Grałem już w Rainbow Six Tactics. Zapowiada się dużo singlowej zabawy i – co najważniejsze – zero mikrotransakcji [GAMESCOM 2026]
Usiadłem z twórcami w małym pokoiku na terenie targów Gamescom i od razu dowiedziałem się, że Rainbow Six Tactics to tytuł tworzony zarówno przez weteranów serii R6, jak i przez inne studia, które pomagały wcześniej przy rozmaitych grach Ubisoftu. Sama rozgrywka ma naprawdę sporo dynamiki (jak na turówkę), a jednocześnie stawia wymaga odpowiedniego planowania. Turowa formuła okazuje się pasować jak ulał do uniwersum R6.
Gra w starym stylu – single player i bez mikrotransakcji
Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie ucieszyła, jest planowany model biznesowy. Rainbow Six Tactics to gra czysto solowa i pozbawiona mikrotransakcji. Zapłacimy za nią raz i dostaniemy całe doświadczenie, bez season passów, skórek czy płatnych DLC. W obecnych realiach rynkowych to naprawdę odświeżające podejście.
Od strony gameplayu gra wydaje się przemyślanym miksem XCOM-a i Mario + Rabbids (swoją drogą też tworzonego przez Ubisoft), tylko w realiach Rainbow Six. Obie serie były dobrze odebrane przez graczy, a przeniesienie ich fundamentów na nieco bardziej realistyczne, wojskowe tereny brzmi jak rozsądny pomysł.

Świat Rainbow Six Tactics jest rozbudowany
Twórcy, podążając „xcomowymi” szlakami, pozwalają na udanie się pomiędzy misjami udamy do bazy, w której zajmiemy się leczeniem operatorów, ich rozwojem oraz rekrutacją nowych członków zespołu. To dodatkowa warstwa rozgrywki, wykraczająca poza same walki, dobrze znana fanom gatunku.
W grze znajdziemy 15 operatorów znanych z Rainbow Six Siege, każdy z własnymi umiejętnościami i charakterystyką przeniesioną z pierwowzoru. To powinno ucieszyć miłośników serii i sprawić, że wybranie odpowiedniego zespołu będzie proste i intuicyjne.

Twórcy zapowiadają też rozbudowaną fabułę i sporo lore’u dla fanów świata R6, choć na pokazie widziałem tylko parę przerywników filmowych, więc za szybko na jakąkolwiek ocenę. Co ciekawe, w trakcie samych starć dostajemy klimat zbliżony do kultowego SWAT 4, czyli poważne, taktyczne podejście do tematu jednostek specjalnych, wraz z odbijaniem i eskortą więźniów, a nie festiwal skinów i groteskowych okrzyków w stylu „czas zatańczyć”.
Gameplay powinien się obronić sam
A co więcej, jeśli chodzi o rozgrywkę? We wnętrzach przemierzanych lokacji obowiązuje ograniczająca widoczność mgła wojny i trzeba mocno pilnować swoich akcji, by nie naciąć się na zasadzkę. Z kolei na zewnątrz jej nie ma i starcia są bardzo żywe i szybkie. Dostaniemy też opcję zatrzymania czasu, żeby spokojnie zaplanować akcję całego zespołu, zanim ją wykonamy. Twórcy bardzo mocno podkreślali, że wszystkie mapy są tworzone ręcznie, a nie generowane proceduralnie czy przy pomocy AI.

Gra ma oferować też zaawansowane mechaniki taktyczne zaprojektowane z myślą o weteranach gatunku, a wybór konkretnych operatorów do misji wpłynie na to, w jaki sposób ją ukończymy (np. z hukiem czy po cichu). Niektórzy będą w stanie ukryć się przed wrogiem, inni dadzą radę niszczyć elementy otoczenia na mapie albo dostaną więcej punktów ruchu, by gonić uciekających przeciwników. W trakcie starć do dyspozycji otrzymamy też drony oraz inne dodatkowe gadżety, które możecie kojarzyć z Rainbow Six Siege.
Jestem na tak
Udawałem się na ten pokaz bez większych oczekiwań, a wyszedłem… całkiem zaintrygowany. Gameplay wygląda ciekawie, jakość grafiki stoi na dobrym poziomie i widać, że twórcy mają dużo pomysłów na to, żeby gra nie nudziła się po kilku, nawet dłuższych, sesjach. Do tego nie musimy obawiać się obecności mikrotransakcji, season passów i innych utrapień współczesnego gamingu. Na pełną ocenę musicie oczywiście jeszcze trochę poczekać, ale gamescomowy pokaz daje nadzieję, że taktyczne strzelanki będą mogły pochwalić się kolejnym poważnym tytułem.