„Mamy trochę asów w rękawie”. Od GOG-a możemy spodziewać się jeszcze więcej gier retro, a nawet i remasterów [WYWIAD]

„Mamy trochę asów w rękawie”. Od GOG-a możemy spodziewać się jeszcze więcej gier retro, a nawet i remasterów [WYWIAD]
Rozmawiamy z Maciejem Gołębiewskim (dyrektorem GOG-a) oraz Michałem Kicińskim (współzałożycielem oraz nowym właścicielem firmy) o tym, czego możemy się spodziewać w przyszłości po największej europejskiej platformie z grami wideo.

Karol Laska: GOG łączy dwie płaszczyzny, czyli archiwum gier retro i cyfryzację treści. Jeśli teraz spojrzymy na najbliższą przyszłość firmy, zwłaszcza pod kątem GOG Preservation Program albo wszystkiego tego, co związane z grami już archaicznymi lub zapomnianymi, na ile to, co było dotąd, zostanie utrzymane bądź rozwinięte?

Maciej Gołębiewski: Dla nas zmiana struktury właścicielskiej też jest pewną nowością, w której musimy i chcemy się odnaleźć. To więc nie tak, że wszystkie plany na ten rok mamy już zacementowane, zabetonowane. Niemniej zakładamy utrzymanie kursu, który mogliście obserwować w 2025. Nasza misja pozostaje identyczna – chcemy, żeby gry żyły wiecznie.

Oczywiście nikt nie wygrywa, robiąc cały czas to samo. Część rzeczy zostanie, jak np. Preservation Program, ale myślę, że też będziemy kombinować nad jego rozwinięciem w roku 2026. Mamy dość ambitne podejście do rzeczywistości i chcielibyśmy jednak, żeby on się poszerzał i pogłębiał.

KL: A na ile sprawdzą się wieści płynące zewsząd, że GOG chciałby wejść również w scenę wydawniczą bądź remasterową, śladami albo Nightdive Studios, albo Digital Eclipse? To drugie wydało choćby taki świetny projekt jak The Making of Karateka, gdzie poza różnymi prototypami Karateki wprowadzono też mnóstwo filmów interaktywnych czy jakichś osobistych notatek Jordana Mechnera.

MG: Tak, zresztą zarówno Digital Eclipse, jak i Nightdive Studios należą w tym momencie do Atari. Ja się z Wade’em Rosenem, czyli CEO Atari, dosyć dobrze znam i jestem pod wrażeniem tego, co robią. Nie wiem, czy będziemy chcieli jeden do jednego ich plan działania kopiować, raczej nie. Wewnętrznie w GOG-u prowadzimy już natomiast rozmowy dotyczące aspektów wydawniczych i wydaje mi się to naturalne i logiczne, że będziemy chcieli coś razem z Michałem (Kicińskim – dop. red.) zbudować.

Atari 50: The Anniversary Celebration

Michał Kiciński: Było parę ścieżek, którymi GOG chciał wcześniej podążyć, ale koniec końców się na to nie zdecydował. Ścieżka wydawnicza to jedna z nich, dlatego aktualnie bacznie się jej przyglądamy i wykonaliśmy już pierwsze kroki. A więcej informacji na ten temat relatywnie szybko się pojawi.

KL: Skoro w planach jest m.in. poszerzenie katalogu, to zakładam, że wraz z takimi planami idzie również poszerzenie bazy użytkowników. Słyszałem też w materiale na waszym kanale YouTube, że chcecie ukroić dla siebie większy kawałek tortu zajętego przez Steama czy Epica. Jak więc zamierzacie ugryźć tych gigantów?

MG: To część strategii marketingowej, która jest zbyt skomplikowana, bym mógł o niej opowiedzieć w jednym czy dwóch zdaniach. Na pewno nasza komunikacja i działania w sieci stały się w 2025 bardziej wyraziste, pojawiło się więcej treści wideo, całość zagadnienia natomiast wydaje się dużo bardziej złożona. Bo jak ugryźć Steama? To pytanie nawet nie za miliard dolarów, tylko za dziesięć do stu miliardów! Naszym pomysłem zgodnym z DNA GOG-a jest po prostu lepsza oferta danego fragmentu katalogu gier od konkurencji, stąd choćby Preservation Program i zdanie o wiecznym życiu, czyli w zasadzie działaniu gier. Będą dłużej kompatybilne, będą miały więcej rzeczy wokół siebie, będzie łatwiej w nie zagrać, będzie z ich zbierania większa kolekcjonerska radość. Mówimy tu zarówno o klasyce, jak i o „nowej” klasyce, bo dziś tytuły mające na koncie nawet pięć czy sześć lat są już przez graczy traktowane w kluczu przestarzałości.

Barnaba Siegel: À propos katalogu, kiedyś GOG wydawał się zalany starszymi grami, od dłuższego czasu natomiast nie widzę aż tak dużo przybywających tytułów z lat 90. czy początku XXI wieku. Z czego to wynika? To skomplikowane na poziomie licencyjnym czy finansowym? A może po prostu jesteście zadowoleni z tego, co macie?

MG: Jeżeli chodzi o katalog staroci, to zadowoleni może i jesteśmy, ale na pewno nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Do GOG-a dołączyłem w 2016 roku i od tego czasu ta misja przywracania klasyki była cały czas żywa i kontynuowana. Po prostu im dalej w las, tym trudniejsze do realizacji przypadki nam pozostały. To, co można teraz choćby znaleźć na dreamliście, np. Black & White, to naprawdę złożone tematy, niemniej parę takowych, jak Diablo, już obrobiliśmy, więc wierzymy, że i z większymi wyzwaniami się uda. Mowa tu zarówno o prawach autorskich, jak i sporych pieniądzach, które trzeba wyłożyć.

MK: GOG chce rozszerzyć katalog o te gry, które przynoszą radość z grania. Czy to będą tytuły indie, czy produkcje starsze, czy tzw. modern classics, to już drugorzędne. Klasyka może raz jest bardziej widoczna, raz trochę mniej, 2025 rok natomiast był bardzo mocny dla GOG-a, a plany na 2026 są niemniej ambitne i parę kultowych klasyków na pewno otrzyma swoją premierę. Mamy trochę asów w rękawie.

BS: A na No One Lives Forever możemy liczyć?

MG: Jeżeli bym powiedział, że nie, to równie dobrze moglibyśmy tutaj zgasić światło i iść do domu. My, wiarą, że to się uda, trochę tutaj żyjemy, więc muszę odpowiedzieć, że tak.

No One Lives Forever

KL: Czy upatrujecie szansę na zwiększenie popularności GOG-a, paradoksalnie, w dużym kryzysie na pecetowym rynku? Kiedy ceny RAM-u i GPU skaczą do góry, ludzie nie będą przez długi czas ulepszali swoich komputerów i najprawdopodobniej zaczną zwracać się coraz bardziej w stronę retro.

MG: Kryzys z RAM-em to w miarę świeża sprawa, więc na razie trudno budować długotrwałą strategię na krótkoterminowym – mam nadzieję – kryzysie. Myślę też, że jesteśmy w Europie pod kątem sprzętu rozpieszczeni, bo jak popatrzymy szerzej, globalnie na dostępność hardware’u – w Indiach, w Chinach, w Afryce – to tam przez wiele lat nie było dobrze. Za to naturalnie w mojej głowie myśli podążają w stronę streamingu i wydaje mi się to ciekawą propozycją, choć jeszcze nikt nie rozgryzł, jak to graczowi dostarczyć w atrakcyjnej formie. Co prawda usług cloudgamingowych jest coraz więcej i jak spojrzymy na ich udziały, to ponoć rosną, lecz magia tkwi w absolutnych liczbach. W tym momencie próg wejścia w streaming jest bardzo wysoki, ale rynek nie należy do największych, choć to się pewnie z czasem będzie zmieniać.

KL: Szum marketingowy zadziałał – gracze wiedzą, że doszło do zmiany warty na szczeblu organizacyjnym w GOG-u. Czy bylibyście w stanie powiedzieć, co owa zmiana oznacza dla nich?

MG: W krótkim terminie pewnie niewiele. Żeby coś się zmieniło, to już kwestia strategii i kierunku firmy. Mam nadzieję, że co się jednak nie zmieni, to to, że GOG dalej będzie mocnym punktem odniesienia na globalnej scenie. Bo jeśli popatrzymy na platformy gamingowe na świecie, to w Europie tak w zasadzie istnieje tylko jedna, czyli właśnie GOG. To się nie zmieni, a jeśli coś się zmieni, to tylko na lepsze.

MK: Tego tak nie widać na zewnątrz, ale zeszły rok był jednym z najlepszych w historii firmy. Bardzo dużo rzeczy się zmieniło, GOG zebrał świetne wyniki pod kątem operacyjnej działalności. Na pierwszy rzut oka trudno zauważyć jakiekolwiek poprawki. Ludzie np. narzekają na stabilność klienta Galaxy, a najnowsza wersja, która ostatnio wyszła, niespełna stukrotnie zmniejsza liczbę pojawiających się w nim błędów. Dużo dobrego dzieje się trochę pod powierzchnią, trzeba to wzmocnić i stawać się jeszcze lepszym w tym, w czym GOG już jest dobry. Dla użytkownika nie powinno to oznaczać żadnych negatywnych zmian, raczej uda nam się go pozytywnie zaskoczyć w paru aspektach.

BS: Dotychczas GOG wspierał absolutnie wszystko, co wydawał CD Projekt Red. Teraz zmienił się właściciel, ale ty, Michale, łączysz dalej obie firmy. Czy możemy więc liczyć, że Wiedźmin 4 ukaże się premierowo na GOG-u wraz z pakietem cyfrowych dodatków, jeśli takowy zostanie przygotowany?

MK: Prosta odpowiedź: na pewno nie będzie gorzej, niż było z poprzednimi grami, bo taka jest intencja naszej umowy dystrybucyjnej z CD Projektem Red. A mamy nadzieję, że uda się wywalczyć troszeczkę więcej. Trzeba też pamiętać, że CDPR nie mógł przesadzać z ofertą dla GOG-a, będąc firmą, która dostarcza treść również na inne platformy. My jako sklep znajdujemy się w pozycji czysto konkurencyjnej względem innych podmiotów, więc zamierzamy „wyszarpywać” od naszego największego dostawcy tyle, ile się da. Tak, aby oferta gier CD Projektu Red na GOG-u była jeszcze lepsza niż w przeszłości – to jeden z założonych wewnętrznie strategicznych celów. A jako że do budynku obok mamy niedaleko, to możemy ich sabotować i najeżdżać, żeby uzyskać, co trzeba. (śmiech) A tak poważnie to pozytywnie zachęcać i nie odpuszczać.

BS: Dziękujemy za wasz czas i czekamy na ponowne otwarcie Wegemamy.

MK: Oj, nie da rady. Wegemama, a w zasadzie Wegeguru, została wchłonięta przez Bobby Burgera, który potem niestety zbankrutował. Próbowałem odkupić, ale utknęła w zbankrutowanej firmie. Wielka, fajna przygoda, ale trudny biznes.

Skomentuj