44% developerów chce odejść z branży gier? Nowe badania ujawniają poważny kryzys w gamedevie
Skillsearch podzieliło się właśnie bardzo interesującymi i jednocześnie przykrymi wynikami badań, jakie przeprowadzono wśród twórców gier. Z opublikowanego przez firmę raportu wynika, że obecna sytuacja w branży jest naprawdę poważna. Spora część developerów rozważa całkowite odejście z gamedevu przez ciągłe zwolnienia.
Badania przeprowadzono wśród 1000 osób z najróżniejszych zakątków świata. Wśród respondentów znalazły się osoby mieszkające na terenach: Wielkiej Brytanii (43%), Zachodniej Europy (25%), Wschodniej Europy (10%), Północnej Ameryki (13%), Azji (5%), Afryki i Bliskiego Wschodu (nieco ponad 3%) czy Australii i Oceanii (1%). Całe badanie trwało od 12 listopada 2025 roku do 24 lutego 2026 roku.
Wyniki jasno pokazują, że naprawdę mamy w gamedevie poważny kryzys, co samo w sobie może nie jest niczym zaskakującym, ale dzięki raportowi widzimy przynajmniej dokładnie, jakie są skutki obecnej sytuacji w branży. Otóż z badania wynika, że aż 44% developerów rozważa odejście z gamedevu. Powodem, dla którego twórcy gier mogą podjąć taką decyzję, są ciągłe zwolnienia, które non stop nawiedzają branżę.
Najgorzej sytuacja wygląda w Północnej Ameryce. Sama tylko Kalifornia odpowiada za około 27% globalnych tegorocznych zwolnień. Dla porównania warto podkreślić, że w przypadku Europy wskaźnik ten wynosi 24%. Z kolei 22% wszystkich respondentów biorących udział w badaniu Skillsearch zostało zwolnionych w ciągu ostatniego roku. Natomiast 12% odpowiedziało, że straciło pracę ponad 12 miesięcy temu.
Warto dodać, że w Wielkiej Brytanii aż 76% twórców gier deklaruje, iż będzie w tym roku szukać lub rozważa poszukiwanie nowej pracy. Co ciekawe, 64% twórców gier, którzy wzięli udział w ankiecie, uważa, że nowa technologia źle wpływa na kreatywność w gamedevie. Do tego aż 40% developerów naprawdę mocno obawia się o przyszłość branży.
Na koniec należy też wspomnieć o AI, które, jak można się domyślić, również wywołuje spore obawy wśród twórców gier. Prawie połowa developerów boi się wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji w gamedevie. Większość respondentów powiedziała też, że ich firma już korzysta z narzędzi związanych z AI.
To obraz głębokiego kryzysu AAA. Aczkolwiek mody do gier i indyki mają się tak dobrze jak nigdy wcześniej.
Nie dziwie się. Odniesiesz sukces? Masz duże szanse na stratę pracy. Poniesiesz porażkę? Tak samo.
Morale są bardzo niskie bo bycie developerem w branży gier to w cholerę niepewna przyszłość.
Silverhand w punkt. Mamy czasy buntu przeciwko korporacjom. Kiedyś lubiani i szanowani wydawcy teraz zbierają hejty a społeczność graczy nawołuje do zaprzestania kupowania ich gier.
Niestety z drugiej strony mamy te wszystkie f2p i mobilne gache gdzie siedzą miliony ludzi i ładują kasę w mikrotransakcje a ceny sprzętu do tych bardziej wymagających gier drożeją więc przyszłość póki co słabo się prezentuje.
Ale jaki bunt?? Gdzie? Największe korpo na świecie sa jeszcze większe niż kiedyś. Druga sprawa, jakby one upadły, świat by się posypał. Wiadomo, chwilkę by zajęło odbudowanie pewnych filarów, ale fakt jest taki, że korpo nigdy nie miały się lepiej.
Bunt to za dużo powiedziane, ale świadomość społeczna trochę się zwiększyła, mam wrażenie w tym temacie. Mam nadzieje, że ludzkość nie da się kontrolować kilku tech lordom, ale zobaczymy xd.
Jest więcej znaków w tym artykule niż osób biorących udziałw badaniu ;D rzetelnie.
I jeszcze w ramach buntu, powyrzucajmy nasze komputery.
@Mosparko
Zacznij pierwszy ;).
Napisałem tylko co dzieje się w internecie patrząc na komentarze z Youtube, Steam itp.
Mogę też dać kolejny bolesny fakt. Ironizujesz a to co proponujesz wyszłoby ludzkości na zdrowie tak samo jak zaprzestanie ładowania w siebie wszelkich używek typu alkohol. Komputery miały służyć pracy przy której wskazane są przerwy co 20 minut by patrzeć w dal a alkohol to np środek czyszczący. Czasochłonne gry i media społecznościowe mają negatywny wpływ. Uzależniają, psują wzrok, izolują od społeczeństwa, problemy z kręgosłupem, zespół cieśni nadgarstka i wiele innych złych skutków.
Oczywiście każdy lubi rozrywkę w jakiejś formie (w twoim wypadku trolling), inaczej by nas tu nie było.
No i dobrze, niech ginie.
Po przejściu depresji spowodowanej zakończeniem wiedźmina 3, stwierdzam że nie ma sensu grać.
Im bardziej się uzależniamy od grania tym bardziej osłabiamy nasze ciało bo zaniedbujemy resztę życia:
Jedzenie, spanie, siłę, nawet higienę.
Jako gracze nie chcemy przyznać że jesteśmy ćpunami, będącymi uprawianymi pod utrzymywanie uwagi przed ekranem – te same mechanizmy psychologiczne co w społecznościówkach, coraz częściej są w grach.
Tylko po to by sprzedać przekaz lub reklamę, co na jedno wychodzi.
Nie. Nie widzę różnicy między graczem, a alkoholikiem czy heroinistą. Po prostu w czasie grania jesteśmy w stanie sedacji jak po marihuanie xD.
Zabierz dzieciakowi telefon czy komputer to wpadnie w agresję, a nawet będzie czuł fizyczny ból.
Dorosły nie zareaguje agresją, ale przecież nie powie samemu sobie że odczuwa stratę spowodowaną odcięciem od bodźców.
No i atomizacja, trzymając się własnych baniek informacyjnych.
Jebał pies tą technologię…
Masz dużo racji, ale spokojnie da się dozować granie, i np. nie słuchać ludzi, którzy zachwalają co przechodzą, bo to mocno skłania do chęci ogrania wszystkiego niemal. Osobiście jak czytam zachwyty nad jakąs grą, to ziewam, bo wiem, że i tak mnie nie ruszy jak metal gear solid w 1999 roku,grając na kineskopowym 19 czy ileś calowym TV :D. Powstaje mnóstwo pięknych tytułów i to nie one są winowajcą, a ludzka skłonność do uzależnienień, standardowo jak ze wszystkim. A, że marketingowcy każą nam wszystko kupować, co mnie to obchodzi.
Pierd.lisz glupoty czlowieku.
Pisze to po 40 latach grania, mam rodzine, dzieci nie bieduje i w pracy mnie awansowali na kierownika bo dziski grom mam najlepsze strategie dzialania, plany A,B,C i umiem 100 x lepiej zarzadza zasobami niz inni. Mieszkania kupowalem za gotowke, mimo pracy na etacie!
Chyba, ze masz na mysli graczy multiplayer z podatnoscia na uzaleznienia. Dla mnie takie gry sa nudne, bo robisz ciagle to samo i nie ma tam zadumy nad miejscowkami, przeslaniem i dialogami. Korporacje od gier gowien czyli multiplayer kombinuja jak uzaleznic ludzi i wielu sie w to lapie, ale inteligentne jednostki potrzebuja cos wiecej niz wzajemne sie zabijanie.
Artykuły na podobny temat zazwyczaj mówią o przykrych wieściach, kryzysie, a growi dziennikarze załamują ręce. A może to nie jest wcale zła wiadomość, tylko urealnienie rynku. Ta bańka nadmuchiwała się do niemożliwości od wielu lat. Gier jest stanowczo za dużo, chyba już tylko garść absolutnych hardkorów nadąża za tym tempem. Nowości to algorytmiczne produkty marketingowe, których wartość prasa mierzy wyłącznie sprzedażą i to wyłącznie w jakichś absurdalnych milionach, bo inaczej się nie zwróci. Czy ktoś poza inwestorami tego potrzebuje? To jasne, że wiele zdolnych osób marzy o pracy w gamedevie, ale przecież wszyscy się nie pomieszczą.
Wystarczy wywalic z gamedevu wszystkich, ktorych hobby i zyciem nie sa gry.
Nie grasz w czasie prywatnym, nie znasz tysiecy gier, to co tu szukasz szkodniku. Zajmujesz miejsce tym dla ktorych tworzenie gier to nie tylko praca, to spelnienie marzen.
Bądź mądry i zweryfikuj, u kogo gry są zbyt słabo kultywowanym hobby, żeby pozostać w branży. No i w czym wyspecjalizowany znawca środowiska, który nie gra jest gorszy od równego mu znawcy, który gra? Przy projektowaniu poziomów i mechanik trzeba mieć jakieś tam pojęcie, ale co z artystami, pisarzami, projektantami questów, reżyserami? Taki Paweł Sasko sam mówi o sobie jako o marnym graczu, ale nie wątpię w pasję, z jaką oddaje się swojej pracy.
Praca przy tworzeniu gier bardzo szybko weryfikuje prawdziwość romantycznej wizji spełnienia marzeń. To dola trudna i powtarzalna, często odmóżdżająca i monotonna. Sesje mocap ze znanymi aktorami fajnie prezentują się na zwiastunach i making-ofach, ale doświadcza ich promil najlepszych z najlepszych w branży. Szara masa ogrywa przez pół roku jeden poziom, patrzy przekrwionymi oczami ciągle na te same smutne linijki kodu i odciska sobie na siatkówce obraz rzeźbionego godzinami modelu w edytorze. Prędzej trafi Cię szlag od wypalenia i zmęczenia, niż przebijesz się przez szklany sufit korporacyjnego ładu.
Co oczywiście nie znaczy, że nie warto próbować, po prostu przy obecnym nasyceniu rynku może być ciężko, jeśli nie myślisz o stworzeniu indyka. Molochy bardziej zwalniają niż zatrudniają, a pozytywny odbiór tytułu po releasie nie gwarantuje ciągłości kontraktu. Kończy się projekt, kończy się zlecenie i praca.
Do widzenia! Z niewolnika nie ma pracownika. No ale całe IT obecnie jedzie cienko, osoby przyzwyczajone do ciągłej zmiany pracy bo kierownik źle spojrzał pewnie mają niezłego doła.
Moja Sega przeszła już tyle kryzysów,upadków i zwolnień, że uśmiecham sie na te wenryhory roku 1983. Tylko ludzi żal torcik zbyt smaczny by cos sie miało rozwalić gier na nie braknie.
Jakiś czas temu Smuggler pisał o tym, że marzy mu się tąpnięcie w branży, jak za czasów świetności Atari. Być może właśnie obserwujemy jakieś początkowe stadium tegoż. Już zaczynam się zastanawiać kto przetrwa, kto upadnie i jakie nowe wytwory wyrosną na zgliszczach starego świata.
Padną wielkie korpo jak Ubi, EA, Take2 itd. – mają za dużo pracowników, co nie przekłada się na liczbę i jakość gier. Sprzedaż nie rekompensuje już nakładów na pracowników i premii zarządu. Zostaną indyki i małe AA, ale one nie potrzebują tylu pracowników, więc reszta albo może szukać innej pracy, ale założyć coś swojego.
Kto jak kto, ale Take2 dzięki Rockstarowi może być spokojne. Co najwyżej jakieś studia pod nich podległe mogą się pozamykać takie jak Hangar 13, 2K, Gearbox, które od wieków nic wartościowego nie wypuściły
EA, Ubi przetrwają w takiej czy innej formie, wykupione przez Microsoft, Apple, Disneya, Amazona, Sony, Tencent, które tylko umocnią swoją pozycję, wchłaniając osłabionych gigantów. A przynajmniej nie padną od razu, w bezpośrednim następstwie zmian. Może NVidia otworzy swoją gierkowo-multimedialną dywizję?
Spoko. Niech tylko jeszcze wyjdzie Clockwork Revolution i branża może iść w gruzy. Chętnie zobaczę tych wszystkich growych Youtuzerów kręcących dupkami na TikToku w rozpaczliwej próbie utrzymania przy życiu swojej popularności.