Znamy zawartość wersji premierowej No Rest for the Wicked. Niestety, właściciele Xboksów i Switchów muszą na razie obejść się smakiem
Nie wiem jak wy, ale ja nie spodziewałem się usłyszeć podczas wczorajszego State of Play o No Rest for the Wicked. W końcu to „absurdalnie dobre” i „rewolucyjne” RPG akcji chwilę temu chwaliło się sprzedażą na poziomie półtora miliona kopii w zaledwie dwa lata po wystartowaniu wczesnego dostępu. I nie wiem, może jestem po prostu nieufny wobec tytułów tak głośno zachwalanych przez ich własnych twórców, ale dotychczasowe doniesienia raczej sugerowały, że w tym wczesnym dostępie grze jest po prostu wygodnie, więc na oficjalną premierę możemy poczekać jeszcze długo.
Tymczasem gdzieś między odświeżonymi Dynasty Warriorsami a Onimushą zapowiedziano wersję 1.0 No Resta, w tym także na PS5. Tytuł zadebiutować ma w październiku tego roku, lecz nie będzie to jego jedyna premiera. Jak wynika bowiem z karty gry na Steamie (i co pokrywa się z naszymi wcześniejszymi doniesieniami), Moon Studios na razie ma w planach wydać swoje dzieło na stosunkowo łatwe w przeportowaniu platformy, które dodatkowo cieszą się największymi bazami użytkowników. W praktyce oznacza to, że właściciele Xboksów i drugiego Switcha muszą jeszcze trochę poczekać, ale prędzej czy później tytuł trafi także do nich.
No dobra, ale co tak naprawdę dostaniemy tej jesieni? Jak na razie tytuł zapowiada się jako solidny produkt dla graczy zarówno solowych, jak i tych lubiących dzielić katusze z najbliższymi. Twórcy zapowiadają więc dołożenie nie mniej niż 15 nowych, ręcznie tworzonych regionów pełnych przerażających bossów czy ukrytych sekretów, a także nowy tryb hordy. W jej odparciu ma nam pomóc zupełnie nowy system klas, dzięki czemu mamy mieć większą możliwość dostosowania swojej postaci do panujących potrzeb.

Zapowiedziano także całą masę przerywników filmowych opowiadających fabułę gry, a te jak do tej pory trzymały całkiem wysoki poziom. Wersja 1.0 zaoferuje więc ponad 60 godzin nowej zabawy, co finalnie plasowałoby No Resta w kategorii gier wymagających około 100 godzin do ukończenia. Wiadomo, najwięksi zapaleńcy spędzą pewnie znacznie więcej czasu w alternatywnych trybach gry, próbując na przykład pozbyć się każdego bossa z Tygla lub wytrwać do ostatniej fali nacierającej hordy.
Rozgrywkę wydłuży również opcja międzyplatformowego crossplayu, dzięki któremu będziemy mogli zaprosić do swojego świata także graczy posługujących się innym sprzętem. To jak, czekacie na ten tytuł? Ja nawet bardzo.