Spotify: Wąż zje wasze playlisty
Już na samym początku pragnę ostudzić entuzjazm, jako że „spotifajowy wąż” wciąż jest niedostępny dla użytkowników z naszego kraju, a przynajmniej taki pozostaje w moim przypadku. Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście sprawdzili to samodzielnie – odpowiednia opcja do uruchomienia gry powinna być widoczna z menu wyświetlanego po kliknięciu ikony trzech kropek na podstronie własnej playlisty lub przygotowanej dla nas składanki.

Czym charakteryzuje się rozgrywka? Otóż tym, co klasyczny Wąż – tym razem jednak zamiast zjadania jabłek, pożeramy okładki utworów znajdujących się na wybranej playliście. Zabawę uprzyjemnia podkład muzyczny, a ten zależny jest od tego, jaki kawałek został wytypowany w roli pokarmu, bo to właśnie on przygrywa w tle. „Spotifajowy wąż” pomoże więc nie tylko w zabiciu nudy, ale także i w dokonaniu przeglądu zawartości składanek w sposób nieco bardziej angażujący niż przewijanie palcem w prawą bądź lewą stronę.

Ciekawostką jest to, że w przypadku porażki Spotify nie każe nam rozpoczynać całej zabawy od początku, a jedynie resetuje zdobytą liczbę punktów. Możemy więc bez przeszkód dokonać przeglądu całej playlisty, nawet jeśli nie jesteśmy mistrzami Snake’a. Jeśli uda nam się pożreć każdy z utworów, zaczną się one pojawiać od początku, co gwarantuje praktycznie nieskończoną rozgrywkę.
Będąc już w temacie Spotify, nie sposób nie wspomnieć o tym, że już wkrótce twórcy będą mogli zapłacić serwisowi, aby ten wypromował ich twórczość na stronach głównych aplikacji wybranych użytkowników. Firma zdecydowała się także na podniesienie ceny abonamentu w wielu krajach, jednak zmiana ta, na szczęście, ominęła Polskę.
