2
23.01.2024, 14:00Lektura na 9 minut

Tekken 8 – recenzja. Król bijatyk odzyskał tron i szuka nowych poddanych

Po Street Fighterze 6 i Mortal Kombat 1 przyszła pora na Tekkena 8. Zgodnie z oczekiwaniami Turniej Żelaznej Pięści powrócił w uwspółcześnionej wersji, będąc potrzebnym źródłem adrenaliny i otwierając się na nowicjuszy.


Jakub „rajmund” Gańko

Jeśli faktycznie każde pokolenie ma własny czas, tak jak przekonywał przed laty zespół Kombi, to każda generacja ma własnego Tekkena, który może celnie ją podsumować. Pierwsze odsłony serii (z „trójką” na czele), przenoszone regularnie przez Namco z automatów na konsolę Sony, pomogły zbudować potęgę tego sprzętu. „Piątka” do dziś często wskazywana jest jako szczytowe osiągnięcie cyklu, tak jak PS2 chętnie wspomina się jako złote czasy marki PlayStation. Tekken 6 – jak wiele rozpoznawalnych gier tamtej epoki – przestał kurczowo trzymać się sprzętu Japończyków i ukazał się także na Xboksa. „Siódemka” dla odmiany otworzyła się również na pecety, i to chwilę przed tym, zanim samo Sony postanowiło wydawać na blaszaki swoje największe hity trzymane dotąd w więzieniu ekskluzywności.

Gdybym miał upatrywać w Tekkenie 8 charakterystycznych cech wspólnych z obecną generacją, wskazałbym przede wszystkim silny nacisk na dostępność. Ale to też koniec pewnej epoki: Bandai Namco po raz pierwszy w historii projektowało grę z myślą o domowych sprzętach, zamiast portować z opóźnieniem wersję automatową. Nie oznacza to jednak bynajmniej rewolucji na podobną skalę, jaką był choćby Tekken 4 czy 5 w porównaniu z „trójką”. To „zaledwie” ewolucja w stronę bijatyki idealnej, mocno zakorzeniona w poprzedniej odsłonie, o czym wyraźnie przekonuje nas sztandarowy tryb najnowszej produkcji Japończyków.

Tekken 8
Tekken 8

Saga toksycznej rodziny trwa

Minęło sześć miesięcy, odkąd Kazuya Mishima wrzucił do wulkanu swojego ojca, Heihachiego. Tekken 8 już na samym początku każe nam wziąć udział w pojedynku, w którym jako Jin Kazama musimy stawić czoła własnemu rodzicielowi, więc nikt nie powinien mieć wątpliwości co do tego, że brak tu miejsca na żarty. Kazuya nadal sieje zniszczenie na całej planecie przy użyciu potęgi G Corporation, a także zdobytych demonicznych wpływów. Poszczególne kraje świata wystawiają swoich najmocniejszych zawodników do Turnieju Żelaznej Pięści, a my tradycyjnie mamy pretekst do słuchania okrzyków po japońsku, włosku, hiszpańsku czy niemiecku.

Celowo nazwałem tryb fabularny sztandarowym zamiast najważniejszym, bo najlepiej potraktować go po prostu jako trening przed dalszą rozgrywką. Historia opowiedziana na przestrzeni 15 rozdziałów przedstawiona zostaje w zwarty i efektowny sposób. Kolejne postacie poznajemy (lub witamy z powrotem) błyskawicznie, by tylko przejść do następnego starcia i otrzymać kolejny zastrzyk adrenaliny – aż do bombastycznego finału. Teoretycznie wszystko jest tu na swoim miejscu, ale jednak po ukończeniu tego trybu w pięć-sześć godzin pozostaje uczucie niedosytu. Podobnie jak w Tekkenie 7, mamy jeszcze cały komplet poświęconych poszczególnym postaciom epizodów, ale to już nie to samo. Fabuła ogranicza się w nich do krótkiego wprowadzenia i zakończenia, pomiędzy którymi toczymy pięć walk – i tyle.

Tekken 8
Tekken 8

Doceniam natomiast, że twórcy starali się urozmaicić główny tryb fabularny, jak tylko mogli. Szczególnie podobały mi się te najbardziej rozbudowane rozdziały, które oferują np. uczestnictwo w całym turnieju albo zabawę w nowoczesnym beat ’em upie zamiast klasycznej bijatyki jeden na jednego. Tym bardziej szkoda, że historia nie jest trochę dłuższa, a Bandai Namco nie miało okazji wykazać się większą liczbą takich odstępstw od normy.


Król zaprasza na swoje salony

Prawdopodobnie na miano najważniejszego trybu Tekkena 8 zasługuje Wyprawa po salonach gier i pewnie niegłupim pomysłem byłoby rozpocząć przygodę właśnie od niego. W tym przypadku wcielamy w dzieciaka, który stawia pierwsze kroki w społeczności wielbicieli bijatyk, i wraz ze znajomymi odkrywa jej kolejne tajniki, bierze udział w coraz trudniejszych pojedynkach oraz odwiedza nowe salony z automatami. W praktyce oznacza to całkiem zgrabne połączenie wszystkiego, co w Tekkenie najważniejsze: od kompleksowych samouczków pozwalających opanować przeróżne techniki, przez rzucanie rękawicy następnym uczestnikom i zdobywanie coraz bardziej prestiżowych rang, aż po sympatyczny hołd złożony scenie Tekkena, która słynie przecież z organizacji turniejów i promowania profesjonalnych graczy.

Tekken 8
Tekken 8

Jak już wspominałem w swoich pierwszych wrażeniach z wczesnej wersji najnowszej gry Japończyków, nie kupuję oprawy graficznej całej tej zabawy. Bandai Namco postawiło na modną w ostatnich latach stylizację rodem z mobilek czy innych klonów Fortnite’a. O ile zupełnie mi to nie przeszkadzało chociażby w Prince of Persia: The Lost Crown, o tyle do Turnieju Żelaznej Pięści – nawet w wydaniu „koledzy ze szkoły idą pograć na automatach” – pasuje mi jak nomen omen pięść do nosa. Zdaję sobie sprawę z tego, że Tekken nigdy nie słynął z brutalności typowej dla chociażby serii Mortal Kombat, jednak kontrast pomiędzy pojedynkami tradycyjnie wyglądających postaci a scenkami dialogowymi z udziałem bohaterów rodem z Animal Crossing za bardzo kłuje w oczy.

CZYTAJ DALEJ NA KOLEJNEJ STRONIE


Czytaj dalej

Redaktor
Jakub „rajmund” Gańko

Czarna owca rodu Belmontów, włóczęga z Shady Sands, dawny szef ochrony Sarif Industries, wielokrotny zabójca Crawmeraksa, tropiciel ze starego Yharnam, legenda Night City.

Profil
Wpisów1779

Obserwujących9

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze