29 minut temu

„Smuggler. Nie podoba się, to nie kupuj” – przeczytaj fragment książki poświęcony pracy w CD-Action

„Smuggler. Nie podoba się, to nie kupuj” – przeczytaj fragment książki poświęcony pracy w CD-Action
Dziś prezentujemy fragment rozdziału „Jaja kobyły”, w którym Smuggler – jako były naczelny CDA – snuje wspominki o tym, jak się pracowało w CDA.

Poniższe fragmenty pochodzą z roboczej wersji książki i nie odzwierciedlają jej ostatecznej jakości.

Jak nagle awansowałem

W 1997 naczelnym CDA był Mariusz Turowski (po latach przez jakiś czas stał też na czele PC Formatu). Człowiek małomówny, dziwnie spokojny, jakby pozbawiony emocji, ale dość kontaktowy i niekonfliktowy. To, co mnie zastanawiało, to fakt, że raczej pojawiał się w redakcji, niż w niej urzędował. Z czasem bywał coraz rzadziej i krócej. Kiedyś Fred (wydawca) przyszedł do naszego pokoju, stanął obok mnie i ogłosił:
— Słuchajcie, od dziś on jest zastępcą naczelnego.

Najbardziej zdziwiony byłem w tym momencie ja, bo… nikt wcześniej ze mną o tym nie rozmawiał. No, ale skoro już mianowali… Ten awans niewątpliwie zawdzięczam swym kwalifikacjom i wyjątkowym zdolnościom przywód… dobra, nie żartujmy. Po prostu byłem najstarszy, tym samym zdawałem się najbardziej ogarnięty w tej grupce małolatów — i tyle. 

Swoją drogą, nawet nie zapytałem potem, ile jako wicenaczelny będę zarabiał. I otrzymywałem tę samą pensję co wcześniej. Ale że niedługo później z okazji urodzin CDA dostaliśmy podwyżki, to trzeba przyznać, że poczułem różnicę i na rękę brałem prawie dwie średnie krajowe. Not bad! Szczególnie że moim jedynym obowiązkiem było „ogarnianie” redakcji pod nieobecność Mariusza, tak, by teksty spływały na czas, miały ręce i nogi, DTP się nie nudziło, a rozpiska była na bieżąco aktualizowana. De facto były to więc obowiązki sekretarza redakcji. Ale że ta funkcja była już obsadzona — acz pełniący ją Krzysiek Herla zajmował się akurat bardziej logistyką, prenumeratą itp. — no to nazwano mnie dumnie zastępcą redaktora naczelnego. I taka funkcja „sekretarza naczelnego” istniała w strukturze CDA przez dekady. 

Papierkowa robota

Robiłem zatem te kolejne numery. Rozpiska wydania powstawała na arkuszu A3 podzielonym na małe kratki odpowiadające poszczególnym stronom. Nazwy tekstów wprowadzało się długopisem we właściwe kwadraciki, a gdy brakowało miejsca na poprawki, naklejało się karteczkę samoprzylepną odpowiedniej wielkości i pisało na niej. Było to dość męczące — aby np. przesunąć dwustronicowy artykuł o 20 stron, trzeba było przemieścić tytuły z tych wszystkich kratek o 20 pozycji w lewo czy prawo. Niemniej ten archaiczny i potencjalnie generujący pomyłki (ten sam tekst w dwóch miejscach czy artykuł, który jakoś znikał przy kolejnym przepisaniu zawartości) sposób przetrwał do bodaj 2007 czy 2008 roku, gdy zastąpiła go przygotowana dla nas specjalna rozpiska elektroniczna, z której zresztą korzystamy po dziś. Dodam, że przez cały czas stosowania papierowej wersji nigdy nie było w żadnym CDA babola. 

Kurczę, lubiłem tę „papierkową robotę”. 🙂 Miało się po prostu fizyczne poczucie tworzenia pisma, a że rozpiska wyglądała czasem jak trójwymiarowy model Gór Świętokrzyskich z uwagi na grubą warstwę kolejnych nalepek na niektórych polach, cóż… Ale ja tak mam, że jak się do czegoś przyzwyczaję, to potem trudno mi się przestawić na coś nowego, nawet jak jest lepsze. Stąd przez lata słuchałem muzyki z odtwarzacza MP3, a obecnie z telefonu, ale nadal z FLAC lub MP3, a nie z tych waszych „spotifajów”

(…) 

Zasugerowałem wydawcom, że warto by znaleźć jakiegoś kumatego korektora. Bo nie ukrywajmy: moja redakcja tekstu na pewno tu nie wystarczała (miałem i nadal mam nader swobodne podejście do zasad interpunkcji) i byłem tego świadom. Prośbę tę potraktowano poważnie i jakiś czas potem pojawił się w redakcji facet z wąsem, w okolicach trzydziestki, a Witek (Witold Zagrodny, współwydawca) powiedział, że to jego sąsiad i znajomy, nauczyciel języka polskiego, i będzie robił nam korektę.
— Jerzy Poprawa — mówię, podając mu rękę.
— Zbigniew Bański — odpowiada.

Skomentuj