Polska gra Mouse: P.I. For Hire cieszy się z imponującej sprzedaży. Myszy rozbiły bank

Polska gra Mouse: P.I. For Hire cieszy się z imponującej sprzedaży. Myszy rozbiły bank
Myszy się mnożą, proszę pana.

Fumi Games zadebiutowało z przytupem. Mouse: P.I. For Hire, strzelanka retro w czarno-białej estetyce lat 30. (inspirowana m.in. wczesnym Disneyem) sprzedała się w 730 tysiącach kopii na wszystkich platformach w mniej niż miesiąc od premiery. Wydawca, PlaySide Studios, poinformował, że szacunkowe przychody wyniosły 21,4 miliona dolarów i w pełni pokryły wszystkie koszty – w tym publikację i marketing. W branży, gdzie nawet doświadczone studia AA mają czasem problem z wypłacalnością to wynik robiący wrażenie.

Przypomnijmy: gra osadza nas w roli Jacka Peppera, prawdziwego twardziela z cygarem w mysim pysku, który próbuje rozwiązywać sprawy w niebezpiecznym Mouseburgu. To klasyczna strzelanka oklejona noirową fabułą z motywami korupcji i moralnych dylematów, wszystko zaś oprawione w charakterystyczny styl animacji rodem sprzed 90 lat. Główny bohater otrzymał głos od samego Troya Bakera, którego możecie znać chociażby z The Last of Us.

Gra zebrała sporo pochwał: nasz redakcyjny kolega Eugeniusz stwierdził, że lepszej gry z myszami nigdzie nie znajdziemy. Miłych słów nie szczędził również legendarny twórca Gears of War, twierdząc, że polska strzelanka daje mu masę frajdy. Nie ma się co dziwić: tutaj wszystko prezentuje się po prostu dobrze, od wyjątkowo dobrej oprawy graficznej po naprawdę satysfakcjonującą rozgrywkę.

Szczególnie interesujący jest rozkład sprzedaży – aż połowa egzemplarzy trafiła na konsole, co świadczy o silnej widoczności tytułu tamże. To także ważny sygnał dla całego sektora niezależnego. W erze, gdzie mamy grafikę prawie fotorealistyczną, gdzie królują gry-usługi, to taki czarno-biały, ręcznie rysowany świat jawi się niczym świeży powiew. Fakt, że Mouse: P.I. For Hire odniosło taki sukces pokazuje tylko, że sztuka broni się sama. Dla Fumi Games to z kolei skok od debiutanta do uznanego twórcy i to tylko za sprawą jednego tytułu. Społeczność ma więc nadzieję, że developer postanowi pójść dalej dobrą drogą – i że dostaniemy albo DLC, albo nawet sequel. Trzymamy kciuki.

Skomentuj