FIFA, PES, Era Futbolu? Ja zaczynałem od zapomnianej Korei i Japonii, czyli czas na mundial!
Pierwszy turniej rangi Mistrzostw Świata, który pamiętam, odbył się w 2002 roku na boiskach Korei i Japonii, a pierwsze świadome piłkarskie wspomnienie w ogóle to wyrównujący gol Sylvaina Wiltorda w doliczonym czasie gry finału Euro 2000*.
Jako dziecko ślepo wierzyłem w zapewnienia Jurka Engela, że jedziemy po medal… Z racji azjatyckich gospodarzy mecze były rozgrywane o bezsensownych porach – tak samo jak będzie teraz – więc o 0:2 z Koreą Południową dowiedziałem się od kierowcy autobusu, którym wracałem ze szkoły do domu. Pamiętam, jakby to było wczoraj, że powiedziałem mu z całą pewnością mojego 10-letniego jestestwa: „ODROBIĄ”.
Z perspektywy czasu muszę przyznać, że jeśli ktoś wtedy cokolwiek odrobił, to ja – bolesną lekcję odnoszącą się do kibicowania reprezentacji Polski. Okazuje się ona zresztą aktualna do dzisiaj, bo choć pojawiały się wyjątki w postaci Euro 2016, to potwierdzały regułę przeciętności rodzimej kadry.

Futbol komputerowy
Ale nie, nie będę tracił czasu na rozmowę na temat obecnego stanu naszego futbolu. Zamiast tego opowiem wam o moim pierwszym zetknięciu się z grą piłkarską, co miało miejsce tuż przed wspomnianym mundialem w 2002 roku. I nie, nie była to – reklamowana uśmiechniętym wąsem Jurka Engela – Era Futbolu. Ja w kiosku trafiłem na Piłkarskie Mistrzostwa Świata 2002: Korea-Japonia Ascaronu. I – zgodnie z syndromem, który roboczo nazywam „brakiem świadomości lepszego”** – przepadłem na setki godzin.
Za 19,99 zł dostawaliśmy zresztą nie tylko grę, ale również przygotowany przez „Bravo Sport” skarb kibica. Sama produkcja pozwalała rozegrać tytułowy turniej i wznieść puchar za mundialowy triumf. A to wszystko przy komentarzu Mateusza Borka! Więcej do szczęścia nie potrzebowałem, nie przeszkadzała mi toporna rozgrywka ani brak licencji. Skądże znowu, siedziałem godzinami w edytorze i poprawiałem nazwiska zawodników na właściwe, a także podkręcałem im statystyki zgodnie z moim małoletnim spojrzeniem na futbol.
Kupę czasu spędziłem, wygrywając wszelakie rozgrywki ligowe i prowadząc wieloletnią karierę menedżerską, ale jeśli mnie pamięć nie myli, w grze były dostępne także retrospektywne spotkania z historii mundialu, które na dzieciaku robiły ogromne wrażenie. Warto przy tym nadmienić, że w trakcie dłuższych rozgrywek pojawiał się bug, który uniemożliwiał rozegranie meczu. Gra ścinała się w pewnym momencie i pozostawał tylko restart. Istniała jednak niewielka szansa, że przy którejś próbie błąd nie wystąpi i uda się pchnąć karierę dalej. Więc jako dziecko powtarzałem niektóre spotkania dziesiątki razy w nadziei, że szczęście się do mnie uśmiechnie.
Siła przyjaźni
Czas na związaną z tym historię rodem z „Chwili dla Ciebie”. Pamiętam, że kiedyś wpadł do mnie kumpel z podstawówki – pozdrawiam z tej strony Jacka! – na granie. Siadaliśmy do klawiatury na zmianę – on robił wyścig w Need for Speed: Hot Pursuit 2, a ja mecz w grze Ascaronu. No i pech chciał, że trafiliśmy akurat na zacinające się spotkanie. Będąc młodocianym egoistą, twierdziłem, że skoro nie dokończyłem meczu, to go nie zagrałem – logika nie do podważenia. Próbowałem chyba przez dwie godziny (mój pecet, moje zasady), a kolega w końcu powiedział, że on to w sumie musi już iść. Więcej „na komputer” już nie przyjechał. A ja, choć kilka lat później odkryłem Fifę i PES-a, to Piłkarskie Mistrzostwa Świata 2002: Korea-Japonia darzę sentymentem do dzisiaj. Nie tylko wirtualną kopaninę zresztą, ale faktyczny turniej też.
Co się z kolei tyczy startującego właśnie mundialu, to wprawdzie dzisiaj brakuje mi tej dziecięcej naiwności sprzed lat, a na turnieju zabraknie naszej reprezentacji, jednak gdzieś tam w sercu tli się iskierka radości. Nawet jeśli FIFA i politycy bardzo się starali ją zgasić, a godziny rozgrywania meczów dla Europejczyków nie mają sensu. Parafrazując starą przyśpiewkę znaną każdemu (poturbowanemu przez wyczyny naszych piłkarzy) kibicowi – nie ma co czekać, czy faktycznie „już za cztery lata, Polska będzie Mistrzem Świata”, skoro największe piłkarskie święto dzieje się tu i teraz.
(*) Do złotego gola Trezegueta ledwo dotrwałem, pamiętam, że krzyki komentatorów wybudziły mnie już z drzemki.
(**) Gdybym wcześniej natrafił na Fifę lub PES-a, to na grę Ascaronu nawet bym nie splunął.
Wzruszająca i chwytająca za serce historia która trzyma w napięciu do końca.
Nie myślałeś może o wydaniu pamiętników albo innej dłuższej formy?