RAM, SSD, teraz karty graficzne… Szykuje się horror i chude lata dla pecetowców [FELIETON]
Niektórzy pewnie mieli okazję przeczytać mój grudniowy felieton. Pisałem w nim przede wszystkim o podwyżkach cen RAM-u, ale wspomniałem też o tym, że to niestety może być początek niefajnych czasów. Święta okazały się naprawdę drogie, ale co gorsza, zaczyna się również sprawdzać moje czarnowidztwo w kwestii kwot zakupu innych komponentów. Dziś coraz więcej musimy płacić zarówno za SSD, jak i za karty graficzneI z tej nieciekawej sytuacji w perspektywie co najmniej roku, a w praktyce może i nawet dwóch lat, wyjścia niestety nie widać.
Pamięć i SSD: pierwsze zwiastuny nieszczęścia
Trudno mówić o GPU, pomijając kontekst pamięci, skoro to właśnie tam zaczęła się ta spirala kosztów. W 2025 roku DRAM, czyli podstawowa pamięć systemowa w przypadku szerokiej gamy współczesnych sprzętów różnego typu, zaczęła drożeć w sposób wręcz kaskadowy. Przyczyna? Generowane przez AI i centra danych gigantyczne zapotrzebowanie na tego rodzaju komponenty. W niektórych przypadkach kwoty na metkach w sklepach wzrosły nawet kilkukrotnie – branżowi analitycy mówią zaś, że to nie koniec, a fala drożyzny może utrzymać się przez większość roku 2026 albo i dłużej.
Szybko okazało się też, że to samo dotyczy pamięci NAND używanej w SSD. Gigantyczny popyt i ograniczona produkcja sprawiły, że podniesiono ceny nośników. A to pociąga za sobą wzrosty wszędzie tam, gdzie te są stosowane. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, że „składacze” wezmą na siebie rynkowe zawirowania w dostępie do komponentów: już teraz firmy takie jak ASUS, Dell czy Lenovo sygnalizują, iż sytuacja przełoży się na droższe laptopy i gotowe komputery, o czym zresztą za chwilę. Na razie jednak popatrzmy na to, co się dzieje w segmencie GPU.
Drożyzna GPU – drugie uderzenie
W ślad za RAM-em i SSD zaczęły rosnąć ceny kart graficznych, a to, co widzimy teraz, stanowi rezultat tej samej strukturalnej zmiany w branży półprzewodników. Co tu dużo mówić: pamięć VRAM, szczególnie GDDR7 stosowana w najnowszych GPU, stała się kolejnym deficytowym komponentem, którego produkcja jest ograniczana przez producentów. Ci, zamiast dostarczać ją konsumentom, czyli nam, graczom, wolą sprzedawać swój towar stojącym za AI klientom korporacyjnym, gotowym płacić znacznie więcej. A dlaczego efekt okazał się tak duży i odczuwalny w segmencie premium? Niestety według danych firmy analitycznej AsianFin wspomniana pamięć może stanowić już nawet 80% kosztów produkcji nowoczesnej karty graficznej, co bezpośrednio przekłada się na ceny detaliczne GPU.
Boom AI nie tylko więc napędza popyt, ale też sprawia, że surowce produkcyjne są wykorzystywane gdzie indziej. Innymi słowy, mniej komponentów trafia do segmentu sprzętu „dla zwykłych ludzi”, a więcej do centrów danych. Sztuczna inteligencja żre pamięć jak opętana, a nam się obrywa rykoszetem. Jak bardzo?
RTX 5090 i 5080: tanio już było
W praktyce wygląda to koszmarnie: flagowy RTX 5090, którego MSRP ustalono na 1999 dolarów (czyli ok. 7200 zł zgodnie z obecnym kursem USD), według serwisu Ceneo w wakacje kosztował ok. 10 000 zł. Teraz we wiodących sklepach z elektroniką ceny dobijają już do 16 000 – 18 000 zł, czyli nierzadko przebijają podaną cenę referencyjną dwukrotnie. Wzrost kwot zakupu zaczyna być również widoczny w przypadku RTX-ów 5080: w przytoczonej porównywarce cen widać jak na dłoni, że wraz z początkiem roku pojawiła się konieczność wysupłania dodatkowych kilkuset złotych, w niektórych przypadkach dając kwotę powoli dobijającą do 6 000 zł. Przypomnę tylko, że cena referencyjna tej karty to 999 dolarów, czyli ok. 3600 zł…
Zresztą nie tylko topowe GPU drożeją. Według raportów rynkowych niektórzy sprzedawcy w Europie już ograniczali zamówienia na RTX-a 5070 do maksymalnie kilku sztuk, powoli rosną również ceny Radeona RX 9070 XT, co pokazuje, że problem dotyczy nie tylko Nvidii, i jest dowodem, iż w łańcuchu dostaw zaczynają pojawiać się braki, które wkrótce mogą rozlać się na tańsze konstrukcje.
Pewnym pocieszeniem jest tu jednak względna stabilność cen tańszych kart „Zielonych” – ale nawet tu dostępność sprzętu bywa ograniczona, a perspektywy długoterminowe nie napawają optymizmem. Jeśli w 2026 roku produkcja GPU zostanie zmniejszona, co sugerują niektóre nieoficjalne doniesienia, całe to zamieszanie może odczuć również segment mainstreamowy.

Laptopy? Prędzej czy później też się zacznie…
Trudno przy tym wszystkim nie zauważyć, że rosnące ceny pamięci DRAM i NAND wpłyną na kwoty zakupu laptopów. Kości te – jak w przypadku każdego innego komputera – są kluczowymi elementami notebooków, a analitycy z TrendForce wskazują, że ich wartość stanowi ok. 20% kosztu wytworzenia wspomnianych urządzeń. Taniej więc nie będzie na pewno – wprost przeciwnie. Firmy takie jak Asus, Dell czy Lenovo już planują korekty cen – i to nie tylko w „maszynach” gamingowych, ale też w modelach biznesowych i ultrabookach.
Potwierdzają to zresztą także analizy choćby IDC i Business Insidera, pokazujące, że wzrost zapotrzebowania na pamięć nie tylko wywinduje ceny PC, ale też może spowodować spadek poziomu dostaw laptopów o ok. 5%, a co za tym idzie – ich wyższe kwoty zakupu. O ile? Wspomniane doniesienia mówią o wzroście o ok. 20% w drugiej połowie 2026 roku. Wróćmy jednak do poczciwych i drogich – niestety nie tylko naszemu sercu – „blaszaków”.
Gdzie szukać ratunku?
W kontekście GPU i komputerów pojawia się tu nieco zatrważające pytanie: Skoro ceny komponentów zaczynają mordować portfele, to może warto rozejrzeć się za gotowym zestawem? Tak zwane OEM-y, czyli np. Dell, HP lub Lenovo, często zawierają bowiem kontraktowe umowy zakupu dużej liczby komponentów na długo przed rynkowymi premierami. Tacy producenci są więc w stanie nabyć więcej układów graficznych i pamięci niż mniejsi wytwórcy oraz klienci indywidualni, a że zamawiają hurtowo i wcześniej, to mają też lepszą cenę. Czy zatem w czasach zawieruchy zestawy tego rodzaju będą tańsze?
Cóż, mogą okazać się łatwiej dostępne niż części dla „składaczy” pecetów. To już w pewnym stopniu widać w praktyce: dość powszechnie wyśmiewane w sieci „gotowce” da się kupić szybciej, ale niestety za odpowiednią cenę. Alternatywą dla nich zaś może być samodzielne „polowanie”, tyle że karty graficzne w sklepach detalicznych nierzadko znikają w kilka dni lub godzin. Popatrzcie zresztą na Ceneo – RTX-ów 5090 częściej w ofercie sklepów teraz nie ma, niż są.
Istnieje więc szansa, że wspomniane „gotowce” staną się w 2026 roku lekarstwem na kwestię niedostępności kluczowych komponentów. To zresztą może też, nawiasem mówiąc, wywindować pozycję Steam Machines, które trafią na okres, kiedy ludzie nie będą patrzyli na cenę, byleby coś mieć. Podobnego rodzaju zjawisko widzieliśmy już w trakcie boomu na kryptowaluty: na serwisach aukcyjnych pojawiały się wtedy komputery bez kart graficznych. Ludzie kupowali takie zestawy, wyciągali GPU, a resztę odsprzedawali. Chore czasy? Cóż, przyzwyczajajcie się.
Kiedy stabilizacja? Nieprędko…
O tym, że o stabilizacji można zapomnieć, najlepiej świadczy pustka w segmencie GPU podczas imprezy CES 2026. Brak zapowiedzi nowej generacji konsumenckich kart graficznych jest dla mnie jasnym sygnałem, że branża ma graczy w nosie i koncentruje się na AI i serwerach, czyli na tym, co przynosi prawdziwe pieniądze. Nvidia nie pochwaliła się odświeżeniem obecnej generacji – urządzeń z dopiskiem „Super” doczekamy się więc, jak sądzę, najszybciej jesienią tego roku. Jeśli w ogóle. Zamiast tego stara się łatać niedobory hardware’u software’owo, wypuszczając kolejną wersję techniki DLSS, co wygląda jak zakładanie plasterka na uciętą nogę.
Co gorsza, z nieoficjalnych doniesień z Chin – ze źródeł związanych z wytwórcami elektroniki – wynika, że nadchodzące miesiące przyniosą cięcia produkcji urządzeń z linii RTX 50 nawet o 30-40%. Jasne, to plotki, ale wyobraźcie sobie, jak tego rodzaju posunięcie wpłynęłoby na ceny w sklepach…
Patrząc na to wszystko, nietrudno dojść do wniosku, że normalizacja cen GPU w 2026 roku jest mało prawdopodobna. Zresztą nawet jeśli pamięć stanie się dostępniejsza gdzieś między 2027 a 2028, to rynek konsumencki może już na stałe przestawić się na inne priorytety. W tak rozrysowanym scenariuszu nas, graczy, uratuje już chyba tylko jedno: pęknięcie bańki AI, które najpewniej zwolni moce produkcyjne i sprawi, że wytwórcy znów zaczną uśmiechać się szerzej do fanów elektronicznej rozrywki.
Idą chude lata i droższe zakupy
Podsumowując, jest źle i może być jeszcze gorzej. Rosnące ceny pamięci, SSD, a teraz GPU to nie chwilowa anomalia, lecz symptom przemiany rynku półprzewodników. Flagowe pecety gamingowe, które kiedyś znajdowały się w zasięgu, powiedzmy, średniego portfela, teraz stają się kosztownym marzeniem, a średnia i niższa półka ciągle napotyka niedobory, blokujące realne spadki cen.
Gotowe pecety, choć czasem łatwiej dostępne dzięki większej sile zakupowej OEM-ów, będą – ale niekoniecznie tańsze. A do tego wszystkiego narastają inne anomalie na rynku sprzętu używanego i urządzeń poprzedniej generacji. Zdesperowani gracze sięgają po starsze pamięci DDR4, te zaś też drożeją. Zupełnym kuriozum, choć zrozumiałym w kontekście tego, co się dzieje, jest fakt, że rosnąć zaczęły kwoty zakupu… płyt głównych, które obsługują wspomniane starsze kości. Na tle tego wszystkiego coraz lepiej wypada Apple. Zunifikowany RAM w sprzęcie tej firmy jakoś specjalnie nie podrożał, a tradycyjnie kosztowne komputery Mac wyglądają relatywnie… tanio. Może to nie do końca dobre słowo, jednak czuć, że różnica między „blaszakami” a „jabłkami” wyraźnie się zmniejszyła.
Czy zatem kupować komputer lub laptopa teraz? W tym pierwszym przypadku najlepszy okres skończył się gdzieś w październiku. Co nie znaczy jednak, że obecnie sięgnięcie po portfel to zły pomysł: niedługo zapewne będzie jeszcze drożej, a wzrosty mogą objąć segmenty dotychczas oszczędzone. Ostatni dobry moment, by ruszyć na zakupy, mają za to moim zdaniem laptopy. Patrząc zaś na to, co się dzieje, już znacznie szerzej, nie zdziwiłbym się, gdybyśmy w drożyźnie utknęli na lata. Tak czy inaczej, AI coraz wyraźniej stawia nas przed wyborem tragicznym: albo droższe zestawy, albo pozostanie przy starym sprzęcie na dłuższy czas.
Czytaj dalej
-
5Wybieramy najlepszy sprzęt 2025 roku!
-
11Wigilia w cenie RAM-u. Sprawdzamy, co można kupić na święta za 64 GB pamięci DDR5
-
GIGABYTE Z890 Aorus Elite WIFI7 – opłacalna płyta główna, która nie boi się wyzwań
-
4Minęło ponad 50 lat od początku ery komputerów osobistych. Poznajcie historię Altaira 8800

Logowanie znów zostało wyłączone?
Jak wybieram zaloguj, to dostaję tylko: „Przepraszamy, ta strona nie może zostać znaleziona.
Wygląda na to, że nie ma strony pod tym adresem. Może spróbuj wyszukiwania?”
Nie, to blad na stronie 🙂 Juz poprawiony, dzieki za czujnosc!
Sprawdziłem z ciekawości. Karta graficzna którą kupiłem w listopadzie, dziś jest o 2 tys. droższa…
Nie dziwi mnie, za łajzy w Nvidia wprowadzili limity i płatne ich rozszerzenie w Gforce Now, i tak się opłaci…
Ci którzy rozważają zakup konsoli także powinni się pospieszyć, bo po wyczerpaniu w Sony zapasu „tanich” podzespołów, ceny tychże niewątpliwie także mocno wzrosną.
No nie wiem, też sprawdziłem swoją (5070ti) kupiona przełom sierpnia/września obecnie jedynie 200zł drożej.
Edit: zapatrywałem się wtedy też na 5080 były po 5200 wtedy, obecnie te modele widzę za 5750., czyli okolice 500zł więcej.
Zależy od modelu. Płaciłem 4700, teraz jest najtaniej za 6600.
A nie, przepraszam, jeszcze na allegro znalazłem za 6181. Nadal to 1500zl wzrostu, na dzień dzisiejszy, a ceny wciąż rosną.
I ceny będą rosnąć. Wzrost cen jest kolejnym dowodem na pazerność firm produkujących karty i inny sprzęt. Dopóki mój komputer działa, to ok, nie potrzebuję żadnego rtxa. Problem będzie, gdy coś mi pierdzielnie w komputerze. Będę musiał coś kupić. Nigdy nie wątpiłem, że producentami kieruje zysk, jednak nie myślałem, że aż tak bardzo. To pokazuje jak zwykły użytkownik jest nikim dla producentów.
Miałem to szczęście, że ostatnią rzecz (dysk ssd) zakupiłem właśnie pod koniec października. Patrząc na obecne ceny musiałbym wyłożyć dodatkowe 40-50% więcej za całość – czyli wyłożyłbym się na podłodze i ogrywał Silent Hilla f w wyobraźni swej ☺️