Najpiękniejsza gra z PS5 jest teraz jeszcze lepsza na PC. Recenzja techniczna Death Stranding 2

Najpiękniejsza gra z PS5 jest teraz jeszcze lepsza na PC. Recenzja techniczna Death Stranding 2
Death Stranding 2 w końcu trafiło na pecety i jest piękniejsze niż kiedykolwiek. Gra wspiera monitory ultrawide, ma odblokowaną liczbę klatek na sekundę i świetnie współpracuje z padem DualSense. Optymalizacja stoi na niezłym poziomie, ale handheldy wyraźnie sobie nie radzą.

Death Stranding 2 było jedną z najładniejszych produkcji, w jakie kiedykolwiek miałem okazję zagrać – niezależnie od platformy. Genialne animacje twarzy, niesamowicie szczegółowe otoczenie, ogromny otwarty świat pełen różnorodnych biomów – było tu właściwie wszystko. Na dodatek dzieło Hideo Kojimy wyglądało bardzo dobrze na bazowym PlayStation 5 i absolutnie zachwycało na PS5 Pro, gdzie w 60 klatkach na sekundę obraz okazywał się niezwykle ostry, a ilość detali imponująca.

Teraz ta graficzna perełka trafiła na pecety, gdzie może rozwinąć skrzydła na naprawdę mocnym sprzęcie, a przy okazji… nieźle zaskoczyć posiadaczy handheldów.

Na pececie czuć pełnię mocy

Grę testowałem na komputerze wyposażonym w kartę graficzną Nvidia GeForce RTX 5070 Ti, procesor AMD Ryzen 7 9800X3D oraz 32 GB pamięci RAM DDR5. Taka konfiguracja pozwoliła mi uruchomić dzieło Kojimy w najwyższych możliwych ustawieniach graficznych i rozdzielczości 3440 × 1440 pikseli. Death Stranding 2 na takim sprzęcie wygląda po prostu nieziemsko.

Powiedziałbym jednak, że jakość tekstur, modeli postaci i oświetlenia na PC wydaje się mocno zbliżona do tego, co oferuje PS5 Pro. Oczywiście wszystko jest nieco wyraźniejsze i bardziej szczegółowe, ale z typowej odległości od monitora nie zawsze łatwo to dostrzec.

Największe różnice da się zauważyć gdzie indziej. Przede wszystkim imponuje zasięg rysowania – praktycznie nie zdarza się, żeby cokolwiek doczytywało się na naszych oczach. Z daleka widać gęste lasy z podszyciem, skały pełne detali geologicznych oraz mniejsze obiekty, które w wielu innych grach pojawiłyby się dopiero kilkanaście metrów przed bohaterem.

Niezwykle dobrze prezentują się też niemal fotorealistyczne elementy otoczenia. Każdy masyw skalny, dolina z rzeką czy wspomniane wcześniej lasy zachwycają szczegółowością, gęstością roślinności i naturalnym zachowaniem wody. Trudno wskazać inną produkcję, która z takim pietyzmem traktowałaby nawet najdrobniejsze elementy swego świata.

Jestem też fanem odbić, które – inaczej niż w wersji na PS5 – wykorzystują ray tracing. Efekt jest subtelny i nie zmienia całkowicie odbioru gry, ale dodaje scenom nieco głębi. Śledzenie promieni zastosowane zostało głównie w odbiciach i okluzji otoczenia, przy czym to właśnie odbicia zauważycie najczęściej – szczególnie na powierzchni wody i podczas intensywnych opadów deszczu. Nie jest to jednak zmiana na poziomie transformacji, jak w grach Resident Evil Requiem czy Indiana Jones.

Na szczególne wyróżnienie zasługują modele postaci. Animacje, mimika i ogólna jakość twarzy stoją poziom wyżej niż w większości innych produkcji. Przerywniki momentami wyglądają jak fragmenty prawdziwego filmu, a znani aktorzy świetnie odnajdują się w cyfrowej formie.

Optymalizacja jest okej

Pod względem wydajności jest dobrze, a jak na standardy współczesnych gier AAA – nawet bardzo dobrze. Podczas pierwszych kilkunastu godzin rozgrywki osiągałem średnio ponad 90 fps w najwyższych ustawieniach, z włączonym ray tracingiem i DLSS w trybie jakości.

Bez upscalingu liczba klatek spadała do poziomu nieco poniżej 60 fps, dlatego zdecydowanie polecam korzystać z DLSS lub… PICO. Obraz wygląda wtedy lepiej, a wydajność wyraźnie rośnie.

PICO to autorska technologia skalowania obrazu przygotowana specjalnie dla Death Stranding 2. W praktyce działa bardzo dobrze – lepiej niż FSR czy XeSS, choć nieco ustępuje DLSS. Jeśli korzystacie z kart AMD lub Intela, warto postawić właśnie na PICO. W przypadku podzespołów Nvidii DLSS nadal pozostaje najlepszym wyborem.

Na plus zasługuje także wsparcie dla funkcji typowo pecetowych. Mamy odblokowaną liczbę klatek na sekundę, obsługę generowania klatek autorstwa Nvidii i AMD oraz możliwość grania w proporcjach ultrawide.

Bardzo pozytywnie zaskakuje też całkowity brak stutteringu, tak charakterystycznego dla wielu produkcji powstałych na Unreal Enginie. Po wstępnej kompilacji shaderów rozgrywka jest płynna, a frame pacing równy.

Co ciekawe, widać, że obciążenie karty graficznej wzrasta podczas ruchu postaci. To rzadko spotykany efekt w większości gier, ale sygnalizuje on, że GPU może być używane do czegoś więcej niż tylko renderowania obrazu. Być może część obliczeń geometrii i fizyki świata odbywa się bezpośrednio na karcie graficznej.

Warto wyposażyć się w DualSense

Może to zabrzmieć dziwnie, ale granie w Death Stranding 2 na padzie od Xboksa nie jest tak intuicyjne i przyjemne jak w przypadku DualSense’a.

Gra sporo traci bez świetnych wibracji haptycznych, które w kontrolerze Sony robią ogromną różnicę. Do tego dochodzi obsługa żyroskopu, przydatnego przy celowaniu i uspokajaniu ŁD.

Podobały mi się też adaptacyjne triggery, które dodają „wagi” starciom z bossami i pomagają w balansowaniu ekwipunkiem. To jeden z tych tytułów, gdzie DualSense faktycznie ma sens.

Co się stało na handheldzie?

Po pozytywnych doświadczeniach z „dużego” peceta postanowiłem sprawdzić, jak gra działa na handheldzie. Zainstalowałem Death Stranding 2 na moim ROG Xbox Ally X i… zostałem mocno zaskoczony.

Gra automatycznie ustawiła wysokie detale, rozdzielczość 1080p i skalowanie PICO w trybie zbalansowanym. Efekt? Około 30 fps ze spadkami nawet do 20. Dość przeciętne doświadczenie.

Po dalszych testach zauważyłem, że DS2 nie skaluje się najlepiej w dół i ma spore wymagania względem procesora. Obniżenie ustawień do średnich przyniosło około 35 fps, a w przypadku niskich około 37 fps – różnice okazały się więc niewielkie.

Najlepsze wyniki uzyskałem w trybie „przenośnym”, który jednak znacznie obniża jakość grafiki. W połączeniu z PICO w trybie wydajności gra działała w około 45 fps ze spadkami do 40 w bardziej wymagających miejscach. Nawet włączenie frame generation nie zagwarantowało stabilnych 60 fps.

Death Stranding 2 na ustawieniach przenośnych wygląda zaskakująco znośnie

Początkowo podejrzewałem bottleneck procesora, który momentami dochodził do 90% wykorzystania, ale GPU również pracowało w pełnym obciążeniu. Wygląda więc na to, że gra jest wymagająca zarówno dla CPU, jak i GPU.

W praktyce oznacza to, że na słabszych handheldach, takich jak np. Steam Deck, trudno będzie liczyć na komfortową rozgrywkę.

Reszta branży może się uczyć od pana Kojimy

Gier łączących tak duży rozmach z tak wysoką jakością wykonania jest niewiele, dlatego cieszy mnie, że Death Stranding 2 trafiło również na pecety.

Pozycja ta wygląda lepiej niż kiedykolwiek i mimo że ma już niemal rok, nadal – moim zdaniem – pozostaje najładniejszym tytułem obecnej generacji. Nikt nie stworzył równie klimatycznego i dopracowanego świata, a wszystko to bez pełnego wykorzystania path tracingu.

Jeśli do tej pory nie mieliście okazji zagrać w Death Stranding 2, bo było dostępne tylko na PlayStation, teraz zdecydowanie warto to nadrobić.

Skomentuj