Przed chwilą

„Pamiętam dzień, kiedy pisałem pastę o fanatyku wędkarstwa”. Malcolm XD o swoich początkach, życiowych inspiracjach i urokach anonimowości [WYWIAD]

„Pamiętam dzień, kiedy pisałem pastę o fanatyku wędkarstwa”. Malcolm XD o swoich początkach, życiowych inspiracjach i urokach anonimowości [WYWIAD]
„Jeśli jestem świadkiem jakiejś absurdalnej sytuacji, to staram się stać jej integralną częścią. Podchodzę, podpytuję, angażuję się i w ten sposób wchłaniam historie, którymi następnie mógłbym się inspirować” – opowiada Malcolm XD w rozmowie z CD-Action.

W stacji Canal+ premierę miał właśnie spin-off „Emigracji XD”, czyli „Ekspedycja XD”. Opowiada dalszą historię dwójki braci – Zbyszka i Wojtka (w obie role wciela się Michał Czernecki) – których Malcolm i Stomil poznali w pierwszym sezonie oryginalnego serialu. Twórcy postawili jednak na zupełnie inny format (pięć odcinków po 10 minut), dzięki czemu widzowie mogą liczyć na intensywne doświadczenie pełne gagów, żartów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Z okazji premiery nowego serialu rozmawialiśmy z Malcolmem XD, najpopularniejszym autorem past internetowych w Polsce.  

Jan Tracz: Pamiętasz moment, w którym pisałeś swoją pierwszą pastę? Kiedy to było?

Malcolm XD: Pierwszy tekst napisałem tak ze dwa lata przed pastą o fanatyku wędkarstwa, która została opublikowana 16 grudnia 2012 roku. Już wcześniej pisałem fabularyzowane komentarze, a te stopniowo przeradzały się w różnego rodzaju historie. 

I co? Wracasz do swoich starych tekstów? Spoglądasz na nie z jakąś dozą nostalgii?

Raczej nie, rzadko kiedy tak naprawdę to robię. Może raz w roku wracam sobie do pasty, która akurat mi się przypomni. Częściej jednak wracam do książek, co spowodowane jest pracą nad serialami. Dziś jestem zupełnie inną osobą, ale nie zmieniłbym nic w swoich starych tekstach. One są artefaktami z dawnych lat i powstały na skutek tego, w jakim miejscu wówczas byłem i co akurat mną kierowało. 

fot. Canal+

Z czego jesteś najbardziej dumny, jeśli chodzi o swoją twórczość?

Na ten moment będzie to cykl książek, który zaczął się od „Emigracji”, bowiem to on przerodził się w serial. A przy okazji mowa tu o rzeczach (w mniejszym lub większym stopniu) autobiograficznych. Był to zupełnie nowy rozdział w moim pisaniu – moment, w którym postanowiłem jeszcze bardziej pisać o sobie. Zdradzę, że aktualnie pracuję nad czwartą częścią tej serii i ponownie będzie to opowieść, w której ubarwiam własne życie, bawię się formą i na koniec powstaje z tego kompletnie nowy, niezależny byt.

Mówi się, że pisanie staje się odpowiedzią – lub lekiem – na nasze problemy, frustracje czy lęki. Jak było u ciebie? Pisanie było dla ciebie autoterapeutyczne?

Na pewno pomagało mi odnaleźć spokój. Wtedy zaczęły się studia, których raczej nie wspominam najlepiej. To w ogóle był dla mnie trudny okres. Pamiętam nawet dzień, kiedy pisałem pastę o fanatyku wędkarstwa. Była to tzw. „niedziela wieczór” i w jakiś sposób odreagowywałem problemy, które wówczas mi doskwierały. Ta pasta stanowiła niejako odpowiedź na moje samopoczucie i próbę zwalczenia tego stanu. Myślę, że na swój sposób się udało. (śmiech)

A jak jest dzisiaj?

Najczęściej inspiruję się codziennym życiem, a nie tylko czymś, co wydarzyło się już jakiś czas temu. Jeśli jestem świadkiem jakiejś absurdalnej sytuacji, staram się stać jej integralną częścią. Podchodzę, podpytuję, angażuję się i w ten sposób wchłaniam historie, którymi następnie mógłbym się inspirować. Samego myślenia obrazem uczę się także od reżyserów, kiedy razem pracujemy przy scenariuszach lub po prostu na planie. Nasz reżyser – Łukasz Kośmicki – nauczył mnie bardzo wiele, kiedy wspólnie zaczęliśmy przygodę zwaną „Emigracją XD”. Codziennie jestem też na planie, obserwuję pracę aktorów i tak naprawdę każdy dzień może nauczyć mnie czegoś nowego.

Nazwałbyś się pisarzem? Czy dla autora past powinniśmy znaleźć zupełnie inne określenie?

Można być zarówno pisarzem, jak i twórcą past. Jedno nie wyklucza drugiego. Ostatnio ubolewam nawet, że piszę bardzo mało past. Kiedyś to był dla mnie rytuał i jedyny środek ekspresji artystycznej. Dziś w teorii znacznie więcej piszę (pracuję nad serialami, filmami, scenariuszami), ale są to projekty sfokusowane na jakiś format. To wciąż nie są pasty. A do nich chciałbym kiedyś wrócić.

fot. Canal+

Czy myślisz o tym, aby w pewnym momencie zredefiniować się jako twórca? Zmienić coś chociażby w konstrukcji swoich opowieści?

Na pewno chciałbym na chwilę wyjść poza uniwersum Malcolma i spółki. Nie mogę wchodzić w szczegóły, ale już w tym momencie mam dwa projekty fabularne, w których gatunkowo zupełnie odchodzę od tego typu klimatów. 

Z czego wynika współczesny sukces past? I czy one nadal są tak samo popularne jak np. 10 lat temu?

Pasty zawdzięczają swoją popularność pewnemu algorytmowi mediów społecznościowych, który funkcjonował jakieś 10–15 lat temu. Promował formę tekstową, którą użytkownicy mogli sobie podsyłać. Dziś natomiast liczy się forma wizualna: triumfują krótkie treści, często zwane reelsami (w zależności od medium społecznościowego). Mamy wielu twórców, którzy pojawili się stosunkowo niedawno, a są już dużo bardziej popularni, niż ja kiedykolwiek byłem. Aktualnie znacznie więcej osób ma dostęp do sieci i social mediów, więc i same liczby jeszcze bardziej poszły w górę. 

Twórcy, o których wspominasz, operują też swoim wizerunkiem. A ty zdecydowałeś się pozostać anonimowy. 

Dokładnie tak. Zdecydowałem się na to przede wszystkim dlatego, że nigdy nie miałem potrzeby, by nagle zostać osobą publiczną. Kiedy zacząłem pisać, te teksty same w sobie były anonimowe, a ja wtedy nie zarabiałem na pisaniu. Dopiero po latach zobaczyłem swoje pierwsze pieniądze z tworzenia past! Ja wówczas miałem zupełnie inną pracę na pełny etat. Wyznam szczerze, że ona była zaskakująco poważna. Do dziś tam jeszcze działam, ale tak naprawdę to pisanie jest aktualnie moim głównym źródłem dochodu. 

Co to była za praca?

Niestety nie mogę zdradzić, bo moi pracodawcy od razu się połapią. (śmiech) Tak bardzo niszowy jest to zawód. 

fot. Canal+

Dobrze ci dzisiaj z tą anonimowością?

Bardzo. Na przestrzeni lat poznałem wiele popularnych osób i większość z nich mówi, że gdyby mogły cofnąć czas, wolałyby pozostać anonimowe. To nie jest takie proste, kiedy ktoś podchodzi do ciebie w sklepie i w jakiś sposób narusza twoją prywatność.

Niegdyś do języka codziennego wchodziły teksty z komedii Machulskiego lub Lubaszenki. Myślisz, że współcześni widzowie będą za jakiś czas podkradać powiedzonka z „Edukacji” lub „Emigracji”?

Problem polega na tym, że kiedyś widzowie mieli dostęp do znacznie mniejszej liczby produkcji i jak coś zostało puszczone w sobotni wieczór w TVP/Polsacie/TVN-ie, to znał to każdy. Wszyscy oglądaliśmy te same filmy, więc można było swobodnie przerzucać się kultowymi tekstami z nich, bo mieliśmy niemal pewność, że nasz rozmówca też to widział. Byliśmy wyposzczeni, jeśli chodzi o tego typu twórczość. Ludzie naoglądali się wielu amerykańskich produkcji i aktualnie zmieniły się zarówno oczekiwania, jak i rodzaj humoru, którym operujemy. Nastąpił przesyt treścią. Niegdyś wszyscy oglądaliśmy to samo, a teraz, głównie dzięki platformom streamingowym, każdy z nas sięga po coś zupełnie innego. Może pojawią się małe grupy osób, które razem oglądały np. „Emigrację XD” i jakimś cudem zapamiętały dialogi, którymi następnie będą operować – i tym sposobem te teksty staną się integralną częścią ich języka. Jeśli coś takiego nastąpi, będą to jednak raczej rzadkie przypadki – i z tym muszę się liczyć. (śmiech)

Parę lat temu w wywiadzie powiedziałeś, że nie czujesz się głosem pokolenia. Zatem kim jesteś?

Trudno zdefiniować, kto jest głosem pokolenia. Ja robię swoje i przyjemność sprawia mi moment, kiedy ktoś wysyła mi wiadomość, że te historie w pełni z nim rezonują, bo sam np. przeżył podobne przygody na emigracji. Planuję to robić dalej i mam nadzieję, że moja twórczość nadal będzie cieszyła się podobną popularnością.

Myślisz, że pasty przetrwają próbę czasu? Że za 30 lat wciąż będą nas śmieszyć? A może staną się jedynie echem przeszłości?

Na pewno przetrwają. Oczywiście nie wszystkie, ale myślę, że niektóre z nich będą wracały. I to w najmniej spodziewanych momentach.

Skomentuj