Apokalipsa łagodnie uśmiechnięta. Xbox bije rekord zwolnień, a my bijemy mu brawo [FELIETON]

Apokalipsa łagodnie uśmiechnięta. Xbox bije rekord zwolnień, a my bijemy mu brawo [FELIETON]
Co mówi Pan Microsoft, gdy widzi próby gaszenia pożaru w Xboksie? „To nie ja, to moja Sharma”.

Kiedyś to było. Gorący pojedynek PlayStation i Xboksa. Dwóch korpoamantów walczyło o nasze względy, kusząc nowymi technologiami, grami pudełkowymi i spektakularnymi pokazami na E3. Krótko mówiąc, wybieraliśmy tego absztyfikanta, który oferował więcej, radził sobie lepiej i bardziej nam pasował. A dziś? Cóż, dziś w zasadzie – tkwiąc w toksycznym trójkącie – zastanawiamy się, kto mniej nas smuci, denerwuje i olewa. Z dwojga złego lepszy ten mniej przemocowy partner.

Aż czy tylko?

Nagle więc przychylniejszym okiem patrzymy w stronę Ashy Sharmy, która może i ogłosiła największe masowe zwolnienia w historii branży growej (3200 osób), ale przynajmniej nie zamknęła żadnego ze studiów (a ściąć im łby miała!) ani nie anulowała żadnego projektu (a przecież mogła zabić!). Czyli wiadomo jak, ale stabilnie. I te pozory stabilności – okruchy empatii czy racjonalizmu – zaczynają wystarczyć, żeby po cichu pomyśleć, iż nie takie najgorsze to korpo.

I może najgorsze rzeczywiście nie jest, ale pomija się w tym wszystkim bezprecedensową skalę „cięć”. Na tle całego Microsoftu wyglądają one raczej śmiesznie, te parę tysięcy osób to nieco ponad 2% całej siły roboczej, ale już jedna piąta pionu samego Xboksa. A jeśli spojrzeć na postcovidowy kryzys w branży gier, nie sposób nie dostrzec, że „Zieloni” w jeden dzień odhaczyli jedną trzecią „normy” ustalonej w 2025 roku (wówczas w całym gamedevie liczba zwolnień przekroczyła 9000). Za tymi kosmicznymi liczbami nie stoją z kolei żadne pomarańcze, tylko żywi ludzie, muszący zapłacić za lata nietrafionych decyzji podjętych na samym szczycie (również przez Phila Spencera).

Polityka niespójności

Xbox tkwił w błędnym kole od lat. Najpierw wydawał gigantyczne pieniądze na studia. Potem prosił przejęte firmy, by z pasją produkowały wysokiej jakości gry, które nawet nie muszą zarabiać kokosów, byle tylko stanowiły atrakcyjną część katalogu Game Passa. Na samym końcu, gdy projekt okazywał się jednak nierentowny, odpowiedzialna za niego ekipa zostawała odstrzelona niezależnie od tego, czy dostała wcześniej wystarczająco dużo wsparcia marketingowego od działu reklamy swego nowego właściciela.

Jak się jednak dowiadujemy od Ashy Sharmy, tak czy siak na każdego zainwestowanego przez Microsoft dolara przypadały 64 centy straty. Tak budowane przedsiębiorstwo szkodziło każdemu – swoim pracownikom, swoim studiom i sobie. Reset musiał więc nadejść, ale nie dopatrujmy się w nim altruizmu czy aktu poświęcenia – to kalkulacja biznesowa z elementami damage control i próby zachowania twarzy wobec graczy.

Krwawa, acz cicha optymalizacja

Nie doszukiwałbym się w przetrwaniu Double Fine, sprzedaży Ninja Theory czy trzymaniu pod respiratorem studia Arkane Lyon dobroci serca. Asha Sharma miała ponoć wnieść do Xboksa startupowy temperament oraz sposób myślenia – z chłodnym koncernowym pragmatyzmem wygrywa więc u niej na razie logika stawania w opozycji do przyjętego modelu działania. Ktoś tu próbuje odwrócić dotychczasową narrację wokół Xboksa pożerającego własne dzieci, bo wie, że może mu się to opłacić.

Jeśli zrzucasz właśnie bombę atomową, a wielu internautów odbiera ją jako ruch prokonsumencki (bo przecież media głosiły, że nadchodzą wielkie zamknięcia), to znaczy, że robisz coś niebywale sprytnie. A że deklarujesz pośrednio skupienie się na grach-usługach, popularnych IP oraz rynku mobilnym, choć ukrywasz ów przekaz za zgrabną korpomową? To w tym momencie się nie liczy, bo teraz każdy mówi o przetrwaniu. Co prawda nie twoim i nie twoich pracowników, tylko paru ambitnych studiów, ale mniejsza! Asha Sharma udowodniła właśnie, że może nie jest mocno zapaloną graczką, ale za to naprawdę poważna i konkretna z niej zawodniczka. (odpala intro „Sukcesji”)

4 odpowiedzi do “Apokalipsa łagodnie uśmiechnięta. Xbox bije rekord zwolnień, a my bijemy mu brawo [FELIETON]”

  1. Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, że korporacje to zło, to czas się obudzić. Zresztą korpo to zło, politycy to zło, wymiar sprawiedliwości to zło. Dymają nas wszyscy, którzy mają jakąś władzę. Jakkolwiek pesymistycznie by to nie brzmiało, to taka jest prawda. Dymają nas, a my dymać się dajemy. Nikt z nas tak naprawdę nie walczy z systemem, więc system robi co chce. Nie mamy nad tym żadnej kontroli i pewnie nigdy nie mieliśmy. „Rządzący” (w cudzysłowie, bo mam na myśli nie tylko rząd, ale i korporacje i innych rządzących naszym życiem) nie są altruistami, nie są naszymi przyjaciółmi. Działają zawsze i wszędzie dla siebie.

  2. Artur Mazurek 7 lipca 2026 o 12:19

    „Dziś w zasadzie – tkwiąc w toksycznym trójkącie – zastanawiamy się, kto mniej nas smuci, denerwuje i olewa. Z dwojga złego lepszy ten mniej przemocowy partner”. Wyjątkowo trafna konkluzja wszystkiego, co się ostatnio dzieje wokół branży. Zamiast ekscytować się grami, bezradnie obserwujemy ten cały ten korpobajzel.

  3. Kaznodzieja Steama 7 lipca 2026 o 12:31

    Może i ładnie uśmiechnięta,ale przynajmniej rekordowe zwolnienia są za jej kadencji

Skomentuj