Studio odpowiedzialne za MindsEye znowu zwalnia, ale przynajmniej twierdzi, że ma dowody na sabotaż. Grę mieli popsuć korporacyjni szpiedzy

Studio odpowiedzialne za MindsEye znowu zwalnia, ale przynajmniej twierdzi, że ma dowody na sabotaż. Grę mieli popsuć korporacyjni szpiedzy
Mark Gerhard na tropie spisku.

MindsEye zapisze się w historii gier wideo jako jedna z największych porażek nie tylko samego 2025 roku, ale być może w ogóle ostatniej dekady. Jeszcze zanim gra wyszła, studio już dopatrywało się w krytyce swojego zwiastuna opłaconego trollingu. Po katastrofalnej premierze swojej produkcji Build A Rocket Boy nie wycofało się z tego stanowiska, a wręcz wróciło do niego ze zdwojoną siłą. Jeszcze w zeszłym miesiącu szefostwo odgrażało się, że sabotażyści odnajdą swoje podobizny w nadchodzących misjach do MindsEye. O ile ktokolwiek pofatyguje się w nie zagrać.

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

Jeśli jakaś zorganizowana akcja przeciw Build A Rocket Boy istnieje, to chyba działa, bo oto Mark Gerhard (CEO studia) ogłosił na LinkedInie kolejną falę zwolnień. Ile osób pożegnało się z pracą, a ile pozostaje w studiu? Nie wiemy. Trudno jednak wyobrazić sobie, by po takiej premierze szefostwo mogło pozwolić sobie na zbyt wielu pracowników. Zresztą – kasa przyda się na prawników dla Lesliego Benziesa, byłego producenta GTA, a obecnie jednego z ojców MindsEye, przeciw któremu byli pracownicy podjęli działania prawne. Podobnie kosztowne jest zapewne obsesyjne poszukiwanie dowodów spisku, ale przynajmniej się opłaciło… według Gerharda, oczywiście.

Jako liderzy bierzemy odpowiedzialność za nasze projekty i podjęte decyzje. Jednocześnie zwracamy uwagę na to, że na premierę miały wpływ czynniki wykraczające poza zwykłe wyzwania wynikające z rywalizacji między firmami i produktami.

Od paru miesięcy pracujemy z zewnętrznymi partnerami i doradcami prawnymi, by przeprowadzić dochodzenie wobec działalności przestępczej, która miała miejsce podczas naszej premiery. Zajęło to dłużej, niż się spodziewaliśmy, ale udało się dojść do niezaprzeczalnych dowodów zorganizowanego szpiegostwa i sabotażu korporacyjnego, które wpłynęły na MindsEye. Ponieważ ta sprawa trafi do prokuratury, nie możemy na razie podzielić się publicznie wszystkimi szczegółami.

Mark Gerhard

Ile w tym prawdy? Cóż, według pracowników Leslie Benzies nie potrzebował żadnego sabotażu, żeby nie nadawać się do pracy tego typu. Z byciem opryskliwym i apodyktycznym wobec pracowników poradził sobie sam, brakowało mu też spójnej wizji kreatywnej. Po co marnować pieniądze na opłacanie dziennikarzy i komentujących w mediach społecznościowych, żeby zaszkodzić grze, która sama świetnie sobie radzi z byciem… no, po prostu kiepską?

Ale kto wie, może damy się zaskoczyć wynikom procesu (jeżeli do takowego dojdzie) i wszyscy będziemy musieli pana Gerharda przeprosić.

Skomentuj