5
14.12.2021, 10:15Lektura na 7 minut

Recenzja War Mongrels. Dobra gra utopiona w morzu błędów

W ostatnich latach cierpliwość stała się w tej branży jeszcze większą cnotą niż zwykle. Cieszę się, że w przypadku War Mongrels wykazałem jej tak wiele, żałuję, że i tak niewystarczająco.


Paweł „Cursian” Raban

Dla wielu jest czymś oczywistym, że odpalanie gier w dniu premiery to proszenie się o kłopoty. Prywatnie dawno już tego nie robię, ale jako recenzent z reguły nie mam wyboru. Tym razem tak się złożyło, że dzieło Destructive Creations trafiło w moje ręce ładny kawałek czasu po rynkowym debiucie. Co mi to dało? Niewiele niestety, bo i tak utonąłem w niedoróbkach, choć kilka tygodni temu było podobno jeszcze gorzej.


Niemcy w AK

Żeby tradycji stało się zadość, wypadałoby zacząć od rysu fabularnego. Akcję gry osadzono w schyłkowym okresie drugiej wojny światowej. Jest rok 1944, armia niemiecka zbiera srogie baty i powoli chyli się ku upadkowi. Dowództwo próbuje jeszcze zaklinać rzeczywistość, ale zwykli żołnierze wiedzą już, że to koniec. Nie przeszkadza im to jednak w realizowaniu zbrodniczych rozkazów Hitlera i eksterminowaniu Polaków, Żydów i przedstawicieli innych narodów, uznanych za „podludzi”. 

War Mongrels

Nie mogąc znieść faktu, że rzeczywistość nijak się ma do obietnic o wojennej chwale i honorowej walce z „czerwonymi”, Ewald i Manfred odmawiają rozstrzelania cywilów, za co trafiają do kompanii karnej. Wiedzą, że tak naprawdę oznacza to odłożony w czasie wyrok śmierci, więc przy pierwszej okazji dezerterują w głąb wrogiego terytorium. Powrót do domów z oczywistych względów nie wchodzi w grę, a że nadszarpnięte sumienia nie pozwalają im spokojnie zasnąć, postanawiają sprzymierzyć się z Armią Krajową(*). 

Destructive Creations słynęło niegdyś z zamiłowania do wsadzania kija w mrowisko, więc wziąwszy pod uwagę nieoczywisty punkt wyjścia oraz obietnicę „mrocznej, fascynującej fabuły”, spodziewałem się, że po ujrzeniu napisów końcowych odejdę od komputera z lekką zadumą. Nic z tego – opowieść jest przyzwoita, ale względnie bezpieczna i zachowawcza. Jeśli kojarzycie choć jedną historię o dzielnych powstańcach walczących ze zbrodniczym reżimem, nic was tu nie zaskoczy. Biorąc pod uwagę realia, to do pewnego stopnia zrozumiałe, mimo to ociupinka moralnej szarości nikomu by raczej nie zaszkodziła.

War Mongrels

Dla rodzimych graczy sporym plusem mogą być polskie wątki. War Mongrels nie jest grą historyczną i podchodzi do tematu ze sporą swobodą, ale znalazło się tu miejsce na przykład dla cichociemnych, a wiele misji rozgrywa się na terenie naszego kraju, między innymi w niemieckim obozie zagłady w Chełmnie. To zresztą jeden z niewielu momentów, które mogą wzbudzić jakiekolwiek emocje, bo placówkę przedstawiono odrobinę realistyczniej niż w ugrzecznionym pod tym względem Wolfensteinie.


To, co zawsze, panie dowódco?

Już od pierwszych zapowiedzi Destructive Creations otwarcie deklarowało, że nie zamierza silić się na oryginalność i postawi na sprawdzone rozwiązania. Ten plan udało się zrealizować w stu procentach. Kto grał w Commandos czy Shadow Tactics, z miejsca poczuje się tu jak w domu. Rozgrywka nie zaskakuje w absolutnie żadnym aspekcie, ale kiedy wszystko działa jak należy, sprawia masę frajdy. Co prawda poziomy mogłyby częściej zmuszać do łamania przyzwyczajeń, na wzór tego z kryciem działań w huku artylerii, ale ogólnie rzecz biorąc, nie ma się czego czepić. Zwłaszcza na późniejszym etapie, gdy do problemów można podejść na kilka sposobów.

War Mongrels

Niezależnie od tego, czy zadaniem drużyny jest podłożenie bomby, uwolnienie zakładników, czy zabójstwo ważnego oficera, nie obejdzie się bez skradania się i ścisłej współpracy. Jak to zwykle bywa, każdy wojak ma ściśle określone zdolności i nie poradzi sobie bez wsparcia reszty. Jeden potrafi wyważać drzwi, drugi rzuca nożem, trzecia odciąga strażników śliczną buźką – standard. Sprawdza się to wszystko elegancko, co zmyślniejsze akcje wywołują uśmiech satysfakcji, a przeciskając się pomiędzy stożkami widzenia, człowiek odruchowo wstrzymuje oddech, co nieźle świadczy o stopniu zaangażowania. Nie jest to może poziom Shadow Tactics, lecz zabawa i tak jest przednia... dopóki wszystkiego nie zrujnuje kolejna upierdliwa niedoróbka.


Na wojnie z błędami

Kilka miesięcy temu ogrywałem betę i choć dostrzegłem w War Mongrels obiecującą grę, poważnie niepokoiłem się ogromną liczbą błędów. Sądząc po narzekaniach graczy, tuż po premierze nie było wcale lepiej. Dzięki temu, że „pełniaka” sprawdziłem dopiero w grudniu, mam wrażenie, jakbym próbował matriksowego wygibasa, ale osiągnął tylko częściowy sukces i przyjął kulę na ramię zamiast na czoło – boli jak cholera, ale przynajmniej mogę o tym opowiedzieć. Ujmując sprawę mniej obrazowo: w obecnym stanie, po kilku dużych łatkach, War Mongrels jest już jak najbardziej grywalne, ale wciąż uciążliwe

War Mongrels

Najwięcej babolków dotyczy wadliwego działania niektórych zdolności. Przykładowo – żołnierz patrzący jednocześnie na zegarek Manfreda i butelkę Ewalda nie potrafił zdecydować, do którego wabika powinien podejść najpierw i zastygał w miejscu jak ten osioł pomiędzy dwoma żłobami. W innym miejscu wrogi oficer reagował na gwizdnięcie, choć nie powinien, ale działo się to tylko wtedy, gdy u jego boku stał zwykły piechur.

Nie lepiej było w przypadku strażnika patrolującego teren z psem. Kiedy Niemiec wlazł w sidła, zwierzak zupełnie nie przejął się dogorywającym panem i kontynuował zaplanowaną trasę. „Obudził się”, kończąc drugie okrążenie, ale wtedy czekało już na niego stosowne powitanie. Wrogowie potrafią też utkwić w stanie trwałego zaalarmowania, stać się odporni na ciosy w walce wręcz i tak dalej. Podobnych wpadek jest bez liku, ale można by je jakoś ścierpieć, gdyby nie problem o wiele większego kalibru.


Dobra gra tonącą w morzu niedoróbek.



Weterani tego typu produkcji wiedzą, że zalicza się je metodą prób i błędów: plan, skucha, drugi plan, skucha, trzeci plan, skucha, szesnasty plan – no, wreszcie sukces! Częstotliwość wczytywania stanu gry jest więc wyższa niż gdziekolwiek indziej. Schody zaczynają się wtedy, gdy system zapisywania płata figle. Wyobraźcie sobie, jak plugawie kląłem, gdy okazało się, że mój zaskakująco długi łańcuch sukcesów poszedł się kochać, bo tytuł przestał w którymś momencie rejestrować szybkie zapisy, choć wciąż wyświetlał właściwy temu procesowi symbol. Pomogło dopiero ponowne uruchomienie gry. 

Co gorsza, nie był to odosobniony przypadek, a pewnego razu wszystko skaszaniło się do tego stopnia, że nie mogłem nawet wejść do menu głównego, gdyż powstrzymywał mnie niekończący się komunikat o próbie „logowania do podsystemu sieciowego” (z internetem wszystko było w porządku). Tym razem z sytuacji wybrnąłem, przełączając Steam w tryb offline.

4
zdjęć

Dobrze się stało, że nie rzuciłem się na War Mongrels zbyt szybko, bo choć nie mierzyłem się z tak ogromną górą błędów jak inni, miejscami i tak kląłem jak szewc. Na waszym miejscu poczekałbym jeszcze kilka miesięcy, dał twórcom czas na kolejne naprawy i przy okazji zapolował na jakąś przecenę, bo kiedy dzieło Destructive Creations przestaje się psuć, okazuje się naprawdę solidną grą. Szkoda, że wydano ją w takim stanie, bo prawdopodobnie nigdy nie zbierze poklasku, na jaki zasługuje. Na szczęście jest jeszcze dodatek do Shadow Tactics.

PS: W idealnych warunkach, bez bugów, zastanawiałbym się nad 7+. 

(*) Nie stają się oczywiście jej formalnymi członkami, a ze względu na pochodzenie muszą liczyć się z nieufnością i licznymi uszczypliwościami.

Ocena

Dobra gra tonąca w morzu niedoróbek. Kiedy działa jak trzeba, czaruje rozgrywką w stylu Commandos i choć nigdy nie osiąga poziomu dzieł Mimimi Games, momentami się do nich zbliża, a trudno chyba o większą pochwałę. Szkoda tylko, że co kilka kroków wykłada się na irytujących bugach i potrafi doprowadzić do szewskiej pasji wadliwie działającym systemem zapisu.

6+
Ocena końcowa

Plusy

  • kiedy działa prawidłowo, czaruje rozgrywką w sprawdzonym stylu
  • standardowa, ale dobrze dobrana drużyna

Minusy

  • mrowie niedoróbek, zwłaszcza w kwestii zapisów gry
  • sztuczna inteligencja, szczególnie podczas otwartej walki

Redaktor
Paweł „Cursian” Raban

Jestem wielbicielem turówek i wszelkiej maści erpegów: zarówno klasycznych, jak i współczesnych. Do tego zdeklarowanym zwolennikiem tytułów dla jednego gracza, przy czym od tej zasady istnieje jeden poważny wyjątek – World of Warcraft. W Azeroth przesiedziałem więcej godzin, niż chciałbym przyznać, raz ciesząc się każdą chwilą, kiedy indziej zrzędząc na czym świat stoi. Nie wyobrażam sobie dnia bez książki (niemal zawsze fantastyki), za to spokojnie obyłbym się bez kina i seriali. Z CDA związany jestem od 2011 roku.

Profil
Wpisów3183

Obserwujących4

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze