Takiego powrotu Geralta się nie spodziewałem. Reigns: The Witcher to udana komedia absurdu w świecie Wiedźmina [RECENZJA]

Takiego powrotu Geralta się nie spodziewałem. Reigns: The Witcher to udana komedia absurdu w świecie Wiedźmina [RECENZJA]
Znowu się spotykamy, Biały Wilku. Co prawda prędzej spodziewałem się ujrzeć Ciri w Wiedźminie 4, ale najwyraźniej zadziałało prawo niespodzianki. Nie tylko ze względu na to, że od zapowiedzi do wydania Reigns: the Witcher minął niespełna miesiąc, ale też dlatego, iż jego premiera okazała się zaskoczeniem nad wyraz sympatycznym.

Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym mniej dziwi mnie decyzja o ukazaniu się nowej produkcji z Geraltem w roli głównej akurat w ramach serii Reigns. Wszechobecny humor, trudne wybory oraz karty (pozostańmy przy tych do gwinta) to w końcu elementy występujące w niemal każdej grze z uniwersum Wiedźmina, a tak się składa, że stanowią one także podstawę sztandarowego produktu studia Nerial. Połączenie tych dwóch światów wypadło świetnie i choć na tle Dzikiego Gonu nigdy nie będzie niczym więcej niż ciekawostką, to przy Reigns: The Witcher wciąż można przyjemnie spędzić czas.

Symulator zarządzania wiedźminem

Jeśli nie mieliście styczności z żadną z sześciu poprzednich odsłon Reigns, to spieszę z objaśnieniem. Podstawę rozgrywki stanowi talia, z której dobierane są stawiające nas przed wyborem karty wydarzeń, przedstawiające różne postaci i przeszkody, napotykane przez Geralta na szlaku. O podjętej decyzji informujemy grę, przesuwając karty w lewo lub w prawo, niczym na pewnym popularnym portalu randkowym. Zawsze wpływa ona na jeden z czterech widocznych u góry ekranu wskaźników. Jeśli pozwolimy, aby którykolwiek z nich osiągnął maksimum lub zmalał do zera, przygoda dobiega końca i zaczynamy zabawę od początku.

Reigns: The Witcher

Większość dotychczasowych części serii przedstawiała zarządzanie królestwem i w nich dbaliśmy o poparcie poszczególnych frakcji w naszym państwie, siłę militarną oraz fundusze. Geraltocentryczna perspektywa Reigns: The Witcher wymusiła nieco inne podejście do wskaźników, dlatego tutaj symbolizują one przychylność ludzi, nieludzi oraz czarodziejów, a także pewność Geralta w stąpaniu ścieżką łowcy potworów. Choć naszym podstawowym celem jest przeżyć jak najdłużej, umiejętne lawirowanie między frakcjami pozwala nam popchnąć do przodu przewijające się wątki oraz zbliżyć się do ujrzenia napisów końcowych.

Shrek i osioł

Wydarzenia z Reigns: The Witcher sprytnie spięto z fabułą pozostałych gier spod wiedźmińskiego znaku. Ani jedna z przedstawionych tu przygód Geralta nie ma tak naprawdę miejsca w kanonie, ponieważ wszystkie są na bieżąco zmyślane przez Jaskra – każde podejście to inny występ próbującego rozsławić swoje imię barda. Takie ramy pozwalają rozwinąć produkcji skrzydła i ukazać jej największą siłę, czyli parodystyczne wręcz przedstawienie najsłynniejszego łowcy potworów.

Reigns: The Witcher

Jaskier kłamie jak z nut i przedstawia Geralta wyniesionego do absurdu – obrażającego wszystkich naokoło, rzucającego Igni na kurczaki i wskakującego do balii z każdą napotkaną czarodziejką. Fabuła Reigns punktuje dysonans ludonarracyjny znany z Dzikiego Gonu, kiedy to gracz zmusza wiedźmina do nieco dziwacznych zachowań, nieprzystających do powagi opowiadanej historii, jak choćby obsesyjne rżnięcie w gwinta czy krowia hekatomba w Białym Sadzie. 

Eee… mniejsze zło!

I to naprawdę działa. Od prześmiewczych nawiązań do wiedźmińskiego uniwersum każdemu fanowi będzie się cieszyć buzia, szczególnie jeśli dodamy do tego wyśmienitą, przepełnioną żartami słownymi i parafrazami polską lokalizację, a także przeszczepioną prosto z Dzikiego Gonu ścieżkę dźwiękową. Ciągła walka ze wskaźnikami wyklucza również jakąkolwiek spójność w odgrywaniu roli Geralta i zmienia rozgrywkę w radosny chaos. Na szczęście pewne wskazówki co do tego, jak powinien zachowywać się wiedźmin, dają nam losowane przed każdym podejściem inspiracje.

Reigns: The Witcher

Dorzucają one do stosu wydarzeń paczki kart z nowymi wątkami oraz cele poboczne, których ukończenie zapewnia nam więcej punktów, pozwalających odblokować kolejne urozmaicające zabawę pakiety. Wytyczne te mogą wymagać od nas różnych działań, od wykonywania rozgałęziających się zadań pokroju odnalezienia mordercy lub przełamania ciążącej na dłoni barona klątwy, po bycie miłym dla dzieci czy picie eliksirów przy każdej możliwej okazji. Akcję napędza również poznawanie kolejnych sposobów na zejście Geralta z tego łez padołu – zgonów możemy tu ujrzeć aż kilkadziesiąt, w tym wiele bardzo kreatywnych.

Albo czekaj, jednak wybieram zło

Dodaje to sporo urozmaicenia poszczególnym próbom… no chyba, że się zatniecie. Cele inspiracji są nieco nierówne pod względem poziomu trudności i choć sporo z nich da się zrobić bez zwracania na nie szczególnej uwagi, kilka niechlubnych wyjątków wysoko winduje poprzeczkę poziomu trudności.

Przez absurdalny klimat logika nie zawsze jest najlepszym doradcą, a na rozwiązania niektórych wątków nigdy bym nie wpadł bez zastosowania starej dobrej metody prób i błędów, co z kolei wpływa na poczucie powtarzalności rozgrywki, gdy raz za razem widzimy na ekranie te same karty. Podobnie sprawa się ma z sekwencjami występów Jaskra przed widownią, w których musimy zgadywać, jaką historię pragnie usłyszeć publiczność, a także ze śmierciami Geralta – kilkanaście z nich wciąż pozostaje dla mnie sekretem, mimo tego, że dotarłem do głównego zakończenia.

Reigns: The Witcher

Nie samymi opowieściami żyje wiedźmin. Czym byłaby gra o łowcy potworów bez możliwości odrąbania łba utopcowi? Wypełnienie paska oddania wiedźmińskiemu powołaniu nie powoduje automatycznej porażki, tylko wywołuje walkę z maszkarą (względnie z kotem lub żabą). Reprezentujący Geralta klocek przesuwa się automatycznie po podzielonej na kwadraty planszy, a my zmieniamy kierunek jego ruchu w taki sposób, aby uniknąć spadających z góry ciosów wroga i trafić w zadające przeciwnikowi obrażenia mieczyki lub wzmacniające znaki. Mimo ich niewielkiego skomplikowania starcia całkiem mnie bawiły, ale jeśli nie macie ochoty na dodawanie do gry aspektu zręcznościowego, możecie ustawić w opcjach automatyczne ich pomijanie.

Sam już nie wiem, wolę nie wybierać wcale

Chociaż dla studia Nerial to nie pierwsze polowanie na biesa z serią Reigns, jej wiedźmińska odsłona, stworzona we współpracy z CD Projektem Red, jest bez wątpienia czymś świeżym w świecie gier o Geralcie. Cieszy zarówno pod względem przyjemnego dla oka, kreskówkowego stylu graficznego, jak i rozgrywki, niekojarzącej się na pierwszy rzut oka z dotychczasowymi historiami o łowcy potworów. Chociaż przy dłuższych posiedzeniach Reigns: The Witcher może nieco irytować losowością i nierównym poziomem trudności, idealnie sprawdza się do krótszych sesji, szczególnie na urządzeniach mobilnych. Kilkanaście godzin wystarczy w zupełności, by zobaczyć większość z tego, co ma do zaoferowania.

Warto je poświęcić po to, aby przypomnieć sobie, do jakich głupot skłanialiśmy protagonistę w Dzikim Gonie, gdy chłopina chciał po prostu uratować córkę. A jeśli nie z tego powodu, to żeby chociaż zobaczyć, jak Geralt dołącza do cyrku, aby katapultować krasnoludy w powietrze znakiem Aard albo wraz z niziołkami bombarduje ludzką osadę pierogami.

W Reigns: The Witcher graliśmy na PC.

OCENA: 8

PODSUMOWANIE: Chociaż losowość w Reigns: The Witcher potrafi niekiedy dać w kość, gra wynagradza to sporą dawką humoru. Fani Wiedźmina znajdą tu dużo powodów do radości, pod warunkiem, że dadzą się porwać absurdalnej konwencji.

PLUSY:

  • zabawna w absurdalny sposób
  • kreatywne ramy fabularne
  • prosta, ale przyjemna dla oka grafika
  • możliwość pominięcia sekwencji zręcznościowych

MINUSY:

  • na dłuższą metę frustrująca losowość
  • nie zawsze wiadomo, czego od nas oczekuje
  • powtarzalna przy dłuższych posiedzeniach

Skomentuj