Świąteczny odcinek „Doktora Who” skasowany? BBC ma ogromny problem ze znalezieniem nowego Władcy Czasu

Świąteczny odcinek „Doktora Who” skasowany? BBC ma ogromny problem ze znalezieniem nowego Władcy Czasu
Nie ma chętnych do wejścia do TARDIS?

Przyszłość kultowego serialu science fiction „Doktor Who” ponownie stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Jak donoszą brytyjskie media, planowany na ten rok tradycyjny odcinek świąteczny został po cichu skasowany przez BBC po miesiącach kompletnej ciszy wokół projektu, w którym główną rolę miała zagrać Billie Piper.

Powrót Russella T. Daviesa za stery produkcji miał przywrócić serii dawny blask, jednak ostatecznie mocno minął się z oczekiwaniami. Niezależnie od tego, czy powodem były kontrowersyjne wątki fabularne, zaskakująco mała ilość czasu ekranowego dla samego Doktora w pierwszym sezonie, czy zbyt śmiałe eksperymentu Daviesa z mitologią uniwersum – serial co tydzień mierzył się z nową falą krytyki ze strony fanów.

Sytuacji nie poprawił fakt, że w październiku ubiegłego roku platforma Disney+ oficjalnie zakończyła współpracę z BBC. Choć decyzja ta była spodziewana, dla marki okazała się potężnym ciosem – amerykański koncern gwarantował potężny zastrzyk gotówki, dzięki któremu serial zyskał iście hollywoodzki budżet. Nowe odcinki produkowane samodzielnie przez brytyjską stację publiczną będą musiały pożegnać się z dotychczasowym wizualnym rozmachem.

Światełkiem w tunelu miał być właśnie tegoroczny odcinek świąteczny, który planowano jako oficjalne przekazanie pałeczki nowej ekipie twórców. Davies miał w ten sposób pożegnać się z serialem z podniesioną głową, ale wygląda na to, że plan spalił na panewce. Brytyjski dziennik The Sun informuje, że specjalny odcinek wylądował w koszu, ponieważ stacja nie jest w stanie znaleźć aktora gotowego zagrać Doktora:

Mimo zapewnień, że serial wróci na ekrany z nowym sezonem, szefostwo wciąż nie potwierdziło żadnych dat. Co więcej, dumnie zapowiadano, że Doktor powróci w tegorocznym odcinku świątecznym. Teraz, gdy do grudnia zostało niecałe siedem miesięcy, ten projekt wisi na włosku.

Powód kryzysu jest prozaiczny, ale niezwykle dotkliwy dla wizerunku marki:

Głównym problemem jest znalezienie kogokolwiek, kto chciałby wcielić się w rolę szesnastego Władcy Czasu. Aktorzy zwyczajnie boją się tej roli przez wzgląd na gigantyczny bagaż negatywnych emocji i krytyki, jaki ciągnie się za ostatnimi sezonami. Istnieją poważne obawy, że nawet jeśli uda się coś na szybko nakręcić, będzie to uboższy, gorszy krewny poprzednich świątecznych wydań, które fani wręcz uwielbiali.

Dla przypomnienia, po jubileuszowych odcinkach z okazji 60-lecia serialu, w których wystąpili David Tennant i Catherine Tate, najnowsza era miała ogromne problemy z przyciągnięciem widowni – zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i globalnie na Disney+.

Ncuti Gatwa, który przez inne zobowiązania zawodowe pojawiał się w pierwszym sezonie dość sporadycznie, ostatecznie pożegnał się z serialem w finale drugiej odsłony. Wtedy też doszło do zaskakującej regeneracji – Doktor zyskał twarz dobrze znanej fanom Billie Piper (ekranowej Rose Tyler). Aktorka nigdy nie została jednak oficjalnie ogłoszona stałą następczynią Gatwy. Jej zaangażowanie było nagłą, rozpaczliwą decyzją scenariuszową rozpisaną pod cliffhanger, gdy stało się jasne, że dotychczasowy gwiazdor odchodzi z projektu.

Choć uznano to za lepsze wyjście niż pokazanie regeneracji bez ujawniania twarzy nowego aktora, ruch ten zirytował nawet najbardziej oddanych fanów. Przy obecnym obrocie spraw Russell T. Davies prawdopodobnie nie dostanie nawet szansy, by w jakikolwiek sensowny sposób wytłumaczyć niespodziewany powrót Piper. Jeśli BBC zdecyduje się na pełen reboot serii, nowi scenarzyści i tak będą musieli jakoś wybrnąć z tego fabularnego klinczu.

Skomentuj