Oficjalny zwiastun i data premiery serialu „Blade Runner 2099”. Tak wygląda Los Angeles opanowane przez Replikantów
Podczas San Diego Comic-Conu Prime Video zaprosiło na scenę gwiazdy serialu „Blade Runner 2099” – Michelle Yeoh („Wszystko wszędzie naraz”) i Hunter Schafer („Euforia”), a także showrunnerkę Silkę Luisę oraz producentów wykonawczych Andrewa Kosove’a i Brodericka Johnsona, którzy wzięli udział w rozmowie poświęconej produkcji.

Oprócz zaprezentowania zwiastuna ogłoszono, że wszystkie osiem odcinków serialu „Blade Runner 2099” zadebiutuje 25 listopada na platformie Prime Video.
Jak czytamy w opisie fabuły, 50 lat po wydarzeniach z filmu „Blade Runner 2049”, Los Angeles odrodziło się – jednak nie dzięki ludzkości. Cora, ścigana uciekinierka, podejmuje próbę zakończenia życia w ucieczce, przyjmując po raz ostatni nową tożsamość – Blade Runnera. Zmuszona do współpracy z Olwen, replikantką, której zostało zaledwie kilka dni życia, rozpoczyna pościg za zbiegiem skrywającym prawdę mogącą doprowadzić do upadku kruchego porządku ich miasta.
Obejrzyjcie zwiastun:
W obsadzie, obok Michelle Yeoh i Hunter Schafer, znaleźli się także Dimitri Abold („Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży”) oraz Lewis Gribben („Chłopiec nie wiadomo skąd”).
W rolach gościnnych wystąpią Katelyn Rose Downey („Zakonnica 2”), Daniel Rigby („Buntowniczka Nell”), Johnny Harris („Dżentelmen w Moskwie”), Amy Lennox („Only Child”), Sheila Atim („Królowa wojownik”), Matthew Needham („Ród smoka”), Tom Burke („Furiosa”) oraz Maurizio Lombardi („Ripley”).

Trailer wygląda nieźle, a potencjał samego uniwersum jest przeogromny, ale to wszystko można zarówno zepsuć, jak i zbudować coś naprawdę ciekawego. Się obejrzy, się oceni. Amazon ostatnio ma dobrą passę jeśli chodzi o seriale na podstawie znanych marek (Fallout, Spider-Man Noir), więc kto wie, może i tym razem się uda.
Z tym uniwersum jest taki kłopot, że są dwa. Książkowe jest dużo bardziej rozbudowane i w wielu miejscach różni się wyraźnie od filmowego. Poważniejszy jest jednak problem, że film jest ponadgatunkowo arcydziełem kinematografii, książce zaś także niewiele brakuje i jest conajmniej świetna.
W kontekście tego, cokolwiek powstanie będzie gorsze w zestawieniu z powyższymi i nie bardzo ma sens (oczywiście poza spodziewanym wynikiem komercyjnym).
Sytuację jest też zupełnie inna niż w przypadku Fallout, czy Spider Man Noir. Pierwszy jest przeniesieniem na inne medium, co mocno ogranicza porównania (choć w tym wypadku trudno mówić o forach, bo w kwestii ekranizacji gier Fallout jest ewenementem jakościowym), w drugim przypadku mamy pierdyliard mniej lub bardziej nędznych produkcji superbohaterskich, więc zrobienie czegoś co na ich tle prezentuje się lepiej, nie jest szczególną sztuką. Zrobienie serialu Bladerunner, który wytrzyma porównanie z filmem Ridleya Scotta to wyzwanie niemal w 100% skazane na porażkę. Tymczasem z uwagi na długość opowieści, jej fabuła będzie musiała wytrzymać dodatkowo porównanie jakościowe zksiażką.
Czemu od razu porównywać to z filmem ? Dziwne podejście. Po prostu nie może to być dobry/bardzo dobry serial ? Kompletnie nie rozumiem takiego podejścia.
Bo istnieje? Bo to żródło? Bo na długie lata zdefiniował styl wizualny cyberpunka, a inspiracje czerpało prawie całe kino SF? Bo w zasadzie serial to jakaś tam forma kontynuacji?
Kultura działa dokładnie odwrotnie. Miarą wagi kulturowej dzieła jest między innymi ilość późniejszych nawiązań, przetworzeń, kontunuacji itp. przez innych twórców. Żaden artysta, na szczęście, nie rozumuje w ten sposób, „mam do czynienia z arcydziełem, więc kompletnie je zignoruję, bo przegram wyścigi o pierwsze miejsce”. Kultura to nie gra wyścigowa czy inny sport z tabelkami rankingowymi.
Blade runner jest obecny w setkach nawiązań i inspiracji w kulturze do dziś, nie potrzebuje serialu żeby to trwało. O jakim Ty w ogóle ignorowaniu piszesz? A artystów, to w to nie mieszaj. Serial będzie produktem komercyjnym, a nie żadnym dziełem sztuki. To nie ta półka, czy nawet regał.
Co ja czytam? Jest książkowy bladerunner?
Hmmm, a gdyby fachowcy zrobili z niego wielogłosowe słuchowisko z efektami specjalnymi po polsku?
Tak jak cykl wiedźmiński czy sienkiewiczowski?
To by było coś xD.
Jest. Co więcej bardzo cenione jako słuchowisko, z podziałem na rolę i wieloma znanymi aktorami. Nazywa się Blade runner. „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”, na pewno jest na audiotece, nie podlinkuje, bo proces linkowania tu czegoś, jest kolejną techniczną patologią.
Przedmówca chyba trochę ironicznie pisał 🙂 Ale o ile książke czytałem to nie wiedziałem, że jest słuchowsko – dziękuję bardzo.
Polecam 😉
Nie wiedziałem, że niewielka objętościowo książka, oparta (swoją drogą) na opowiadaniu, może być bardziej rozbudowana, niż szereg filmów i seriali telewizyjny. Dodatkowo z punktu widzenia wieloletniego wielbiciela P.K.Dicka jest to dzieło średniej jakości, pisywał dużo lepsze. A różnica wynika z interpretacji opowiadania przez reżysera pierwszego filmu, plus to, co swego czasu zrobili z filmem producenci- nożyczki i klej do celuloidu grały bardzo dużą rolę w pierwszej wersji kinowej.
Bo objętość i treściowa, to są niezależne od siebie parametry. W książce jest opisane społeczeństwo, jego dążenia, relacje międzyludzkie w kontekście panujących realiów, nowe wierzenia itd. Główny bohater jest dużo bardziej złożony, także androidy mają pewne specyficzne cechy. Film skupił się na rozważaniach na temat człowieczeństwa.
To że producenci wyczyniali z filmem nie wiadomo co jest mitem. To nie Czas apokalipsy. Pewnie zmyliło Cie to, że powstała wersja reżyserska. Różnice między nią a kinową są tylko 4. Reżyserska jest minimalnie krótsza, Scott usunął z niej narratora, usunął także końcową sekwencje z górami i dodał jedną scenę snu. Dlaczego powstała ta wersja? Bo to dodany przez producenta narrator zawsze bolał reżysera, ale tak naprawdę kluczowa była dodana scena, która wywracała wszystko do góry nogami, czyniąc androidem także Deckarda.
Będzie oglądane 🙂
Bo istnieje? Bo to żródło? Bo na długie lata zdefiniował styl wizualny cyberpunka, a inspiracje czerpało prawie całe kino SF? Bo w zasadzie serial to jakaś tam forma kontynuacji?[/cytat]
A to jakieś zawody czy wyścigi są? Co można wygrać za pierwsze miejsce? I kto będzie o tym decydował?
Jakie zawody? Skąd ty to wymyślasz? Co,jest takiego niezrozumiałego w tym, że jak jest kontynuacja, to ona czerpie z czegoś i jest z tym powiązana, więc i skazana na istnienie w relacji?
Widzę tu co najmniej dwie szkoły.
Z jednej strony, warto zastanowić się w którymś momencie wymyślania, co nowego stworzyć, czy jest sens dokładać do obecnego, dobrze znanego IP – brak definitywnego zakończenia historii i ciągłe tworzenie nowości jest dobrą metodą na utratę tego, co czyni oryginały wyjątkowymi. Jak we wspomnianym wyżej gatunku superbohaterskim: historia opiera się na kryzysach i konfliktach, więc jeśli tworzymy nowe odsłony, to stawka zwykle stale rośnie, aż z tego ciągłego napięcia wychodzi absurd. To, że co drugi komentarz w Internecie na temat popkultury to „fajnie by było gdyby zrobili z tego film/serial/grę/cokolwiek” nie oznacza, że zawsze warto wydać sequel, prequel czy spin-off.
Z drugiej jednak, dajmy twórcom działać. Można mieć wątpliwości, warto zaznaczyć że coś nie trafia w nasze osobiste gusta, ale „nie podoba mi się/nie widzę tego” nie stoi obok znaku równości z „jest złe i nie powinno powstać”. Ponadto, adaptacje, a także kontynuacje, mają to do siebie że różnią się od oryginałów. Przeniesienie dzieła na inne medium nie dochodzi do skutku po to, żeby jak najściślej trzymać się pierwowzoru – jeśli miałyby być identyczne, to po co w ogóle myśleć o jakiejkolwiek adaptacji, skoro oryginał istnieje i jest dostępny? Jesteśmy w popkulturze w momencie gdzie raczej korzysta się z już istniejących źródeł, więc warto moim zdaniem pokorzystać, dać artystom pole do popisu.
Co do samego Blade Runnera – zapowiada się ciekawie. Osobiście martwi mnie forma serialu – nie ze względu na jakość, ale na barierę wejściową, głównie czasową, skoro trzeba się przygotować na kilka-kilkanaście godzin oglądania. Pewnie zainteresuję się fabułą, pomimo tego.
Ależ cel powstawania serialu jest jasny, są nim pieniądze. W tym kontekście ma jak najbardziej sens. Pewnie nawet wiele osób będzie zadowolonych. Blade runner jest już tak starym filmem, że przybywa ludzi którzy go nie oglądali. Co więcej, jego niespieszna narracja może sprawić, że niejeden współczesny widz który go nie zna, mógłby się odbić przy próbie podejścia.
Serial wcale nie musi być zły. Na pewno ma duże szansy być lepszy od filmowej kontynuacji z Goslingiem, ma szansę mieć spore walory rozrywkowe. Ale Blade runner to nie było kino rozrywkowe, nie powstał jako nieangażująca rozrywka na niedzielne popołudnie. I to jest przepaść, która będzie dzieliła oba teksty kultury.
No właśnie jak sam piszesz, przybywa ludzi którzy nie znają Blade Runnera z filmu z 1982 roku, ale kojarzą cechy, które spopularyzował w kulturze (też tej rozrywkowej, do której go nie zaliczasz). Nie sądzisz, że traktowanie „z marszu” serialu jako czystej komerchy, i potencjalne „olanie go” choćby z tego powodu, tylko przyczyni się do dalszego rozmywania się wiedzy o filmie? Bo moim zdaniem serial sprawi że wiele osób sięgnie do oryginału po raz pierwszy.
Myślę sprawa wygląda dwojako, bo z jednej strony rzeczywiście pewnie więcej osób sięgnie pomnikami po serialu, wydaje mi się natomiast, że tym bardziej się od niego odbiją, bo serial zbuduje w nich inne nastawienie. Zapewne lekka zarówno intelektualnie jak i wizualnie formuła serialu, który dodatkowo nie będzie stronił od czystej akcji, zdefiniuje potrzeby odbiorcy w zupełnie innych obszarach. Czy bilans będzie dodatni, czy ujemny, to już zupełnie inna sprawa i oczywiście tego nie wiem.
I żeby było jasne, nie mam problemu z tym, że powstanie serial. Wskazuję tylko, że właściwie nie ma on szans być czymś więcej niż kolejną rozrywką, co też ma swoje miejsce. Ja raczej napewno nie podejdę, bo już poprzednia filmowa próba powrotu do uniwersum wykazała, że dziś poziom oryginału jest niedościgniony i z różnych względów (także potrzeb widowni) niemożliwy do powtórzenia.
Paradoksalnie serial jest tu na wygranej pozycji, bo w tym wypadku pewna lżejszość jest dalece bardziej na miejscu, choć jest też główny powód dla którego oglądam bardzo mało seriali. Zwyczajnie mnie takie formuły nudzą, a jak chce rozrywkowo spędzić czas przed ekranem, gram.
Na marginesie dodam jeszcze, że właśnie gra byłaby teraz najlepszym medium powrotu do uniwersum. Niestety poza jasną archaiczną przygodówką, jakoś universum nie ma szczęścia. Były jakieś anulowane projekty, a Blade Runner 2033: Labyrinth raczej czeka ten sam los.
Hm, oba filmy kinowe to majstersztyk – wysoko zawieszona poprzeczka. Po tym trailerze mam więcej obaw nadziei.