Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Recenzja gry Forza Horizon 6

Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Recenzja gry Forza Horizon 6
Przeniesienie akcji do Japonii okazało się strzałem w dziesiątkę. Forza Horizon 6 dostarcza mnóstwa emocji, przynosząc serii świeżość, której ta bardzo potrzebowała.

Nie będę ukrywał, że Forza Horizon 5 mnie znudziła – i to do tego stopnia, iż nawet nie czekałem jakoś szczególnie na szóstą część. Obawiałem się pustego Tokio i powtórki z nudnawego Meksyku. Po ponad tygodniu spędzonym z Forzą Horizon 6 wiem jednak, że moje obawy były niepotrzebne. Nowa odsłona cyklu już stała się moją ulubioną w całej serii, przebijając nawet kultową „trójkę”.

Samochody w Japonii – tyle wystarczyło

Od pierwszej minuty zabawy Forza Horizon 6 dosłownie krzyczy: „Jesteśmy w Japonii!” czy „Zobacz – to Tokio!”. Początkowo może się wydawać, że twórcy robią to trochę na siłę i poza nową lokalizacją nie mają większego pomysłu na odświeżenie formuły. Nic bardziej mylnego – cały klimat idealnie wpisuje się w kulturę szybkich aut, nocnych wyścigów i tuningu.

Po pierwszych paru godzinach odniosłem wrażenie, że autorzy bez przerwy zmieniają charakter gry. Raz dostajemy klasycznego Horizona z festiwalem i wyścigami przełajowymi, chwilę później coś, co mocno przypomina Need for Speed: Carbon z nocnymi pojedynkami w zmodyfikowanych BMW i Audi. Innym razem zabawa zahacza o bardziej motorsportowe starcia rodem z Forzy Motorsport, by za moment przejść do szalonych wyścigów buggy i terenówek niczym w kultowym MotorStormie. To właśnie największa siła Forzy Horizon 6 – praktycznie nie sposób się tu nudzić, a tempo rozgrywki zostało świetnie wyważone.

Moją ulubioną atrakcją – kapitalnie oddającą japońskie klimaty – okazały się spokojniejsze sekcje, podczas których Mei, nasza przewodniczka po świecie FH6, oprowadza niewielką grupę po najważniejszych miejscach na mapie, serwując przy okazji ciekawostki dotyczące historii Kraju Kwitnącej Wiśni i lokalnej motoryzacji. Nie są to klasyczne wyścigi, tylko raczej rozbudowane zadania poboczne, podczas których najpierw poznajemy specyfikę danego regionu, by na końcu zmierzyć się w tematycznym pojedynku.

A poza tym? Przedpremierowe obawy dotyczące pustej mapy i „martwego” Tokio można spokojnie wyrzucić do kosza. Na drogach ruch jest mniej więcej taki jak w poprzednich częściach, a po wjechaniu do miasta liczba samochodów wyraźnie rośnie. Jasne, czasem trafiają się spokojniejsze odcinki, ale nigdy nie miałem poczucia sztucznie powiększonej mapy czy braku życia.

Choć może to zabrzmieć niepoważnie, kompletnie wciągnęła mnie minigra związana z dowożeniem jedzenia. Po kilku godzinach odblokowujemy zadania dla firmy kurierskiej Raku-Raku, w których naszym celem jest dostarczanie posiłków klientom w jak najkrótszym czasie. Wkręciłem się do tego stopnia, że dobre kilkadziesiąt minut jeździłem po Tokio jako dostawca smakołyków, wyobrażając sobie – zapewne kompletnie błędnie – że właśnie tak wygląda codzienność kuriera ścigającego się z algorytmem aplikacji.

Widać również, że twórcy mocno skupili się na spójności całego doświadczenia. Zarówno misje, jak i samochody są wyraźnie powiązane z japońską kulturą motoryzacyjną. W Forzy Horizon 5 niejednokrotnie miałem poczucie, że część wydarzeń kompletnie nie pasuje do miejsca akcji. Tutaj taki problem praktycznie nie występuje.

Gra wypełniona zawartością po brzegi

W porównaniu z FH5 „szóstka” oferuje też znacznie ciekawszą mapę, podzieloną na wyraźnie różniące się regiony – mimo wszystko tworzące bardzo spójną całość. Mamy tu gęste lasy, długie autostrady, malownicze wybrzeża, tętniące życiem Tokio czy ośnieżone resorty narciarskie w górach. Czuć też skalę świata – przejazd pomiędzy oddalonymi od siebie miejscami kolejnych wyścigów potrafi trochę potrwać. Twórcy przed premierą chwalili się, że wirtualna Japonia jest ponad dwa razy większa od Meksyku z „piątki”, i faktycznie można to odczuć.

Dalsze regiony odblokowują się wraz z postępami w kampanii, a każdy etap kończy mniej lub bardziej szalony event specjalny. Bez większych spoilerów mogę zdradzić, że są to jedne z najbardziej odjechanych wydarzeń w historii serii, które świetnie wpisują się w japońską otoczkę gry. Tory zamieniają się wtedy w kompletny chaos, kamera regularnie przechodzi w efektowne zwolnienia tempa, a przeciwnikami bywają nawet gigantyczne roboty przypominające Gundamy.

Na plus zaliczam również fakt, że kampania praktycznie nie wymaga grindu. Postęp jest naturalny i nawet bez wygrywania każdego wyścigu następujące po sobie rozdziały odblokowują się w sensownym tempie. Oczywiście klasycznie dla serii trochę cierpi na tym poczucie progresji, bo już od początku dostajemy dostęp do bardzo szybkich pojazdów. Niemniej rozumiem, że nie każdy chciałby spędzać długie godziny za kierownicą stockowego Civica przyspieszającego do setki w dwa dni robocze. Nowym graczom spodoba się też fakt, że Forza Horizon 6 jest mniej przytłaczająca od swojej poprzedniczki i pozwala błyskawicznie przeskakiwać pomiędzy wyścigami z poziomu menu, bez konieczności ręcznego wyszukiwania wszystkiego na mapie.

Lista samochodów również robi świetne wrażenie. W dniu premiery gry widnieje na niej 500 aut i choć nadal jest tu sporo modeli obecnych w serii od wielu lat, widać, że tym razem autorzy mocno postawili na japońską motoryzację. Nissan, Toyota, Mitsubishi, Honda, Subaru, Lexus czy Mazda – fani pojazdów z tej części globu będą zachwyceni. Podoba mi się też, że uwagę poświęcono nie tylko supersamochodom. Nawet niewielkie kei cary potraktowano z miłością, a ściganie się nimi jest zwyczajnie przezabawne.

Świetnie wypada również konieczność ciągłego zmieniania wozów. Różne wydarzenia wymagają konkretnych klas i typów, więc trudno przez kilkadziesiąt godzin jeździć jednym autem. Z czasem każdy znajdzie oczywiście swoich ulubieńców, ale właśnie na tym polega urok tego cyklu – na eksperymentowaniu i poznawaniu kolejnych maszyn. Tym bardziej że ceny w salonach są całkiem rozsądne.

To nadal ta sama Forza Horizon, którą znacie

Choć Forza Horizon 6 bardzo mi się podoba, kilka problemów stale powracających w serii wciąż jest tu obecnych. Najsłabszym elementem oprawy audiowizualnej pozostaje dźwięk samochodów. Wiele aut brzmi zbyt podobnie i brakuje im charakteru – różnice pomiędzy Suprą, Lancerem czy Imprezą nie są tak wyraźne, jak powinny. Część modeli ma natomiast świetne efekty audio, więc tym bardziej szkoda, że nie dopracowano całej reszty.

W kampanii fabularnej nadal nie można pomijać przerywników filmowych, a niektóre sceny potrafią wywołać ciarki żenady. Nie jest już tak źle jak w FH5, ale do naprawdę angażującej historii ciągle daleko.

W modelu jazdy i sterowania twórcy nie próbują przeprowadzać rewolucji – i chyba słusznie. Rozgrywka nadal świetnie balansuje pomiędzy zręcznościową jazdą a lekkim realizmem, zaś ogrom opcji pozwala dostosować poziom trudności i zachowanie samochodów do własnych preferencji.

Przed premierą nie miałem wielu okazji do testowania trybu multiplayer, bo znalezienie innych graczy zajmowało czasami nawet 10 minut, ale wszystko wskazuje na to, że sieciowa zabawa działa bez większych utrudnień. Niektórym spodoba się też możliwość personalizowania własnych posiadłości i chwalenia się nimi innymi graczom. Ja tradycyjnie zostawiłem domyślny „domek”, ale widziałem już kilka projektów, które robiły naprawdę świetne wrażenie.

Na pececie jest przyjemnie, choć bez rewolucji

Mimo że twórcy zapowiadali duże zmiany graficzne, w tym dodanie ray tracingu podczas wyścigów, ostatecznie obyło się bez większy zmian. Wygląda na to, że czasy, w których gry wyścigowe wyznaczały nowe granice realizmu i służyły jako pokaz możliwości sprzętu, powoli dobiegają końca.

Forza Horizon 6 nadal jest bardzo ładną pozycją i w maksymalnych ustawieniach potrafi zachwycić – szczególnie podczas zachodów słońca czy ulewnych deszczów. Poza lepszym oświetleniem wykorzystującym RTGI i bardziej realistycznymi odbiciami trudno jednak mówić o gigantycznym skoku jakości względem Forzy Horizon 5.

Na moim pececie z RTX-em 5070 Ti i Ryzenem 7 9800 X3D nie miałem problemów z utrzymaniem co najmniej 60 fps przy maksymalnych ustawieniach graficznych, ray tracingu oraz rozdzielczości 3440 × 1440 pikseli. W mniej wymagających lokacjach liczba klatek na sekundę przekraczała nawet 80–90 z włączonym DLSS-em w trybie jakości. Niestety klasycznie dla serii nadal uświadczymy tu sporo ekranów ładowania, a przejścia pomiędzy lokacjami potrafią chwilę trwać.

Gorzej sytuacja wygląda bliżej wymagań minimalnych. Mój ROG Xbox Ally X był w stanie utrzymać względnie stabilne 60 fps wyłącznie w niskich ustawieniach, w 1080p z FSR-em w trybie „zbalansowanym”. To wyraźnie słabszy rezultat niż w przypadku Forzy Horizon 5, gdzie bez kłopotu osiągałem 60 fps przy wysokich detalach i bez upscalingu. Co gorsza, FH6 w niskich wygląda gorzej niż jej poprzedniczka w wysokich. Na razie trudno mi znaleźć uzasadnienie dla tak dużego spadku wydajności względem jakości grafiki.

Czekam na więcej zawartości

Dawno nie zdarzyło mi się, żebym po kilkudziesięciu godzinach obcowania z tak ogromną grą nadal chciał więcej zawartości, tymczasem właśnie tak mam z Forzą Horizon 6. Już teraz wiem, że w endgame’owym Legend Island spędzę mnóstwo czasu, a do tego liczę na rozbudowane dodatki z nowymi regionami, samochodami i kolejnymi szalonymi wyścigami.

Do tej pory bawiłem się znakomicie i naprawdę uważam, że Forza Horizon 6 jest najlepszą odsłoną całej serii. Jeśli lubicie motoryzację i arcade’owe ściganie, bez problemu przepadniecie tu na dziesiątki, a może nawet setki godzin. Gra zapewnia mnóstwo adrenaliny, piękne widoki, fantastyczne samochody i pozwala kompletnie zanurzyć się w wirtualnej Japonii.

Forzy Horizon 6 graliśmy na PC.

Forza Horizon 6 – ocena i podsumowanie

OCENA: 9

PODSUMOWANIE: Forza Horizon 6 jest duża, pełna zawartości i aż chce się w nią grać. Po kilkunastu godzinach spędzonych z wirtualną Japonią już wiem, że to moja ulubiona część serii, a obecność wielu aut z Kraju Kwitnącej Wiśni jest wisienką na torcie.

PLUSY:

  • świetna, duża mapa;
  • genialnie oddana specyfika Japonii;
  • mnóstwo angażujących aktywności;
  • dobry wybór samochodów na start;
  • różnorodność dostępnych wyzwań;
  • niezła optymalizacja.

MINUSY:

  • oprawa graficzna bez rewolucji;
  • sporo ekranów ładowania;
  • dźwięk aut mógłby być lepszy.

3 odpowiedzi do “Nie sądziłem, że będzie aż tak dobrze. Recenzja gry Forza Horizon 6”

  1. KierowcaBombowca 14 maja 2026 o 14:34

    „dźwięk aut mógłby być lepszy.”

    Może gamingowe słuchawki z ANC trzeba założyć.

  2. Mało konkretów jak na recenzję.

    A co z customizacją samochodów? Nadal ogranicza się do paskudnego spoilera, dodatkowego skrzydła na przednim zderzaku i 2 kapsli po harnasiu na masce?

    Jak z butami? Nadal fizyka zaczyna się psuć po wyskoczeniu z nieodpowiedniego pagórka, czy najechaniu na niewłaściwy kamień?

    Co ze ścieżką dźwiękową? Czy muzyka w radiu pasuje do gry wyścigowej, czy znowu dostajemy festiwal muzyczny dla instagramerek jak w Horizon 5?

    Czy dialogi i fabuła nadal powodują krwotok wewnętrzny jak w Horizon 5, gdzie co drugi dialog podkreślał unikalne meksykańskie wartości kulturowe – rodzina i VW Beetle?

    • A co z customizacją samochodów? -> bez zmian
      Co ze ścieżką dźwiękową? -> bez zmian, poza stacją japońską, ta ma swój urok
      Czy dialogi i fabuła nadal powodują krwotok wewnętrzny -> tak, jak pisałem ” niektóre sceny potrafią wywołać ciarki żenady. Nie jest już tak źle jak w FH5, ale do naprawdę angażującej historii ciągle daleko.”
      Co do fizyki jazdy – jest nieźle, ale dużej różnicy z FH5 nie zobaczysz

Skomentuj