1 Komentarze

Czy warto było czekać 25 lat na nowy dodatek do Diablo 2? Może i jego cena boli, ale Reign of the Warlock wyjmuje kilkadziesiąt godzin z życia

Czy warto było czekać 25 lat na nowy dodatek do Diablo 2? Może i jego cena boli, ale Reign of the Warlock wyjmuje kilkadziesiąt godzin z życia
Pojawienia się nowej, już ósmej, klasy postaci w Diablo II raczej nikt się nie spodziewał. Jeszcze większym zaskoczeniem okazało się zaś to, że czarnoksiężnik został udostępniony chwilę po swojej zapowiedzi. Czy przywoływacz demonów władający zaklętą bronią oraz mroczną magią jest wart uwagi i ceny, jaką zażyczył sobie za niego Blizzard?

Na nowy dodatek do Diablo II musieliśmy czekać aż 25 lat, aczkolwiek Reign of the Warlock, bo taki tytuł nosi omawiane rozszerzenie, pod kątem skali nie umywa się do Pana Zniszczenia. Centralnym (choć niejedynym, acz o tym więcej na sam koniec) elementem tworu Blizzarda jest czarnoksiężnik, stanowiący ósmą dostępną klasę postaci. Myliłby się jednak ten, kto by uznał owego jegomościa za sztampowego maga. Mimo że heros radzi sobie świetnie z czarami, tak z posługiwaniem się orężem również nie ma najmniejszego problemu.

Dopełnieniem zestawu umiejętności są inkantacje umożliwiające przywoływanie demonów, a maszkary te mają liczne zastosowania: od sprowadzenia ich do roli żywych tarcz po wykorzystywanie sił życiowych piekielnych pomiotów do wzmacniania zaklinacza. Czarnoksiężnik to bez wątpienia ciekawa postać, łącząca w sobie cechy charakterystyczne dla innych bohaterów, a przy okazji oferująca kilka oryginalnych rozwiązań.

Diablo 2: Reign of the Warlock

Chaos

Tak jak pozostałe postacie, tak i czarnoksiężnik może rozwijać się w obrębie trzech drzewek umiejętności, a są to chaos, wynaturzenie oraz demon. Zdolności przypisane do pierwszej kategorii to szeroko rozumiane czary, które pozwalają sprawnie eliminować zarówno duże skupiska wrogów, jak i bossów. O ile zaklęcia ciemności pokroju miazmatycznych pocisków lub łańcuchów na początku mogą nie wywierać zbyt imponującego wrażenia, o tyle ze względu na rodzaj zadawanych obrażeń są wręcz nieocenione w przypadku walki z przeciwnikami odpornymi lub niewrażliwymi na żywioły.

Znacznie bardziej widowiskową opcją okazuje się pójście ścieżką maga ognia. Dość szybko, bo już na 11. poziomie, czarnoksiężnik otrzymuje dostęp do potężnego wybuchu, zdolnego wybić wszystkie pokraki znajdujące się w pobliżu herosa. Następna w kolejności do odblokowania jest zaś płomienna fala – umiejętność zadająca nieco mniej ran w przypadku uderzenia, za to podpalająca przeciwnika, przez co traci on życie również z upływem najbliższych sekund. Na końcu ścieżki znajdziemy apokalipsę, z opóźnieniem przywołującą u naszych stóp ognisty pentagram. Nie zabrakło także narzędzi do kontroli tłumów. Rysowane na ziemi symbole mogą wprowadzić wrogów w szał, dzięki czemu ci rzucą się sobie do gardeł, spowolnić ich lub nawet ubić, gdy punkty życia spadną poniżej wyznaczonego progu.

Diablo 2: Reign of the Warlock

Wynaturzenie

Drugie z drzewek, wynaturzenie, zostało w całości poświęcone walce bronią. W tym miejscu warto nadmienić, iż czarnoksiężnik nie wymachuje orężem w sposób tradycyjny – zamiast tego narzędzie mordu lewituje przed magiem, a poruszane jest siłą jego woli (tyczy się to m.in. zarówno mieczy, toporów, jak i kusz). Z tego też powodu projektanci umożliwili owej postaci korzystanie z broni dwuręcznej i tarczy (lub innego przedmiotu) jednocześnie, co nierzadko znajduje praktyczne zastosowanie. Mimo to domyślną „zabawką” dla opisywanego bohatera są sztylety i to one przyznają bonusy do jego umiejętności. Nowy dodatek stanowią zaś księgi, pozwalające na blokowanie ataków, a przy okazji często zwiększające zadawane obrażenia.

Co zaś tyczy się już bezpośrednio umiejętności wynaturzenia – wśród nich znajdziemy nakładane na rynsztunek klątwy (sprawiające, że wróg wybucha po śmierci, lub zmniejszające jego obronę), potężny efekt pasywny zwiększający zadawane obrażenia, przyznający szansę na trafienie krytyczne oraz redukujący wymagania oręża, a także zdolności aktywowane, takie jak zamach w kształcie stożka (im więcej punktów w niego zainwestujemy, tym szerszy kąt rażenia), przywołanie iluzorycznych kopii broni, a nawet teleport. W kontekście tego ostatniego wypada zaznaczyć, że nie pozwala przenikać przez ściany, niemniej drobniejsze przeszkody terenowe za jego pomocą już pokonamy.

Diablo 2: Reign of the Warlock

Demon

Ostatnia z kategorii, demon, poświęcona jest dokładnie temu, na co wskazuje jej nazwa. To właśnie tu znajdziemy inkantacje umożliwiające przywołanie kozłoluda (może wziąć sporo obrażeń na klatę), splamionego (strzela ognistymi kulami z bezpiecznej odległości) oraz plugawiciela (pęta wrogów, dzięki czemu otrzymują dotkliwsze rany). Wisienkę na torcie stanowi zaś umiejętność, za której pośrednictwem nagniemy do woli czarnoksiężnika dowolnego demona niebędącego bossem. Opcji mamy więc multum, a pozostałe zdolności pozwalają wykorzystać towarzysza z piekła rodem w bardziej bezpośredni sposób.

Dla przykładu, jeśli plany kompana nie współgrają z naszymi, da się przeteleportować go w wybrane miejsce i zmusić do zaatakowania pobliskiego niemilca. Jeśli demon zostanie otoczony, możemy skorzystać z okazji i wywołać erupcję jego krwi, poświęcając część zdrowia niewolnika celem zadania dużych obrażeń obszarowych. A jeśli sytuacja zrobi się naprawdę nieprzyjemna, dostępna pozostaje opcja złożenia ofiary z chowańca, co zwiększa maksymalne punkty życia oraz prędkość biegu protagonisty.

Diablo 2: Reign of the Warlock

Kusi i czaruje

W trakcie swojej przygody w skórze czarnoksiężnika najczęściej posługiwałem się magią ognia z drzewka chaosu, a stojący za tym powód okazał się prozaiczny – zaklęcia te są wręcz potężne. Nie zjadają przesadnie dużo many, rażą na sporym obszarze, a poza tym pozwalają zachować mobilność. Jakby tego było mało, sprawdzają się w walce zarówno z pojedynczymi przeciwnikami, jak i z całymi grupami. Czego chcieć więcej?

Oczywiście to niejedyny sposób na grę klasą wprowadzoną przez Reign of the Warlock. Równie ciekawe może okazać się siekanie maszkar przeklętą bronią, a i miazmatyczne czary z pewnością ułatwią zabawę na koszmarze i piekle, jako że zadają rany od magii, co pozwala ominąć odporności potworów. Odnoszę wrażenie, iż na obecnym etapie czarnoksiężnik jest odczuwalnie silniejszy od swoich kolegów po fachu i prawdopodobnie czeka go jeszcze kilka poprawek. A skoro już o nich mowa, wypada słowem wspomnieć o pozostałych nowościach wprowadzonych za sprawą nowego dodatku do Diablo II: Resurrected.

Filtry łupów, skrytka i kronika

Pierwszą z funkcji są filtry łupów. Ich zastosowanie pozwala zredukować liczbę etykiet z nazwami przedmiotów walających się pod nogami, a mnogość opcji konfiguracji oraz możliwość tworzenia własnych zasad sprawiają, że funkcja ta przydaje się od samego początku gry. Nie potrzebujesz strzał i bełtów? Wyłącz ich wyświetlanie. Nie interesują cię itemki magiczne? Ukryj je na mapie.

Kolejny godny uwagi aspekt to rozbudowa skrytki. Liczba zakładek została zwiększona, a klejnoty, runy i materiały otrzymały specjalne miejsce, dzięki czemu dostęp do nich jest znacznie prostszy. Fanów zbieractwa z pewnością zaś zainteresuje kronika, czyli miejsce, w którym możemy znaleźć informacje na temat podniesionych przez nas przedmiotów unikatowych oraz tych wchodzących w skład zestawów. Miło, że kompletowanie kolekcji pozwala odblokować efekty kosmetyczne pokroju poświaty wokół herosa lub złotego portalu. Największych wyjadaczy z kolei ucieszy „remont” obszarów grozy oraz możliwość zmierzenia się z podrasowaną wersją Starożytnych na górze Arreat.

Diablo 2: Reign of the Warlock
Diablo 2: Reign of the Warlock

Panowanie czarnoksiężnika

Czy wszystko to, o czym wspominam powyżej, uzasadnia wydanie 109 zł? Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, odpowiedź brzmi: „To zależy” (za granicą dodatek kosztuje 25 dolarów – po jednym baksie za każdy rok, jaki przyszło nam na niego czekać). Osobiście uważam tę kwotę za przesadzoną, niemniej jeśli Diablo II jest bliskie naszemu sercu, z czarnoksiężnikiem prawdopodobnie spędzimy kilkadziesiąt godzin. Ba, same zmiany typu quality of life mogą zachęcić wiele osób do kupna i nie powinno się ich za to winić. Tak naprawdę jedyną istotną bolączką (poza ceną, ale to akurat kwestia subiektywna) pozostaje to, że tytułowym bohaterem nie zagramy w trybie klasycznym. Jeśli jednak przesadnie nam na tym nie zależy, Reign of the Warlock dostarczy nam sporo frajdy i uzasadni odbycie kolejnej wycieczki do Sanktuarium.

Jedna odpowiedź do “Czy warto było czekać 25 lat na nowy dodatek do Diablo 2? Może i jego cena boli, ale Reign of the Warlock wyjmuje kilkadziesiąt godzin z życia”

  1. Andrzej Duda 18 lutego 2026 o 15:21

    Ja tylko dodam, że można zapłacić dolarami na battle net shop, w przeliczeniu dzisiaj 89zł. Trzeba włączyć VPN na czas zakupów, potem można grać już bez. Oczywiście wszystko na standardowym koncie.

Skomentuj Andrzej Duda Anuluj pisanie odpowiedzi