Mikrotransakcje znów pod lupą UE. Urzędnicy biorą się za dziwne praktyki sprzedażowe twórców gier
Unijne instytucje chroniące konsumentów zazwyczaj zaczynają od bycia uprzejmym. Wysyłają pisemko, grzecznie klepią delikwenta po dłoni, pytają, czy wszystko okej i czy można wejść. Tym razem po prostu weszły: 30 września sieć Consumer Protection Cooperation – czyli krajowe urzędy z UE i EOG – zarządzane przez Komisję Europejską, oznajmiła, że przeprowadza skoordynowane działania wobec konkretnych studiów.
Wśród nich znaleźli się: Crytek, InnoGames, King, Mojang, Plarium, PLR Worldwide Sales, Riot Games, Supercell oraz Ubisoft. Pod lupę urzędników trafiają więc m.in. Minecraft, Valorant, Candy Crush Saga, Clash of Clans, For Honor, Hunt: Showdown 1896 oraz Forge of Empires. Równolegle toczy się włoskie postępowanie wobec Activision Blizzard. Włochom pomagają Norwedzy i Duńczycy, którzy chcą wiedzieć, jak te wszystkie tytuły wpływają na najmłodszych i czy naruszono unijne przepisy o ochronie konsumentów.
Kontrolerzy interesują się paroma ważnymi kwestiami: po pierwsze, czy gry prezentują ceny w realnych pieniądzach, czy nie zmuszają do zakupu większej ilości waluty niż potrzebujemy, czy respektują prawo konsumenta od odstąpienia od umowy i czy w odpowiedni sposób chronią niepełnoletnich. I tutaj wchodzi element, o którym mówiłam na początku: najpierw przyszli i grzecznie poklepali po dłoni, porozmawiali z przedstawicielami branży, zapukali do drzwi, wysłali niewiążące wytyczne i zostali zignorowani. Teraz przychodzą z audytem.
Zabawna sprawa, bo ostatnio kupowałam przepustkę bojową do League of Legends i najtańsza kosztowała 1650 punktów Riot. Zostawiam wam zagadkę, czego nie ma na obrazku:

Tak jest zresztą w wielu grach: w sklepie masz skórkę za 1200 Super Magicznych Kryształów, ale paczki są tylko po 1000 i 2200, więc kupujemy za 1200 i zostaje nam 1000, no to na kolejną skórkę musimy kupić 1000… rozumiecie, takie praktyki, nieprzydatne do niczego resztki, które nigdy się jakoś przyzwoicie nie odkładają.
Branża, reprezentowana przez Video Games Europe oraz Europejską Federację Twórców Gier, zapewnia, że rozmowy były konstruktywne, a oni mieli nawet propozycje. Miały być to m.in. przejrzyste ceny czy zwroty za nietknięte paczki w ciągu 48 godzin, miesięczne uprzedzenie przed usunięciem nabytych treści, rozszerzona kontrola rodzicielska. I zwrot za zakupy, jeżeli dokonały go dzieci bez zgody rodziców. Jest jednak lśniący, ostry haczyk z zadziorami: odmawiają oni uznania walut w grach za coś, co nazywamy „cyfrową reprezentacją wartości”, czyli czegoś w rodzaju kryptowalut, i powołują się na orzeczenie TSUE w sprawie Runescape’a.

Większe firmy oficjalnie się do sprawy nie odniosły: Activision, Riot, Ubisoft i Mojang trzymają głowę głęboko w piasku. Jeżeli jednak kontrolerom się powiedzie, może dostanę swoją paczkę 1650 RP.
To było nie kupować przepustki, skoro takie praktyki są złe, a nie oczekiwać, że przyjdzie debil urzędnik z drugim debilem i włączy mózg za debila użytkownika. Żałosne. Artykuł świetnie pokazuje, skąd bierze się patologia w branży i kogo powinno się linczować, bo autorka wpisu wiedząc, że ten mechanizm jest stosowany i tak grzecznie wyciągnęła kartę płatniczą.