Twórcy klasyka z lat 90. zarzekają się, że nie użyli AI przy odświeżaniu kolekcji. Internet śmie wątpić
Pamiętacie serię James Pond? Macie prawo nie pamiętać. Ta humorystyczna wariacja na temat przygód Jamesa Bonda podbijała konsole w latach 90., po czym słuch o niej w dużej mierze zaginął. Tęsknicie? Nic się nie martwcie, bo na Switcha 2 zmierza kolekcja zawierająca 4 gry z serii pod tytułem The James Pond Legacy: The Pond Is Not Enough. Problem jest taki, że zwiastun… no… zobaczcie sami.
Jeśli zapaliły się wam w głowie czerwone lampki wskazujące na ostre użycie sztucznej inteligencji, nie jesteście sami. Internauci – włącznie z tymi, których seria James Pond w ogóle nie obchodzi – przecierają oczy ze zdumienia i kpią okrutnie z naiwnej wiary twórców w to, że nikt nie zauważy, jak niewiele wysiłku włożyli w „odświeżone” assety. Prawdziwa komedia zaczęła się jednak z chwilą, w której studio System 3 postanowiło „udowodnić”, że wszystko narysowało ręcznie.
Na swojej stronie firma udostępniła podejrzanie robotyczny artykuł przekonujący, że wszystkie assety widoczne na zwiastunie powstały ludzką ręką. Oto grafika, która miała zamknąć krytykom usta, pokazując proces (rzekomych) artystów.

Powtórzę się – jeśli wygląda to wam podejrzanie, to nie jesteście w tym osamotnieni. Styl sztucznej inteligencji jest trudny do opisania słowami, ale chyba zgodzimy się wszyscy, że to właśnie on. Cóż, przynajmniej twórcy uspokajają – nowe assety nie zastąpią starej pikselozy. Pojawią się jedynie w menusach wyboru gry i innych takich ekranach, które zobaczymy wyłącznie w kolekcji na Switcha 2.
Użycie sztucznej inteligencji do produkcji gier to temat bardzo kontrowersyjny, nawet kiedy jej udział w ostatecznym wcieleniu tytułu jest nikły. Wypuszczenie jednak produktu, który składa się prawie wyłącznie z „dzieł” AI, to już coś niesmacznego nawet dla nastawionych do tematu w miarę neutralnie. Nic dziwnego, że The James Pond Legacy stało się obiektem drwin – szczególnie „dowody” na ręczne stworzenie assetów, jakich dostarczyli twórcy.


A potem taki „twórca” chce nam opchnąć licencję na granie w jego grę i jeszcze wyciąga rękę po pieniądze. 😀