22
18.07.2022, 16:00Lektura na 8 minut

Stray – recenzja. Możesz nie lubić kotów, ale ta gra cię zauroczy

Kot, jak się okazuje, to całkiem wdzięczny bohater gier. Zwłaszcza wtedy, gdy robi, co chce.


Joanna „Ranafe” Pamięta-Borkowska

Koty nie są moimi ulubieńcami. Nie mam wyboru, muszę ich unikać ze względu na okropną alergię, gorszą od wszystkich katarów siennych, które nawiedzają mnie wiosną. Utrzymuję z nimi relacje ostrożne i z zachowaniem dystansu społecznego. Zawsze kiedy napotykam przedstawiciela tego gatunku, umawiam się z nim, że traktujemy się, jakbyśmy oboje byli kotami, czyli ja go ignoruję, a on gardzi moim towarzystwem i do mnie nie podchodzi. To jednak nigdy nie działa i mimo tego lgną do mnie ze wszystkich stron. Wytłumaczyć ten fakt można dwojako: albo te zwierzęta mnie uwielbiają (tak twierdzą ich właściciele), albo bawi ich patrzenie na moje cierpienie (tak twierdzę ja).

Stray
Stray

Kiedy zatem sięgnęłam po Stray, zrobiłam to przede wszystkim po to, by przyjrzeć się kotu w bezpiecznym dla mnie środowisku. Chciałam choć raz się z nim pobawić i poobserwować go bez łez w oczach i objawów grypy. Obawiałam się, że „kotowatość” okaże się tylko teksturą nałożoną na bohatera gry zręcznościowej i nic z jego zachowania nie będzie przypominało prawdziwego zwierzęcia. Tymczasem studio Blue Twelve faktycznie zrobiło grę o kocie.


Kot i jego dron

Bohater Stray (jego imienia nie poznamy do samego końca) jest typowym dachowcem włóczącym się ze zgrają innych kotów po ruinach miasta. Poznajemy go rankiem, gdy po drzemce postanawia pokręcić się po okolicy i na skutek wypadku ląduje w podziemnym mieście. Nie wiadomo, który mamy rok ani w jakim miejscu na świecie toczy się akcja, jednak pozostałości po zaawansowanej technologii każą przypuszczać, że nie są to czasy nam współczesne. Oraz że z jakiegoś powodu zniknęli stąd wszyscy ludzie.

Stray
Stray

Po ulicach łażą za to dwunożne roboty z ekranami zamiast głów, ubrane w spodnie i swetry, zamiatające ulicę i podlewające kwiaty, które jakimś cudem wytrzymują w panującym pod ziemią półmroku. Kiedy kot pojawia się w ich okolicy, początkowo wzbudza niemałe zamieszanie, ponieważ mieszkańcy biorą go za jednego z zurków, tłuściutkich stworków żerujących na wszystkim, co się rusza. Szybko jednak okazuje się, że to tylko kot, więc roboty robią to, co od wieków robiły naczelne – pozwalają mu łazić, gdzie chce.

Kontakt robotów z dachowcem zapewnia mały latający dron o nazwie B-12 – sprzęt podróżuje w stacji, którą zwierzę ma przyczepioną do pleców. Kot natrafił na niego podczas myszkowania po dzielnicy opanowanej przez krwiożercze zurki. Po początkowych próbach zrzucenia urządzenia szybki rachunek zysków i strat pozwolił bohaterowi dojść do wniosku, że umiejętności drona mogą mu się przydać – w końcu kocie łapki nie są w stanie otworzyć wszystkich drzwi albo obsługiwać komputera. Tak przynajmniej interpretuję jego zachowanie, poza sporadycznymi miauknięciami i prychaniem nasz czworonóg nie wydaje bowiem żadnych innych dźwięków.

Stray
Stray

Kocie zabawy na dachu

Stray to gra zręcznościowa, w której głównie dużo łazimy i eksplorujemy otoczenie, nie brakuje w niej też ciekawych sekwencji platformowych. Jednak samo zwiedzanie nie jest takie swobodne, jak mogłoby się wydawać, a to za sprawą ograniczonej umiejętności poruszania się w pionie.

Stray
Stray

Wychodzi na to, że kot skacze tylko tam, gdzie mu się podoba. W istocie skok nie stanowi oddzielnej akcji. Jeśli podejdziemy do występu i ustawimy się pod odpowiednim kątem, na krawędzi odległej półki pojawi się ikonka oznaczająca punkt, do którego może dotrzeć bohater. Przez ten mechanizm pokonywanie przeszkód nie zawsze było proste, bo sporo zachodu miałam z samym wyszukiwaniem znacznika. Czasami wystarczyło się obrócić, by kot przeskoczył na półkę znajdującą się niżej albo obok. Boleśnie odczułam to zwłaszcza w kilku sekwencjach ucieczki, kiedy to mała ikona pojawiała się na sekundę przed tym, nim dopadli mnie wrogowie.

Na szczęście nie ma tu niewidzialnych ścian i zwierzak naprawdę może wleźć wszędzie. Wciska się pod meble, wchodzi do szybów wentylacyjnych, przemyka między nogami robotów, czasami powodując, że się potykają. Szuka skarbów, miejsca do drzemki albo po prostu chce sprawdzić, co znajduje się za kolejnym zakrętem i co tak świeci w mroku.

Stray
Stray

Apokalipsa wcale nie taka brzydka

Ciekawość świata kot może zaspokoić w kilku otwartych, dużych lokacjach, z czego tylko jedna jest wielopoziomowa, jakby zaprojektowana dla prawdziwego dachowca. W niej zresztą spędził najwięcej czasu, tłukąc doniczki i wylewając puszki z farbą, które jakiś głupek ustawił przy samej krawędzi dachu. To pierwsza zamieszkana przez roboty część podziemnego kompleksu, urocza, ale mocno zniszczona mieścina, brudna i na swój sposób przytulna (miała nawet własną babcię, która szyła dla robotów kolorowe opończe i szaliki). Kot kręci się po uliczkach i mieszkaniach, mimochodem poznając żyjącą pod ziemią społeczność.

Bardziej od blaszanych odpowiedników ludzi interesuje go jednak otoczenie. Do podziemnego miasta nie docierają promienie słoneczne, za to rozświetlają je różnokolorowe neony, latarnie i lampy. Dlatego można odnieść wrażenie, że wokół panuje wieczny wieczór. Efekt jest piękny, a jego nostalgiczny charakter podkreśla dodatkowo świetna ścieżka dźwiękowa.

Stray
Stray

W przydymionym świetle docierającym z różnych źródeł rośliny i meble wyglądają obco, a ponieważ kamera stale wisi nieco ponad kotem, patrzymy na świat z perspektywy małego zwierzęcia, przez co wszystko wydaje się większe. I ciekawsze.

Kiedy przychodzi pora opuścić przyjazne środowisko, kot z łatwością przeistacza się w czujnego łowcę gotowego zmierzyć się z zagrożeniami czającymi się w kanałach. Nie oznacza to jednak, że staje z nimi do walki – to wszak tylko mały kotek. Na szczęście jego zwinność i wsparcie drona powodują, że wcale nie stanowi on łatwego celu. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu gier zręcznościowych tutaj zwierzak w trakcie całej przygody nie zdobywa żadnych nowych umiejętności, podczas gdy B-12 jest skłonny do zainstalowania sobie paru upgrade’ów – ale jakich, musicie odkryć sami

Stray
Stray

Kot – istota ulotna

Mały, zwinny i cichy. Oraz obojętny. Dawno nie było takiego bohatera, który potrafiłby jednocześnie brać udział w wydarzeniach i znajdować się gdzieś obok. Podczas rozmowy z enpecem może położyć się i zasnąć albo jak gdyby nigdy nic zrobić z eleganckiej skórzanej kanapy drapak. Ani razu też nie przegapił okazji, by zrzucić z parapetu doniczkę albo wywalić książki z półki – trochę szkoda, że jedynie ta pierwsza roztrzaskiwała się na mnóstwo kawałeczków, wydając przy tym bardzo satysfakcjonujący dźwięk.

Kot porozumiewa się tylko za pomocą miauknięć, a i ich znaczenie nie zawsze jest pewne, w końcu to gra pozbawiona języka mówionego, dron zaś tłumaczy wyłącznie pełne trzasków narzecze robotów. Dzięki temu wiadomo w ogóle, czego chcą mieszkańcy podziemi i tylko od kaprysu kota zależy, czy zechce im pomóc i poświęci swój cenny czas na szukanie takich rzeczy jak nuty dla ulicznego grajka.

Stray
Stray

Stray to króciutka przygoda trwająca jakieś osiem godzin. Dodatkowych aktywności nie ma w niej zbyt wiele i większość zadań wiąże się z głównym celem, czyli wydostaniem się na powierzchnię. Questy mają postać ciekawych, ale niezbyt trudnych zagadek polegających na myszkowaniu i wynajdywaniu różnych rzeczy oraz przenoszenia ich z miejsca na miejsce. Na szczęście to jest to, co koty nawet lubią, więc większość z nich udało się wykonać bez poczucia, że postępujemy wbrew naturze głównego bohatera.


Umrzeć – tego się nie robi kotu(*)

To melancholijna i raczej smutna opowieść. Stray, czyli włóczęga, to nie tylko kot – jego perspektywa narzuca się też grającemu. Bariera komunikacyjna między zwierzęciem a robotami sprawiła, że nie traktowałam napotkanych postaci poważnie. Były obce, nieudolnie naśladowały ludzi, ale dla mnie stanowiły tylko przystanek na drodze do domu. To B-12 z nimi rozmawiał, nie ja.

Stray
Stray

Mimo że było w tym świecie wiele piękna, nie sprawiał wrażenia przyjaznego miejsca. Ostatnim razem czułam taką obcość w Enslaved: Odyssey to the West, w którym plażowe klimaty, te wszystkie soczyste rośliny i ciepełko, nie zdołały odegnać wewnętrznego wrażenia pustki.

Ludzi gdzieś zabrakło i bez względu na to, jaki wydźwięk ma historia, czujemy, że przeznaczeniem kota jest samotność.

(*) Początek wiersza pt. „Kot w pustym mieszkaniu” autorstwa Wisławy Szymborskiej.

W Stray graliśmy na PS5.

Ocena

Stray to prosta opowieść o kocie, który zagubił się w świecie pełnym robotów udających ludzi. Skąpane w półmroku lokacje i nostalgiczna ścieżka dźwiękowa tylko pogłębiają uczucie osamotnienia. Koci punkt widzenia i możliwość myszkowania po podziemnym mieście podobały mi się, chociaż dziwny mechanizm skoków nieco utrudniał poznawanie świata.

8
Ocena końcowa

Plusy

  • bardzo koci kot
  • piękne lokacje, które chce się zwiedzać
  • spójna historia
  • muzyka dobrze oddaje nastrój chwili

Minusy

  • niektóre sekwencje zręcznościowe są zaskakująco trudne
  • dziwny mechanizm skakania

Redaktor
Joanna „Ranafe” Pamięta-Borkowska

Operuję padem jak nunchako, chociaż wolę chińskie sztuki walki. Nie ma gatunku gier, którego bym nie lubiła – są tylko takie, które szybciej mnie nudzą. Cenię dobrą opowieść, chociaż czasami wystarczy mi piękne uniwersum albo jak postać się przekonująco drapie. Pisałam wcześniej w Ja, Rock! i Polygamii, a gram od zeszłego wieku, co brzmi, przyznacie, poważnie.

Profil
Wpisów76

Obserwujących19

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane