporne natomiast jest to, iż dostarcza masę frajdy i wciąga na długie godziny.

7+
Ocena końcowa

Plusy

  • śliczna oprawa graficzna 
  • satysfakcjonujące budowanie 
  • prosty interfejs

Minusy

  • brak wyzwania

Redaktor
Dawid „DaeL” Biel

Wiceprezes Stowarzyszenia Solipsystów Polskich. Zrzęda i maruda. Fan Formuły 1, wielkich strategii Paradoksu i klasycznych FPS-ów. Komputerowiec. Uważa, że postęp technologiczny mógł spokojnie zatrzymać się po stworzeniu Amigi 1200 i nikomu by się z tego powodu krzywda nie stała. Zna łacinę, ale jej nie używa, bo zawsze kończy się to przypadkowym przyzwaniem demonów. Dużo czyta, ale zazwyczaj podczas czytania odpływa w sen na jawie i gubi wątek książki. Uwielbia Kubricka, Lyncha, Lovecrafta, Houellebecqa i Junji Ito. Przeciwnik istnienia deadline'ów na nadsyłanie tekstów. Na stałe w CD-Action od 2018 roku. Kiedyś tę notkę rozszerzy, na razie pisze pod presją Barnaby.

Profil
Wpisów17

Obserwujących8
Townscaper
Ocena redakcji
-
Ocena użytkowników
8.5
Platformy
-
Gatunek
-
Producent
-
Townscaper

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze