„Terminator 2: Dzień sądu” wraca do kin z okazji 35. rocznicy premiery. James Cameron żartuje ze spoilerów o walce z AI
„I’ll be back” nabiera dziś zupełnie nowego znaczenia. Jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych filmów akcji w historii kina, „Terminator 2: Dzień sądu”, oficjalnie powraca do kin. Z okazji nadchodzącej 35. rocznicy premiery widzowie będą mogli ponownie zobaczyć ten niezaprzeczalny klasyk science fiction na wielkim ekranie.
Pokazy odbędą się od 28 sierpnia do 2 września również w Polsce. Przedsprzedaż biletów startuje już 15 lipca.
Za globalną dystrybucję odpowiada StudioCanal, natomiast w Stanach Zjednoczonych firma ta współpracuje przy tym wydarzeniu z Fathom Entertainment oraz Rialto Pictures. Rocznicowy powrót „Terminatora 2: Dnia sądu” obejmie wersje 4K, RealD 3D oraz formaty premium. Wykorzystana zostanie rekonstrukcja i konwersja 3D przygotowana przez StudioCanal w 2017 roku. Nie jest to więc nowy remaster ani zaktualizowana wersja klasycznego filmu Jamesa Camerona z 1991 roku.
Do powrotu produkcji na wielki ekran odniósł się sam reżyser:
»Terminator 2« był kręcony z myślą o kinach, a nasza pieczołowicie przygotowana wersja 3D, która wraca na wielki ekran, to absolutnie najlepszy sposób na zobaczenie tego filmu. Myślę, że po 35 latach można już bezpiecznie rzucać spoilerami, więc uwaga, spoiler: dobrzy faceci wygrywają ze sztuczną superinteligencją! I być może jest to przesłanie nadziei, którego wszyscy moglibyśmy tego lata potrzebować.

„Terminator 2” pozostaje jednym z najbardziej dochodowych i wpływowych filmów, jakie kiedykolwiek powstały. Produkcja, w której zagrali Arnold Schwarzenegger, Linda Hamilton, Edward Furlong oraz Robert Patrick, zdobyła cztery Oscary i zrewolucjonizowała kino akcji. W serwisie Rotten Tomatoes film posiada 90% pozytywnych ocen od krytyków oraz 95% od widzów.
Film nie tylko się nie zestarzał, ale wręcz zyskał po latach. Arcydzieło, klasyka gatunku itd. Film, o którym napisano już chyba wszystko. Ale warto przypomnieć dawny wywiad z Cameronem, które zawsze mnie bawi. Dziennikarka pyta go, czy chciałby kiedyś zrobić jakiś niskobudżetowy film, bo każda jego produkcja to blockbuster za wagon dolarów. Cameron odparł: – Ale przecież już zrobiłem niskobudżetowy film. Pierwszego Terminatora.
Jeśli porównać te niecałe 7 mln USD wydanych na T1 do takich 100 mln USD, które pochłonęła produkcja T2 (w ’91 r. był bodaj najdroższym filmem w historii), albo 200 mln USD (Titanic i kolejny rekord jeśli chodzi o budżet), o Avatarach nawet nie wspominając, to faktycznie pierwszy Terminator to film wybitnie niskobudżetowy w karierze Camerona 🙂 Odnośnie do tej wersji T2 3D, to raz, że skok na kasę, a dwa – badanie zainteresowania pod ewentualne kontynuacje. Pytanie więc, czy po serii nieudanych sequeli, rebootów i czego tam jeszcze, w tej starej maszynie zostało jeszcze trochę życia.
Bardziej podoba mi się pierwsza część, która jest horrorem SF a nie filmem akcji SF, którym jest T2. Oczywiście drugą część również lubię, ale jednak jedynka moim zdaniem ma lepszy klimat.
+1
Toć tych Terminatorów w różnych konfiguracjach, z Arnoldem i bez, była ostatnio masa! I na ich tle Terminator 3 wychodzi na całkiem ambitne kino. Chyba już starczy. Przynajmniej w tej formule bo ta manga Terminator Zero była znakomita. Chyba tam jest miejsce takich historii, gdzie można przełamać kanon i opowiedzieć to z innej perspektywy. Plus czadowy główny motyw muzyczny (który również rozprawia się z tym filmowym)