To koniec bijatyki ze świata LoL-a. Riot kończy aktywny rozwój 2XKO
Riot Games ogłosiło 20 sierpnia, że w grudniu tego roku kończy aktywny rozwój 2XKO. Gra co prawda nie znika, nadal można ją za darmo pobrać na pecety, PlayStation 5 i Xboksy Series X i S, serwery mają też działać także po 2026 roku, a tryb offline nie ulegnie zmianie w ogóle, po prostu nie będzie dostawała dalszych łatek i aktualizacji.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy studio obserwowało trajektorię 2XKO i uznało, że obraz jest jasny i niestety spójny: dzieło jest popularne pośród wielu graczy, którzy zdążyli zbudować w miarę zgraną społeczność, ale nadal nie ma ich tylu, żeby opracować strategię zrównoważonego rozwoju.
2XKO (wcześniej: Projekt L) jest pierwszą pełnoprawną bijatyką, która wyszła spod skrzydeł Riotu. Utrzymał się na rynku niecały rok, licząc wczesny dostęp. Trochę ponad pół roku, jeżeli patrzeć od 1.0. To niezbyt długo.
Trzy tygodnie po premierze na konsole Riot zwolnił 80 osób, czyli mniej więcej połowę zespołu odpowiedzialnego za 2XKO. Reżyser Tom Cannon tłumaczył podówczas, że tytuł trafił do pasjonującej niszy, ale… no właśnie. Niszy. Utrzymanie gry kosztowało znacznie więcej niż gra przynosiła. Pozostali próbowali jeszcze ratować tonący statek nowymi postaciami i trybami, ale klamka powoli zapadała. Zaangażowanie nie rosło.
Studio wyłączyło już możliwość kupowania KO Points i zwraca wszystkie pieniądze wydane w grze do 20 sierpnia włącznie. Jest to przyzwoite zachowanie.
Riot chciało mieć swoją bijatykę i to zrozumiałe. Miała być to gra, w której fani gatunku będą grać ze znajomymi, a dzięki darmowemu modelowi próg wejścia był niższy. I rzeczywiście, potwora znalazła swojego amatora, małą oraz wierną bazę graczy. Reszta – nawet ci, którzy regularnie siedzieli w Street Fighterze czy Tekkenie – nie znalazła powodu, żeby zostać. Gra nie trafiła też na Steama, dlatego nawet nie ma wykresów, na które dałoby się wskazać palcem. Poza eventami na Twitchu było raczej cicho.

Cóż, kolejna gra-usługa, która była zakładem wielkiego studia z własnymi graczami. Serwery działają nadal, ale ile to potrwa – trudno powiedzieć.