Ubisoft z hukiem zamyka kolejne studio, tym razem w Winnipeg. Ofiarą zwolnień padli developerzy od silników
Ubisoft całkowicie zamknął swoje studio w kanadyjskim Winnipeg. Pracę straciło kilkadziesiąt osób – według pierwszych doniesień około 85, chociaż po potwierdzeniach ze strony Ubisoftu Canada mowa raczej o 65 pracownikach. Rzecznik firmy przyznał w rozmowie z MobileSyrup, że zwolnieniami objęto cały zespół. Decyzja uderza też w kilka projektów realizowanych we współpracy z innymi oddziałami, m.in. z Ubisoftem Montreal.
Winnipeg nie było jednak typowym studiem developerskim. Otwarte w 2018 roku, specjalizowało się w technologiach – zespół liczący około 100 osób pracował nad kluczowymi silnikami firmy, takimi jak Anvil czy Snowdrop. Narzędzia stworzone w Winnipeg wspierały produkcję takich tytułów jak Assassin’s Creed Valhalla, Far Cry 6, Watch Dogs: Legion czy Rainbow Six Mobile.
W materiałach promocyjnych Ubisoft chętnie opisywał Winnipeg jako skupione na technologiach studio z pasją do innowacji. Zespół organizował cykliczne sesje poświęcone nowym technologiom, rozwijał m.in. rozwiązania z zakresu dostępności dla graczy z niepełnosprawnościami i narzędzie do fotogrametrii pozwalające tanio tworzyć wysokiej jakości modele 3D. Studio wspierało też lokalną społeczność – edukację i mentoring. Klimat zespołu podsumowano jednym słowem: innowacyjny. Jak się okazuje, w arkuszu kalkulacyjnym taka rubryka jednak nie istnieje, a francuska gilotyna doleciała aż do Kanady.
Zamknięcie Winnipeg to zresztą tylko fragment większego obrazu. Pojawiają się bowiem doniesienia o likwidacji Ubisoft Belgrade (ok. 100 osób) oraz cięciach w Barcelonie (ok. 50 stanowisk). Łacznie w tej rundzie pracę może stracić nawet 380 osób – a to przecież dopiero kolejna fala zwolnień w tym koszmarnym tsunami. Wcześniej redukcje dotknęły m.in. Massive Entertainment czy sztokholmski oddział firmy.

Ubisoft od kilku lat zmaga się z wynikami słabszej sprzedaży, więc tkwi w klątwie niekończącej się restrukturyzacji. Ze złego snu może go wybudzić chyba tylko przystojny książę prawników albo całkowite rozbicie się o dno giełdy. Tyle dobrze, że doświadczeni specjaliści od silników długo nie posiedzą na bezrobociu – ale niesmak pozostaje.
„Bardzo dobrze. Na co komu pracownicy? Im trzeba płacić!”. I znów ten populizm i odwoływanie się do chłopskiego rozumu. Jest oczywistym, że za obecny stan Ubisoftu odpowiadają lata złego zarządzania i całe mnóstwo błędnych decyzji, ale mleko już się rozlało i restrukturyzacja nie jest jakimś tam wymysłem, tylko koniecznością. To nie tak, że Guillemot siedzi sobie w gabinecie i z szelmowskim uśmieszkiem skreśla kolejne nazwiska z listy płac, bo sprawia mu to przyjemność. Gdy firma dobrze sobie radziła, to zatrudniała na potęgę. Teraz radzi sobie fatalnie, więc jest zmuszona ciąć koszty. To nie jest przypadek Microsoftu, który osiągając rok za rokiem kolejne rekordowe zyski jednocześnie tnie etaty. Ubisoft jest wdzięcznym chłopcem do bicia, ale póki co „rozwiązania” proponowane przez krytyków ograniczają się do komunałów w stylu „zacznijcie robić dobre gry”. Uwielbiam – klasyczne proste rozwiązanie trudnego problemu. Jak czegoś nie ma, to zrobić tak, żeby było. I już.
Ja mam lepsze rozwiązanie: skasujcie ten bezużyteczny uPlay i zacznijcie wydawać gry na Steam bez zbędnego spywaru.