Widzowie są zmęczeni filmami w stylu Marvela? Gwiazda „Reachera” o problemach współczesnego kina
Serialowy Jack Reacher postanowił nie gryźć się w język. Podczas promocji filmu „Maszyna do zabijania” uderzył w produkcje Marvela, które jego zdaniem wykrzywiły widzom obraz prawdziwego bohatera – takiego ludzkiego, z krwi i kości. Według Alana Ritchsona to właśnie z takimi protagonistami chcą utożsamiać się widzowie, a nie z postaciami posiadającymi nadnaturalne moce i wychodzącymi z każdego kryzysu bez szwanku.

W rozmowie z The Hollwood Reporter aktor brutalnie wypunktował „plot armor” współczesnych protagonistów:
Żyjemy w okresie kina, w którym – zwłaszcza przez »marvelizację« wielu kinowych blockbusterów – bohaterowie filmów są niemal niezniszczalni. Przez to stawka spadła do poziomu, który jest całkowicie nieoglądalny. To żadna tajemnica, że ludzie mają już trochę dość oglądania produkcji w stylu Marvela.
Ritchson odniósł się do swojego ostatniego filmu, w którym wystąpił:
Naszym celem było stworzenie bohatera, który ledwo trzyma się przy życiu. Czy możemy doprowadzić kogoś na skraj śmierci i nakręcić to w sposób tak prawdziwy i brutalny, by ludzie mogli się z tym utożsamić na ludzkim poziomie? Ludzie cierpią. Życie jest ciężkie. Kiedy taki bohater dociera do mety pod koniec filmu, przypomina nam to, że my też damy radę przetrwać kolejny dzień.
Co jednak ciekawe, jeszcze dwa lata temu serialowy Reacher przyznał, że z chęcią wcieliłby się w Batmana w uniwersum DCU. Sami fani od miesięcy wiążą go z tą rolą – tak samo jak Jensena Acklesa („Supernatural”, „The Boys”).
Film „Maszyna do zabijania” jest dostępny do obejrzenia na platformie Netflix.

Ma rację, bo każdy kuloodporny (niewidzialny supersilny, supezwinny) człowiek może walczyć ze zbrodnią. Nie ma w tym żadnego bohaterstwa.
Batman z kolei nie jest tak do końca superbohaterem i często w komiksach (tych lepszych) jest sporo cierpienia, więc nie widzę sprzeczności w słowach Ritchsona.
Za to ja widzę sprzeczność między słowami a zachowaniem. Gość jest oskarżony o pobicie, a nawet bardziej prawie zmasakrowanie sąsiada, bo ten zwrócił mu uwagę, żeby nie hałasował motorem. Jeśli to prawda, to jego chrzanienie o superbohaterstwie to zwykła ściema. Co do superbohaterów – jestem fanem Spider-Mana. Ta postać od zawsze dostawała łomot, z którego ledwie wychodziła z życiem. Superbohaterowie niejednokrotnie walczą z superzłoczyńcami. Nawet ten teoretycznie niezniszczalny Superman był bezsilny, gdy dostawał łomot od śmieci używających kryptonitu. Nie mówiąc już o jego śmierci z rąk Doomsdaya. Oczywiście Supek wrócił do życia, ale to żaden argument. Nie ma bohaterstwa w sytuacji, gdy superbohater ma do czynienia ze zwykłym zbirem, bo tego pokona bez problemu. Jednak wiele postaci ma przerąbane nawet, gdy mają supermoce. Nawet znając historie superbohaterów po łebkach, można być świadomym, że nie mają oni lekkiego życia i niejeden zginął. Tacy np. X-men praktycznie zostali wymazani z historii przez roboty zwane Sentinelami. Dlatego uważam, że ten typ nie ma pełnej racji. Superbohaterowie mierzą się z zupełnie innymi zagrożeniami, z powodu których dostają wycisk, nierzadko umierają. Przy tym wszystkim dla mnie całkowicie śmiesznie i już kompletnie nierealnie wyglądają ludzie pokroju Batmana, Czarnej Wdowy czy Hawkeye’a, którzy są godnymi rywalami postaci typu Galactus. Batman powinien być trupem w starciu z typami, którzy są w stanie dokopać Supermanowi. Komiksowa głupota i tyle. Natomiast w przypadku filmów o zwykłych ludziach, filmów, w których kompletnie nie ma mowy o superludziach, też mamy do czynienia z kolejnymi absurdami. Filmy z Seagalem, Stathamem, Keanu Reevesem czy Bobem Odenkirkiem w filmach „Nobody” to kolejne przykłady nadludzi, którzy co prawda nie mają supermocy, a jednocześnie potrafią rozwalić całe mafie czy gangi. To jeszcze kolejna brednia. Bo to niby ludzie ze służb specjalnych, komandosi i inni superżołnierze czy superagenci. Brutalna prawda jest taka, że prawdziwymi bohaterami są strażacy, ludzie w hospicjum, część lekarzy czy policjantów. Ja nie jestem zmęczony filmami superbohaterskimi, jestem zmęczony wtrącaniem w te filmy kwestii obyczajowych czy romantycznych. Nie obchodzi mnie zmienianie pampersów przez Supermana, wysłuchiwanie narzekań superbohaterów czy ich drugich połówek. Nie obchodzi mnie, że superbohater jest niewyspany, bo mu dzieciak jęczał po nocy. Wali mnie to równo. Po filmach o superbohaterach oczekuję walki z superłotrami, a nie codzienności. Sram na to.