23.06.2022, 12:00Lektura na 9 minut

Huawei Matebook D 16 – test laptopa z wygodnym ekranem

Podczas czwartkowej premiery Huawei zaprezentował m.in. nowego laptopa z serii Matebook. To urządzenie przeznaczone do pracy i codziennego użytku – a wyróżnia się 16-calowym ekranem mieszczącym się w standardowej dla laptopów obudowie 15,6″.


Grzegorz „Krigor” Karaś

Bez wątpienia trudno wymyślić na nowo jakąś kategorię sprzętu, jednak przypadek 16-calowych laptopów pokazał, że o ile rewolucje nie zdarzają się często, o tyle już wprowadzanie drobnych poprawek do dawno skostniałej formy jest jak najbardziej możliwe i szybko znajduje potwierdzenie na rynku. Powód tak ciepłego przyjęcia wspomnianych urządzeń to oczywiście wygoda. Nie dość, że dostajemy większy ekran, to jeszcze ma on przyjaźniejsze użytkownikowi proporcje, bo 16:10. W praktyce oznacza to dodatkową przestrzeń w pionie, co przekłada się na prosty fakt, iż bez potrzeby przewijania okna zobaczymy np. większy obszar witryny internetowej. Do niedawna jeszcze te dodatkowe centymetry kwadratowe powierzchni przychodziły wraz z nieco większymi gabarytami i wagą urządzenia. Ten okres mamy już jednak za sobą.


16 to nowe 15,6

Matebook D 16 to kolejna już na rynku konstrukcja udowadniająca, że możliwe jest zamknięcie 16-calowego ekranu w obudowie typowej dla komputera 15,6″ – to żadna nowość. Powiewem świeżości i ulgą dla kręgosłupa okazuje się jednak co innego. Testowany tu Matebook D 16 to urządzenie, w którego przypadku producentowi udało się zauważalnie zbić masę sprzętu – właśnie do poziomu typowego dla laptopów 15,6″, co przy dodatkowym uwzględnieniu niewielkiego zasilacza USB-C pozwoliło wadze wskazać 1,86 kg (dla całości). A to już bardzo przyzwoity wynik, jak na tak dużą konstrukcję. Brawa.

Huawei Matebook D 16
Huawei Matebook D 16

Co ciekawe, operacja odchudzająca nie odbyła się kosztem daleko idących kompromisów. Metalowa obudowa komputera zachowuje sztywność i prezentuje się przyzwoicie, wewnątrz zaś znajdziemy mocną jednostkę obliczeniową, bo Intela Core i7-12700H. To układ, który wyposażono w 6 rdzeni P, 8 rdzeni E oraz 20 wątków pracujących z częstotliwością do 4,7 GHz. Mocarny? Owszem, chciałoby się napisać: aż za mocarny, jak na tego typu obudowę. I rzeczywiście, coś jest na rzeczy. Intel podaje podstawową moc procesora na poziomie 45 W, tyle że producent laptopa postanowił go utemperować, schodząc do 40 W. Jednak nawet i w tym scenariuszu procesor tak czy inaczej „dobija” do swoich limitów termicznych (maksymalna temperatura wyniosła 102°C) i obniża taktowanie. Oczywiście znalazło to odzwierciedlenie w wydajności. 3DMark w teście stabilności ocenił sprzęt na 96,1% – a więc naprawdę nieźle. Pod jednostajnym, wysokim obciążeniem spadki w mocy obliczeniowej są jednak większe i wynoszą do ok. 12%. Innymi słowy, widać, że zainstalowany w Matebooku układ pracuje na granicy zdolności do odprowadzania ciepła przez znajdujące się w obudowie chłodzenie i decyzja o obniżeniu wspomnianej mocy podstawowej, choć bolesna, okazała się trafna. Mimo to mamy tu do czynienia z wydajnym CPU, który nader swobodnie pozwoli popracować i oczywiście zostawia w tyle jednostki niskonapięciowe. A przy tym jest stosunkowo cichy: nawet gdy procesor wylewa siódme poty, my słyszymy co najwyżej szum – ani nie nazbyt głośny, ani nie z gatunku tych irytujących.

O tym, że nie jest to sprzęt do gier, świadczy obecność jedynie zintegrowanej z procesorem karty graficznej. To oczywiście Intel Iris Xe z 96 jednostkami wykonawczymi – cudów zatem nie ma co oczekiwać. Laptop pozwoli pograć wyłącznie w mniej wymagające, popularne gry-usługi, buksując w przypadku bardziej wymagających tytułów. No ale uczciwie trzeba przyznać, że nie do tego został stworzony.

Huawei Matebook D 16
Huawei Matebook D 16

Więcej przestrzeni

Jak już zostało powiedziane, ekran wyświetla obraz w złotych proporcjach 16:10 i rozdzielczości 1920 × 1200, co wydaje się o tyle istotne, że... cóż, jest wygodniej. Ramki okalające wyświetlacz są naprawdę wąskie i po rozłożeniu laptopa mamy wrażenie, że matryca zajmuje niemal całą powierzchnię pokrywy – producent chwali się, że to 90%. Z kolei najgrubsze są oczywiście dolna i górna listwa – w tym drugim przypadku swoje, w postaci wypustki, dodaje kamera, która trafiła tradycyjnie na górę. Wcześniej Huawei eksperymentował z umieszczaniem jej między klawiszami funkcyjnymi, jednakże w dobie pandemii nie okazało się to trafnym rozwiązaniem: jak to określił redakcyjny kolega, taka perspektywa sprawiała, że każdy w trakcie trwających godzinami spotkań wyglądał jak chomik przy poidełku. Rzeczona wypustka kryjąca kamerę ma również inną funkcję: dzięki niej bardzo łatwo otworzymy urządzenie. Obejdzie się bez obmacywania klapy, ale już pomoc drugiej ręki może się przydać, gdyż zawiasy pracują dość twardo. Wracając jednak do ekranu...

Dzięki dużej powierzchni i upakowaniu wyświetlacza 16:10 w obudowie typowej dla „piętnastek” laptop sprawuje się zaskakująco dobrze. Lepiej się korzysta z Worda, mniej się paluch męczy z przewijaniem stron, więcej zobaczymy w programach graficznych. Z tymi ostatnimi jednak podziałamy co najwyżej półprofesjonalnie, gdyż przy wszystkich swoich zaletach użytkowych matryca Full View (producent nie chwali się zastosowaną technologią) jest po prostu zwyczajna i cechuje się podstawowymi parametrami. To 100% pokrycia przestrzeni sRGB i standardowa maksymalna jasność 300 nitów; również odświeżanie obrazu nie rzuca na kolana, mamy bowiem 60 Hz. Kąty widzenia? Są dość przeciętne, co szczególnie widać na białym tle – tutaj zauważalne przyciemnienie obrazu pojawia się już przy ok. 45° odchylenia od pozycji na wprost. Gdy zaś patrzymy z boku, obraz staje się ciepłoszary. Wartym odnotowania plusikiem jest za to obecność wywoływanego w podręcznym menu trybu redukcji niebieskiego światła.

Huawei Matebook D 16
Huawei Matebook D 16

Więcej klawiszy

Oprócz ekranu większa jest również klawiatura. To już kolejny punkt, którym producent się chwali, i zarazem pierwsze klawisze rodem z Huawei, gdzie obok bloku głównego zmieszczono numeryczny z czterema dodatkowymi przyciskami skrótami. Te ostatnie odpowiadają za kalkulator, wyszukiwanie, powrót do ekranu głównego i wyłącznik kamerki – zaskakująco funkcjonalnie.

Oczywiście zmieszczenie pełnej klawiatury nie byłoby możliwe bez kompromisów. Tutaj zaś mnie najbardziej przeszkadzały trzy: bardzo mały, w zasadzie pionowy klawisz Enter, zwężone przyciski bloku numerycznego oraz – co jednak w laptopach jest już częstym widokiem – niewielkie i wciśnięte pod blok główny kursory. Do tego należałoby wspomnieć jeszcze o zwężonym lewym klawiszu Shift. Wprawne oko dostrzeże również, że pomiędzy F6 a F7 znajduje się przerwa – tym razem jednak kryje się tam nie kamerka, a przycisk odpowiadający za funkcję dyktowania tekstu. Co, nawiasem mówiąc, działa naprawdę nieźle – oczywiście pod warunkiem, że los obdarzył nas dykcją może nie na miarę Eugeniusza Bodo, ale po prostu dobrą. Sam skok i stabilność klawiszy nie pozostawiają pola do krytyki, podświetlenie zaś jest jednolite i trzystopniowe (licząc z jego wyłączeniem), ale mimo wszystko delikatne – no i gdy spojrzymy pod kątem, wyraźnie przesącza się przez szpary między klawiszami a obudową.


Laptop na co dzień

Tym, co może przeszkadzać w codziennym użytkowaniu, jest ograniczona pojemność dysku. 500 GB na SSD (model niezidentyfikowany, 3,4 GB/s sekwencyjnego odczytu, 2,1 GB sekwencyjnego zapisu) to już dziś podstawa i w przypadku, gdyby ktoś chciał się zająć poważniejszą obróbką danych, to przestrzeni na dysku na pewno nie wystarczy. Producent nie porusza tematu możliwości rozbudowy miejsca na dane, obudowa zaś jest jednolitą bryłą z 10 niewielkimi śrubkami gwiazdkami u spodu – spokojnie więc można założyć, że typowy użytkownik z tą czynnością sobie nie poradzi. Pozostają zatem nośniki zewnętrzne. Tu zaś może... zabraknąć portów. Laptop został wyposażony dość skromnie, jak na mimo wszystko tak duże urządzenie. Do dyspozycji mamy port ładowania USB-C, drugi USB-C (z DP i ładowaniem), USB-A 2.0, USB-A 3.2 Gen1, a także HDMI 2.0 i mini-jacka combo. Niby wystarczająco, ale w przypadku bardziej zaawansowanego użytkownika trochę to jednak za mało: gdy skorzystamy choćby z myszki i okazjonalnie pendrive’a, to pozostanie nam albo jeden USB-C, albo żonglerka kablami. Niektórym będzie również przeszkadzał brak jakiegokolwiek gniazda połykającego karty pamięci. Możemy za to w prosty sposób skłonić sprzęt do współpracy z innymi urządzeniami Huawei w trybie Super Device pozwalającym np. wyświetlić ekran smartfona na laptopie i z poziomu komputera obsługiwać wspomnianego mniejszego kolegę.


Sprawdzi się jako narzędzie codziennego użytku dla osób szukających większego ekranu i mocniejszego procesora.


Huawei Matebook D 16 jest interesującym sprzętem i... chciałbym się z nim zaprzyjaźnić na dłużej. Ma wady, ale przede wszystkim okazał się zaskakująco poręczny, jak na swój format. Podczas testów dwa razy zabrałem urządzenie na miasto i w plecaku „czułem” je identycznie jak 14-calowego laptopa, którego używam na co dzień. Fakt, że w tym akurat zestawieniu dużą różnicę robi zasilacz – no ale z ręką na sercu muszę powiedzieć, że nie kojarzę ani jednego przypadku, kiedy nie lądowałby on w bagażu ze sprzętem. Podawanie łącznej masy przenośnego komputera razem z „kabelkiem” jest więc jak najbardziej uzasadnione i sensowne, a Huawei bez wątpienia w tej materii zasłużył na pochwałę, gdyż w komplecie z laptopem dostajemy zasilacz niewiele większy od tego, który przychodzi razem z komórkami wyposażonymi w szybkie ładowarki. Sam komputer zaś potrafi wytrzymać w trybie maszyny do pisania (a więc z oszczędzaniem energii i z przyciemnionym ekranem) 10 godzin i 41 minut, a przy wysokiej wydajności i graniu – 1 godzinę i 43 minuty.

Wracając zaś do ogólnych wrażeń związanych z D 16 – to taki codzienny wół roboczy dla osób, które potrzebują więcej mocy, niż zapewniają procesory niskonapięciowe. A że ekran większy i wygodniejszy, to oczywiście tylko lepiej: wygodnie się na Matebooku czyta newsy, pisze i przegląda internet. Innymi słowy, laptop świetnie nadaje się do codziennej, zwyczajnej pracy. Jeśli więc kogoś drażni ograniczona przestrzeń robocza zarówno w typowych „piętnastkach”, jak i mniejszych modelach, może śmiało zastanowić się nad nabyciem najnowszego Matebooka – różnica w rozmiarach i wadze pomiędzy nimi a najnowszym dzieckiem Huaweia nawet jeśli jest, to można ją pominąć, a w zamian dostajemy po prostu wygodny sprzęt. Bez ognia i fajerwerków – ale w porządku. Mnie to wystarcza.

Huawei Matebook D 16
Huawei Matebook D 16

Cena: 5699 zł | Huawei

PARAMETRY Procesor: Intel Core i7-12700H, 6 rdzeni P, 8 rdzeni E, 20 wątków, 3,5-4,7 GHz, cache 24 MB Intel Smart Cache, TDP 40 W • Grafika: Intel Iris Xe, 96 jednostek wykonawczych • Ekran: Huawei Full View, 16 cali, 1920 × 1200, 141 ppi, 60 Hz, 300 nitów, 100% sRGB • Pamięć: 16 GB RAM LPDDR4x, SSD NVMe 512 GB (M.2 PCIe 4.0 x4 NVMe) • Łączność: port ładowania USB-C, USB-C z DP i ładowaniem, USB-A 2.0, USB-A 3.2 Gen1, HDMI 2.0, mini-jack combo; Bluetooth 5.1, Wi-Fi 6 AX201 2 × 2 MIMO • Napęd optyczny / czytnik kart: brak • Akumulator: Li-Poly, niewymienny, 60 Wh, 65 W • Inne: kamera 2 Mpix, głośniki stereo, 4 mikrofony, przycisk zasilania z czytnikiem linii papilarnych, pełna klawiatura o skoku klawiszy 1,5 mm z 4 dodatkowymi przyciskami, Windows 11 Home • Wymiary: 356,7 × 248,7 × 18,4 mm • Waga: 1,7 kg + 0,16 kg (zasilacz)

Ocena

Laptop dobry do zwyczajnej pracy na co dzień. Za sprawą proporcji 16:10 sprawdzi się przy obcowaniu z tekstem, przeglądaniu sieci i obsługiwaniu programów. Co ciekawe, mimo większej matrycy urządzenie zachowało gabaryty typowe dla konstrukcji 15,6″ i choć producentowi nie udało się ustrzec kilku mniejszych błędów, jest to interesujący sprzęt.

8
Ocena końcowa

Plusy

  • całkiem kompaktowa forma, jak na „szesnastkę”
  • pełna klawiatura
  • dodatkowe przyciski funkcyjne
  • bardzo dobra wydajność
  • duży ekran, z którego wygodnie się korzysta
  • kamerka nareszcie „po bożemu”
  • sztywna, metalowa obudowa
  • lekki, kompaktowy zasilacz
  • możliwość prostej współpracy z innymi urządzeniami Huawei...
  • ...i parę innych detali uprzyjemniających codzienne używanie komputera

Minusy

  • modyfikacja rozkładu klawiszy
  • obsłuży jedynie niewymagające gry
  • obniżona fabrycznie moc procesora...
  • ...który i tak ścina taktowanie pod pełnym obciążeniem przez wysoką temperaturę
  • trochę za mało portów
  • przeciętna matryca
  • dysk nie wszystkim wystarczy
  • brak czytnika kart

Redaktor
Grzegorz „Krigor” Karaś

Gdyby mnie ktoś zapytał, ile pracuję w CD-Action, to szczerze mówiąc, nie potrafiłbym odpowiedzieć. Zacząłem na początku studiów i... tak już zostało. Teraz prowadzę działy sprzętowe właśnie w CD-Action oraz w PC Formacie. Poza tym dużo gram: w pracy i dla przyjemności – co cały czas na szczęście sprowadza się do tego samego. Głównie strzelam i cisnę w gry akcji – sieciowo i w singlu. Nie pogardzę też bijatyką, szczególnie jeśli w nazwie ma literki MK, a także rolplejem – czy to tradycyjnym, czy takim bardziej nastawionym na akcję.

Profil
Wpisów181

Obserwujących19

Dyskusja

  • Dodaj komentarz
  • Najlepsze
  • Najnowsze
  • Najstarsze

Polecane