Adrian Chmielarz wyjaśnia swoje słowa. „Nie o to mi chodziło”

Adrian Chmielarz wyjaśnia swoje słowa. „Nie o to mi chodziło”
Wczorajsze słowa Adriana Chmielarza o konieczności doprowadzenia do śmierci obecnego modelu biznesowego w branży wywołały niemałą burzę w polskim internecie. Sam developer twierdzi, że został źle zrozumiany, a media przekręciły jego wypowiedź. Dlatego postanowił napisać obszerny tekst wyjaśniający parę kwestii.

Chmielarz twierdzi, że w artykule napisanym dla Edge’a chodziło mu w rzeczywistości o „niefajne” metody stosowane przez developerów, by zwiększyć zyski i żywot gry (DLC, mikrotransakcje). Jedynym sposobem, aby rozwiązać ten problem to zmiana „reguł gry” poprzez przejście na cyfrową dystrybucję i zmniejszenie monopolu m.in. GameStopu.

Projektant postanowił obszernie wyjaśnić kilka najbardziej palących kwestii:

To o co chodziło w artykule dla Edge’a? W skrócie: gracze optymalizują swoje wydatki na gry, wydawcy i twórcy uważają, że używki pozbawiają ich dochodu (nie: ekstra dochodu, tylko podstawowego dochodu). Zwracam uwagę, że nie oceniałem, czy wydawcy i twórcy mają rację. Ba, pisałem o zjawisku używając terminu „perceived loss”, czyli „strata postrzegana”, a nie „strata prawdziwa”. Tak więc bez wdawania się w to, czy używki psują rynek czy też odwrotnie, robią go lepszym, pisałem, że większość wydawców i twórców uważa, że psują, w związku z czym starają się temu zaradzić. Zaradzić za pomocą różnego rodzaju motywatorów albo sztuczek. A jak się nie uda, to przynajmniej wycisnąć kasę z grupki ludzi, która się np. nabierze na MTX (mikro-transakcje) w grze, za którą już zapłaciła pełną cenę. Te rzeczy, czyli te sztuczki i te wyciskacze kasy, według mnie, psują gry i nie są właściwą drogą do rozwiązania problemu małych zysków czy ich braku. Stwierdziłem również, że według mnie głównym problemem są za wysokie ceny gier, i że tzw. „full price” powinien umrzeć. Podałem kilka możliwych modeli na przyszłość, i stwierdziłem, że w modelu „pudełkowym”, czyli przy dominacji wielkiej sieci Gamestop oraz przy sentymencie graczy do pudełka, żaden z tych modeli nie jest możliwy. Albowiem są one możliwe tylko w przestrzeni dystrybucji cyfrowej. Tylko tam jest pole do eksperymentów zarówno struktury gier, jak i struktury cen. Na koniec dodałem, że Microsoft miał bardzo dobry, według mnie, pomysł, aby dominującym rynkiem uczynić rynek cyfrowy, a nie pudełkowy. Niestety, zrobił to źle, albo nawet i bardzo źle: zarówno przez nieudany PR, jak i kilka dziwacznych elementów Xbox One. Do tego dołożyli się wszyscy: gracze, którzy udają, że pudełka będą na zawsze, dziennikarze, którzy uwielbiają flame baity, oraz twórcy, którzy milczą. W rezultacie cyfrowa rewolucja została odwołana. I tak przejdziemy całkowicie na „cyfrę”, i tak. Od tego nie ma odwołania, chyba że wybuchnie wojna lub kryzys tysiąclecia – ale wtedy będziemy mieli trochę inne problemy. Póki co, jedynym rezultatem odwołania rewolucji jest to, że zamiast nowego otwarcia i platformy, która demokratyzuje wydawców i graczy, dostaniemy kilka lat zamieszania. Ha, ha, już widzę, jak przy dystrybucji cyfrowej znikają DLC czy MTX! To bardzo proste. DLC czy MTX będą istnieć tak długo, jak długo ludzie będą je kupować w takich ilościach, by przynosiły znaczący zysk. To gracze i ich portfele decydują o tym, że DLC i MTX istnieją. Wyobraźmy sobie jednak, że dominacja cyfrowej rewolucji spowoduje obniżkę akceptowalnego górnego pułapu ceny gry, na przykład do $30. Wówczas DLC składające się z trzech starych map w nowych teksturach za $15 nie będzie akceptowalne, bo za tę cenę będzie można kupić sporo fajniejszych, i wcale niestarych rzeczy (Steamowcy już to wiedzą, choć również i Steam jest dopiero na początku drogi, bez możliwości huśtania rynkiem, ponieważ PC nie jest dominującą platformą gier AAA). Skąd pewność, że przy cyfrowym rynku jako dominującym ceny spadną? Nie mam żadnej pewności. Ale mam pewność, że nie spadną one przy dominującym rynku pudełkowym. Chodzi konkretnie o to, że ludzie od dłuższego czasu głosują pieniędzmi w ten sposób, że mówią dość głośno, iż model $60 ich nie interesuje. Obojętnie, czy piracą gry, czy czekają na wyprzedaż, czy używają używek, itd. – cena $60 jest za wysoka, i tyle. Istnieje dosłownie kilka franchise’ów, które się temu opierają (Call of Duty, Assassin’s Creed, itd.), ale rok w rok zmniejszają się dochodzy branży „normalnych” gier, przy jednoczesnym zwiększaniu się ilości graczy. Więc coś jest bardzo, jak to się mówi, „nie halo”. I teraz uwaga: sam fakt innego sposobu dystrybucji nic nie zmieni. To nie jest tak, że nagle zamiast pudełka jest download, w związku z czym same z siebie ceny spadną. Natomiast jest tak, że cyfrowa dystrybucja pozwala na kompletnie inne modele gier i cen. Pozwala wejść na rynek firmom, które nie mają większych szans na zabetonowanym rynku pudełkowym (np. Telltale). Ale te nowe modele i ceny staną się dominujące dopiero wtedy, gdy cyfra będzie rynkiem dominującym, a nie pomocniczym, jak teraz. Innymi słowy: nie sam fakt cyfrowej dystrybucji może obniżyć ceny, tylko fakt, że przy cyfrowej dystrybucji będącej rynkiem dominującym pojawia się modele gier i ich cen, które tę obniżkę wymuszą. Dowód? Appstore. Wystarczy porównać ceny z 2009 roku z cenami dzisiaj. Dzisiaj ludzie krzywią się na $3, krztuszą się przy $10, a jeszcze cztery lata temu żadna z tych cen nie była szokująca. Osobiście uważam, że sprawy na AppStore zaszły za daleko, ale to już zupełnie inna historia. W każdym razie przykład jest prosty: jeden rynek cyfrowy, na którym można odpalać różne modele cenowe (od $0 do $30) i strukturalne (np. gry HOPA prawie zawsze pierwszą godzinę oferują za darmo), i obecność tych modeli pozwoliła na obniżkę średniej ceny gry w ciągu ledwie kilku lat. Na mniejszą skalę widać to również na rynku aplikacji, którego pudełkowa wersja prawie się na świecie nie liczy, gdyż dominuje dystrybucja cyfrowa. Spodowowało to nie tylko obniżkę cen aplikacji jako takich, ale również pojawienie się kompletnie nowych modeli biznesowych. Kto jeszcze kilka lat temu przypuszczał, że dostanie do ręki porządny pakiet a la Microsoft Office, czyli Google Docs? Czy byłoby to w ogóle możliwe przy dominującej dystrybucji pudełkowej aplikacji? Tymczasem na rynkach mieszanych mamy zastój. Na przykład płyty CD kosztują tyle samo cyfrowo, co i pudełkowo. Dokładnie to samo blokuje „rozwój” gier. To trzeba robić dobre gry, i problem się sam rozwiąże. Problemem nie jest jakość gier, tylko obecny model cenowy. Dokładniej: jasne, róbmy coraz lepsze gry, ale to w żaden sposób nie rozwiąże problemu cen. Na PC to działa, ale na Xboxie nie, bo Microsoft będzie tam miał monopol. Jestem oczywiście za tym, aby MS demokratyzował dystrybucję, tak jak to zapowiada u siebie Sony. Ale strachy przed monopolem to strachy na lachy, właśnie dokładnie dlatego, że istnieje Sony, że istnieje Steam, że istnieje GOG, że istnieje AppStore, że istnieje Google Play, że wchodzi mocno Amazon Games, itd. Microsoft nie jest żadnym monopolistą na nic. Zyski z takiej konkurencji widać już gołym okiem. Przecież Microsoft nie wprowadził dwóch gier miesięcznie za darmo na XBL dlatego, że są tacy mili, tylko dlatego, że konkurencja ich do tego zmusiła. W odróżnieniu od Sony, gry te są gracza na zawsze, nawet jak przestaną płacić za XBL. Obojętnie od tego, jak oceniać jakość tych gier, to jeszcze niedawno nie było nic, a teraz jest coś. Jest to krok we właściwym kierunku, czy nie jest? Cyfrowa dystrybucja nic nie da, bo jest już dzisiaj na konsolach, a jakoś ceny tam nie spadają, itd. Obecna cyfrowa dystrybucja na konsolach to żart. Konsole i ich systemy były planowane dziesięć lat temu, kiedy cyfrowa dystrybucja dopiero się Gabenowi śniła. Dawanie przykładu obecnych rozwiązań to jak mówienie, że zastąpiło się mleko wodą, a mąkę piaskiem, i naleśniki jakieś takie nędzne wyszły. Cyfrowa dystrybucja pokaże swoją moc dopiero wtedy, gdy będzie rynkiem głównym, a nie pomocniczym. Ale ja kocham pudełka. Rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że jesteś w mniejszości. Wystarczy zobaczyć, jak bardzo ludzie kochają pudełka z muzyką: Jakoś kiedyś mogłem sprzedawać swoje gry w czasach PS2 i było ok, a dzisiaj nagle to problem. Tak dokładnie jest. W czasach PS3 handel używkami był marginalny. A tak to wyglądało w 2010 roku: Jak widać, Gamestop zarobił o wiele więcej na używkach niż na nowych gier (to jest wykres dochodu, nie przychodu, który jest większy z gier nowych). Nic dziwnego, czasy ciężkie, $60 to kupa kasy, trzeba optymalizować koszty. Cieszą się gracze, cieszy się Gamespot, a do wydawców i twórców ze sprzedaży używek powędrowało zero, słownie: zero dolarów. To zostawmy pudełka, tylko zróbmy system, w którym część kasy idzie do wydawców i twórców. Po pierwsze, to strasznie skomplikowane technicznie, i jeden z powodów najgłośniejszego protestu przeciwko tej featurce XBO. Po drugie, to akurat nie rozwiązuje problemu, bo, jak pisałem, w wersji pudełkowej niemożliwe są eksperymenty cenowo-strukturalne. Oczywiście, lepszy rydz niż nic, ale to bardziej ukrywanie problemu, niż jego rozwiązanie. Ceny $60 to nie zabije. Rozumiem cyfrową dystrybucję, ale lepiej to jednak wprowadzać stopniowo, a nie rewolucyjnie. Być może. Moim zdaniem jednak powoduje to niepotrzebny zastój. Dobra, konkretnie to w końcu jesteś za czy przeciwko używkom? Uważam, że termin „używka” w przypadku tworu cyfrowego jest mylny. Prawo do „pierwszej sprzedaży” zostało wprowadzone w USA w 1907 roku, czyli w czasach, gdy nikt sobie nawet nie wyobrażał istnienia tworów, które można reprodukować łatwo i bez straty jakości, a ich używanie w żaden sposób ich nie zużywało. Zdjęcie celofanu z pudełka z grą nie uważam za „zużycie się produktu”. Ale nie ma znaczenia, czy jestem za, czy przeciw, bo jako twórca jestem niewiarygodny, i choćbym podał tysiąc argumentów, to na pewno dlatego, że „chcę się nachapać” (jak wiadomo, w Polsce zarabianie pieniędzy jest rzeczą godną pogardy). W związku z czym polecam to oto video, od człowieka, którego trudno oskarżyć o całowanie tyłków developerów czy wydawców. 30 minut, ale warto. Dla tych, którzy zupełnie czasu nie mają: http://www.neogaf.com/forum/showthread.php?t=569593 Diablo 3 czy Sim City to był disaster. Był. Podobnie jak pierwsze próby z samolotami. Firmy już się uczą. Na przykład w branży aplikacji nikt nie robi tzw. sim-launcha, tylko rolling-launcha, gdzie kolejne kopie sprzedawane są dopiero wtedy, gdy serwery oddychają. Przypomnijmy sobie też jak działał Steam kiedyś, a jak wygląda dzisiaj. To wszystko nieważne, firmy są dla klientów, a nie odwrotnie. Zgadza się, ale to nie oznacza automatycznie, że klienci wiedzą, co dla nich dobre. Brzmi to brutalnie, ale jest to prawda. W historii jest mnóstwo przykładów, od słynnego powiedzenia Forda, że „gdybym zapytał ludzi, czego chcą, poprosiliby o szybsze konie”, po dramatyczne przewidywania, iż iPhone i iPad będą spektakularną katastrofą, i że Apple i Jobs stracili swój „magic touch”. Jednym z najsłynniejszych afer w naszej branży był wymóg Half Life’a 2, iż musi wraz z grą zostać zainstalowany Steam. Mam nadzieję, że po latach widać, że Steam zrobił branży dobrze, a nie źle. Ale krzyki i rozdzieranie szat słychać było w każdym możliwym wymiarze wszechświata. Ale ja mam argumenty, a ty się mylisz, bo… No i super. Masz argumenty, dyskutujmy. Nie roszczę sobie monopolu na nieomylność. Mam opinię, wyrobioną na podstawie dwudziestu lat w branży w każdej postaci – od indie do AAA i z powrotem – oraz na podstawie setek innych źródeł, ale to nie znaczy, że widzę wszystko. Może czegoś nie widzę, więc chętnie usłyszę czego. Ale dyskutujmy, a nie tupmy nogami, nie zamykajmy oczu na fakty, i nie wciskajmy drugiej osobie wypowiedzi, których nie wypowiedziała.

102 odpowiedzi do “Adrian Chmielarz wyjaśnia swoje słowa. „Nie o to mi chodziło””

  1. „Problemem nie jest jakość gier”. OWSZEM I JAK NAJBARDZIEJ JEST! ludzie mają serdecznie dosyc płacenia 200-250zł za 6 godziny singla + doklejony na siłę multiplayer! Ostatnio na rynku ze swieca szukać wyjątkowych gier, które oferują solidną dawkę kontentu, który nie nudzi się po paru minutach i nie sprowadza się do głupiego strzelania!

  2. NBLastMax masz rację z grami jest coraz gorzej niby graficznie to ślicznie wygląda (ale rym..) ale gameplay jest praktycznie taki sam dodajmy do tego że trwa to może z 6h i do tego gra jest pocięta na kawałeczki żeby upchnąć te obsikane dlc i to nawet w dniu premiery co już jest normą powoli. Czasami mam wrażenie że gram praktycznie w jedną i tą samą gre tylko tło się zmienia. Zatem jakość gier spada a ograniczenia coraz większe drmy jakieś konta na originach srinach itd… ja chce poprostu grać i tyle.

  3. @Wiron „A dla czego ludzie kupują używki to nie mam pojęcia. Płacą ale nie twórcą. Obie strony na tym tracą”…a czy jak sprzedajesz samochód to odsyłasz 10% z pieniędzy które otrzymałeś?:P Nowy samochód w salonie to dziś wydatek ponad 30 tysięcy złotych…nie sprzedaje ich się za wiele a mimo to handel używanymi samochodami kwitnie na całym świecie już od dziesiątek lat…i kurna popatrz jakoś fabryki pracują nadal:P i to ich pierdzielenie że ludzie uwzięli się na tych zarabiających lepiej…dziecinada

  4. @smd87|Tak, miałem na myśli niższe ceny. Czy nie ma na to szans? Tego nie wiem. Jeśli ceny faktycznie się nie zmienią nie ma to najmniejszego sensu.|eBooki to dobry przykład, ale sytuacji obecnej. Podobnie jak gdy pudełkowe, książki w wersji papierowej mogą blokować ich wersje plikową. Jeśli by zamknąć wszystkie księgarnie sytuacja mogłaby wyglądać inaczej.|Nadziei na powodzenie można wypatrywać na przykładzie rynku muzycznego. Tu ewidentnie szala przechyla się na korzyść muzyki „z internetu”…

  5. …Rynek fonograficzny ma się całkiem nieźle, mimo iż sprzedaż płyt z roku na rok spada. Chmielarz dobrze to zauważył i opisał powyżej. Gdyby udało się to przenieść na rynek gier korzyść z dystrybucji cyfrowej naprawdę byłaby miłą zmianą.|Choć również tęskniłbym za krążkami 😉

  6. @imbatman Skoro ludzie kupują używki bo jest taniej to zamiast tego gry powinni grać w piraty. Z perspektywy twórcy na jedno wyjdzie, a kasa zostanie w portfelu zamiast zniknąć u pośrednika. Poza tym gry tanieją z czasem, używki to nie jedyny sposób na tańsze gry.

  7. Wiron… Twoja logika mnie rozwala : D Zamiast kupić samochód używany ukradnij go przecież i tak kasa do producenta nie pójdzie więc co Cie to interesuję : ) Nie wiem coś Ty się tak tych twórców uparł i tego żeby im dobrze było…Mam prawo sprzedać grę jak i kupić używkę a co dalej z tą kasą się stanie to już mało mnie to interesuje jak i większości ludzi zapewne… poza tym doją nas na każdym kroku wprowadzając badziewiane zabezpieczenia więc ja dobroduszny dla nich nie bd.

  8. @woocash87 polecam obejrzeć filmik, padły tam argumenty przeciwko porównywaniu rynku samochodów do rynku gier. W skrócie: samochody niszczeją z czasem, wraz z niszczeniem spadają osiągi i bezpieczeństwo. Gra albo działa albo nie.

  9. bla bla bla, tak to zawsze wygląda. najlepiej zwalić winę na przejęzyczenia czy nieporozumienia gdy słowa wzbudzają burze i 'agresję’ ludzi po drugiej stronie barykady. mimo tego 'pudrowania’ nie da się ukryć, że liczy się kasa, a nie interes gracza i tyle.

  10. @imbatman Ja po prostu wyciągam logiczne wnioski. Koronny argument przeciwko piractwu to fakt że twórca nie zarabia. W przypadku używek również nie zarabiają. Wniosek: albo jest się za używanymi grami i za piractwem albo jest się przeciwko używką i piractwu. Stany pośrednie nie mają sensu i wynikają z przyzwyczajenia. Aby była jakakolwiek sensowna dyskusja na te tematy trzeba zrozumieć że jest różnica miedzy dobrami materialnymi a dobrami cyfrowymi.

  11. Wiron ja wypowiadam się od strony zwykłego przeciętnego gracza i mojego interesu a nie twórcy zatem logiczne że wybiorę grę używaną bo jest tańsza a różnicy między nią a nówką nie ma żadnych dla mnie. Powiedz teraz tym wszystkim ludziom że są źli okropni i w ogóle beee bo kupują używki i Ci biedni twórcy nie zarabiają wybacz ale śmieszne to dla mnie jest bronić ich oni tylko zacierają ręce jak tu wydoić nas jeszcze i jeszcze przykład xbox one chyba najlepszy ale ludzie się jednak w bambuko robić nie dadzą.

  12. Ceny gier to jedno wielkie nieporozumienie. W zasadzie jedynie one powstrzymują mnie od kupna konsoli. Rozważam zakup PS4 za jakiś czas, rok, może półtorej. Jeśli jednak nie doczekamy się dostosowania cen gier do realiów rodzimego rynku, spasuję. Rzecz się zwyczajnie nie kalkuluje. Nigdy, ale to nigdy nie dam za żaden tytuł 200 PLN, lub więcej. W tej sytuacji czy spiracę, czy kupię używkę nie ma znaczenia, wydawca nie zobaczy ani grosza. Należy więc zlikwidować używki i tym sposobem przekonać gracza…

  13. Gdyby zablokowali używki ja napewno nie kupiłbym bym konsoli bo nie stać mnie na nowe gry i chyba wielu ludzi w Polsce także a tak mam ps3 i rzadko ale jednak czasami od święta i nową grę też kupię zatem gadka że na używkach nic nie zarobią do mnie nie trafia.

  14. …do zakupu, czy raczej go wymusić. Prawda? Nic z tego, wiele osób i tak nie kupi, nawet jeśli innej opcji niż ta za 200+ nie będzie. Dla mnie problemem, głównym i jedynym są ceny, nie używki.

  15. Nie oszukujmy się wydawcy nigdy nie pójdą na rękę graczom i blokada używek na pewno nie spowoduje zmiany cen a nawet jeżeli to z 239 do 200 zapewne by tak było więc nie ma co się czarować i tak już płacimy za haracz w next genach żeby grać online więc się nachapią hajsu.

  16. @imbatman Nigdzie nie piszę że popieram twórców. Jeśli chcesz oszczędzać i nie obchodzi cię autor – graj w piraty. Po prostu. (chociaż na PS3 może być z tym problem – więc rzeczywiście w takim przypadku używki są sensowną opcją)

  17. @eustachy80 Na ceny gier są 2 rozwiązania:Używki i nie kupowaniu gier na premierach co w sumie jest bez sensu (no chyba, że mowa o naprawdę dobrych grach typu GTA V) Tak samo jest z konsolami PS4 za rok będzie pewnie można kupić z 25% taniej a w międzyczasie dodadzą jeszcze jakieś wersje typu PRO/Elite czy Super Uber Hiper Hipster version. Nie ma co się spinać ceny to problem do rozwiązania

  18. @woocash87 – ta, tradycyjne „a samochody używane to są i nikt nie płacze”. W używany samochód musisz wpakować i tak jeszcze niemałe pieniadze. Ubezpieczenia, przerejestrowanie (to akurat i w nowy trzeba), wymiana opon, może przewodu paliwowego albo klocków hamulcowych, bo zużyte itp. Z grą tego problemu nie ma. Ona nie staje się gorsza, bo ktoś ją użytkował przed Tobą.

  19. Nic nie jest takie proste. Zawsze będzie próba optymalizacji. Może zamiast mniej a drożej lepiej sprzedać więcej a taniej? Druga rzecz, że developer developerem, a wydawca wydawcą i nawet jak developer będzie rzeczywiście miał dobre chęci to wydawca już nie musi. Ludzie są już przyzwyczajeni do takich cen jakie mamy więc po co to zmieniać, po co zmieniać mocno? Przecież się nie opłaci. Moim zdaniem obrywa się producentom gier w dużej mierze przez spore nasycenie rynku grami. Konkurencja spora i jest ciężko.

  20. Ludzie kupują jakąś grę i potrafią ją katować X czasu. Szczególnie jeśli ma dobre multi. Z automatu nie kupują już czegoś innego. Ale przecież nie będą kupować gier ot tak, aby były w kolekcji a przechodzić tego wszystkiego się nie nadąża. Szczególnie dotyczy to pewnie starszych graczy, którzy tak wiele czasu na gry nie mają. W takim tłoku ciężko się przebić.

  21. Ja się z panem Adrianem nie mogę zgodzić w tym, że w grach wydawanych pudełkowo nie ma miejsca na różne eksperymenty i ich cena nie może być niższa. Dlaczego? Ano dla tego, że parę lat temu sam pan Adrian przeprowadził eksperyment z Painkillerem, który ponoć wypadł bardzo pozytywnie – jak zresztą sam się pan Adrian chwalił. Więc jak to jest, kiedyś było można a teraz nie?

  22. „rok w rok zmniejszają się dochodzy branży „normalnych” gier, przy jednoczesnym zwiększaniu się ilości graczy.”|Co za bzdura. Zwiększa się liczba casuali, a nie graczy. Gracze w większości są załamani obecnym stanem gier, zarówno jakością jak i różnorodnością.

  23. A gracze causuali to co? Chomiki? To też gracze – potencjalny klient dla wydawców.

  24. Używki jako problem gier? Chyba raczej model ich wydawania, który oczekuje od ludzi, że będą kupowali każdą nowość, jaka zostanie wydana. Rynek nie jest przecież nienasycony. Zamiast co roku wydawać to samo twórcy/wydawcy powinni zmienić podejście. Pierwsze objawy, które potwierdzają, że obecny model wydawania gier przez gigantów będzie przynosił straty już zresztą widać, gdy pewne gry „nie spełniły oczekiwań”, a twórcy Dark Souls już tworzą kontynuację i to na PC, bo gra odniosła ta sukces. Przypadek?

  25. Jak ja lubię takie wywiady, przedstawienie problemu, ale żadnej próby rozwiązania go w sposób prosty. Jeżeli tak bardzo branża gier, nie chce się nachapać to niech sprzedają gry w dystrybucji cyfrowej 50% taniej niż w pudełkowej to pogadamy, tylko się nie pisze/mówi, że to się nie opłaca i gracze są źli, bo nie chcą kupować gniotów w jakości AAA, za koszmarnie dużą cenę. Nie zgadzam się z wypowiedzią Pana Chmielarza. Niech ktoś branży powie to, co wszyscy myślą, ale tak naprawdę, a nie owijają w bawełnę!

  26. @Wiron a dlaczego mamy nie porównywać gier do samochodów? Bo tak uznał autor filmiku? Co byś nie kupił w sklepie natychmiast po zapłaceniu w kasie jest warte mniej bo już jedne ręce to macały. I co ma bezpieczeństwo do tego że nie płaci się koncernowi tak jak twórcom gier? Samochody to dobra luksusowe które przeciętny obywatel kupuje raz na parę lat a duża większość nigdy nie kupi nowego. Jakim jesteś klientem dla koncernu kupując używany samochód i zamienniki do niego? Nawet piractwem tego nie mogą nazwać.

  27. I części zamienne to jeszcze lepszy przykład. Dlaczego na produkcji części (zamienników) zarabiają inni a nie producent samochodu? Kupując zamienniki: klocków, uszczelek, rozrządów, płynów, elementów zawieszenia itp. jawnie rąbiesz producenta samochodu w poślady…szczególnie kiedy kupiłeś używany samochód i serwisujesz go u Pana Miecia a nie w ASO. Nie zapłaciłeś twórcom za samochód, za części za serwis…a jeździsz sobie samochodem który sprzedany w salonie dał chleb wielu Polskim, Czeskim, Japońskim

  28. Włoskim, Rumuńskim i Niemieckim rodzinom zwykłych robotników którzy stanowią 70% koncernów. Ich los zależy od tego niewielkiego procenta ludzi którzy kupują nowe samochody, serwisują w ASO i kupują oryginalne części. A nikt nie zakłada DRM’ów w samochodach. To że spada bezpieczeństwo…i co z tego? Jak dbasz o samochód to za 25 letniego young timera możesz zgarnąć kilka tys. (a cały czas możesz jechać na zmiennikach i być 50 właścicielem). A sprzedaj grę za 25 (lub więcej) lat za więcej niż parę złotych.

  29. Nie poddawaj się tak łatwo propagandzie i filmikom który Chmielarz wybrał z setek podobnych na YT…a wybrał ten bo najlepiej prezentuje JEGO punkt widzenia a nie tego jak naprawdę funkcjonuje rynek i to już od czasu jak człowiek zaczął handlować.

  30. Przekonał mnie ten filmik. Nie kupię używanego samochodu tylko nowy – za 20 lat. Facet od którego miałem kupić samochód, też nie kupi nówki bo mu braknie kasy (nie sprzeda starego) i nie będzie miał miejsca w garażu na nowy – tysięcy zł się nie wyrzuca na złom.

  31. Wszystko fajnie, wszystko spoko. Niestety cyfrowa rewolucja zapowiadana była od wielu lat. Jestem pewien, że nastąpi. Natomiast nie wydaje mi się, że wydawcy zmienią podejście w stosunku do cen. Ile to się mówiło, że gry cyfrowe pozbawione pudełek, nośników, kosztów tłoczenia, drukowania, transportu, magazynowania….będą tańsze. I co? I nic cena 49.99 $ lub 49.99 E lub 129-159 zł (przeważnie). A dlaczego nie dadzą ceny za cyfrówkę zaraz na starcie zamiast 49.99 44.99 lub nawet 39.99?

  32. Dzięki temu mogliby zachęcić graczy przekonanych do pudełem do zmiany zachowań. Z resztą taki steam pobiera marże, ale wielu wydawców ma swoje własne sklepy, systemy ja uplay czy origin, czy gry w nich są tańsze? Nie. Są nawet droższe niż gdziekolwiek indziej, są droższe niż wersje pudełkowe. Chodzi o to, że gdy pudełka znikną na zawsze, ceny nie zmienią się. Będą dokładnie takie same, tyle, że do producentów i wydawców będzie trafiać więcej kasy.

  33. Ktoś może przytoczyć świetne wyprzedaże np. na steamie… Nikt nie decyduje się na obniżenie ceny jeżeli jego gra nadal sprzedaje się dobrze w zwykłej cenie. Obniżki są zwykle wtedy, gdy gra leży i kwiczy, bo „nikt” już jej nie kupuje. Nie stracą na 75% promocji, a pocisną grę jeszcze „kilku” graczom…a w zanadrzu tytuł z serii z kolejną cyferką.

  34. Stwierdzenie co do DLC, że gracze i tak zagłosują portfelami jest wg mnie bardzo nie na miejscu. Jestem graczem, dla którego gry są pasją. Jak kupuje grę chcę ją poznać całą. Kupując Mass Effecta czy Battlefield 3 chce poznać całą historię i bawić się na wszystkich mapach w multi. Niestety muszę się chcąc nie chcąc dawać ru…w w… Jako fan nie mam wyboru. Ktoś powie to nie kupuj. Niby tak ale ja nie lubię wybrakowanego towaru i muszę płacić więcej żeby poznać całość. Niech to się zmieni wreszcie. STOP DLC

  35. @Reizen|Tak, można porównać casuali do chomików, chociaż bliżej im do szczurów czy kretów. Ile taki casual gra? Ile gier kupuje? No właśnie… a wymaga gry krótkiej, prostej i broń boże nieskomplikowanej. Co się odbija na całym rynku bo gracze, gracze którzy rzeczywiście grają przestają kupować badziewne gry albo je szybko odsprzedają, bo albo są gó***e albo za krótkie – po co mi gra którą ukończyłem w niecały dzień?

  36. Kolejna sprawa – dystrybucja cyfrowa – nie miałbym nic przeciwko, gdyby gry były o wiele tańsze w tym modelu dystrybucji, pozbawione DRMów i żebym mógł po ściągnięciu gry wypalić ją sobie na płytce, żebym miał pewność, że uruchomię ją sobie za 10-20 lat, żeby pokazać np synowi w co ojciec kiedyś szpilał 🙂

  37. Jak zwykle, wszelkie niedogodności tylko niechcący uderzają w graczy a naprawdę mają walczyć z nieuczciwymi koncernami. I oczywiście kierowanie się interesem firmy jesk ok, ale jak gracz się o swój portfel troszczy i kupuje używki to już trzeba mu pokazać paluszek. To co Panie Chmielarz, Panu wolno być kutwą, a nam nie? Więc to my mamy moralny obowiązek dbania o dobro branży, a Pan może się etycznie nienagannie martwić tylko o finanse? Panu już podziękujemy.

  38. Produkcja gier: Kiedyś zespoły nawet wśród największych w branży (Blizzard, Epic, ID Software, EA) były mniejsze, budżety na produkcję, mniejsze a i tak powstawały świetne gry, które korzystały z najnowszych technologii w danym czasie, w które grało się kilkanaście/kilkadziesiąt godzin. A dziś gry na 6h budżety większe niż hollywoodzkie megaprodukcje i niby technologia droga. To po co z niej korzystać – nie można poczekać aż stanieje?

  39. Inna sprawa – casuale. Kurczę po co producenci w nich celują? Wydaja miliony na marketing (a potem się dziwią, że gra się nie zwraca – studia upadają, ludzi zwalniają i po co to wszystko?) żeby dotrzeć do casuali, bo na hardcorowych graczach i tak już zarabiają ale wiadomo zawsze jest za mało! Casual i tak nie pogra w kolejnego DMC, Battlefielda czy GTA. Bo nie potrafi grać w takie gry – on gra w proste gierki jak Angry Birds.

  40. @Meno: Skyrim jz miesiac po premierze w czasie Xmas Sale dostal przecena w twarz. Nieduza (33%), ale dostal. Tak, sama gra trzymala dosc dlugo premierowa cene, ale to jest dokladnie tak samo jak pudelka w sklepie. Ale juz po miesiacu Zachod mogl miec gre znacznie taniej niz 11 listopada. Z pudelkami to nigdy sie nie uda, by po miesiacu cena tak spadla.

  41. @luczador – no właśnie, a wydawałoby się, że jak zapłaciłeś, to masz tym większe prawo głosu, a tu gucio! „Zagłosowałeś portfelem” to możesz się… sam wiesz co. Jak masz jednego lekarza w wiosce, który rząda łapówek, to płacisz z konieczności, czy po prostu „głosujesz portfelem”? Jak się nas stawia przed wyborem: płać, albo zapomnij o ukochanej marce, to czy to jest wybór czy przymus? Każdego, kto się zasłania głosowaniem portfelem najchętnij powiesiłbym za wory!

  42. Gracze hardcorowi nie potrzebują reklamy wyskakującej na każdym kroku, jak otwieramy lodówkę czy sedes. Od dawien dawna gracze komunikują się „pocztą pantoflową”, czytają pisma branżowe, czytają serwisy o grach w necie, dyskutują na forach itd. Dobra gra się sprzeda bez wydawania 200 mln $ na marketing. Segment gier AAA nie jest dla casuali i niech producenci to wreszcie zrozumieją. Mój stary nie kupi BF i nie zagra w niego bo nie ma 10 rąk a 10 latkowie skopią mu dupsko jeszcze na resp-poincie 🙂

  43. @bezoar – dokładnie tak to wygląda – mój głos portfelem nie jest podyktowany moją dobrą chęcią (o jak fajnie kupiłem BF3 za grubo ponad 100 zł, fantastycznie mogę dopłacić 50 zł za dodatek B2K, jeszcze lepsza wiadomość EA z DICE wymyśliło Premium kupię go za 200 zł co z tego, że w nim już jest zawarty B2K za któego zapłaciłem wcześniej przecież mam kasę zapłacę im 2 raz za to samo a właściwie 3 raz bo powinno to być w podstawce albo przynajmniej darmowych DLC) tylko jestem przymuszony.

  44. @bohater8 Właśnie o to chodzi że jak gra jest słaba, albo nie spełnia pokładanych nadziei to szybciej pojawiają się używki i gra jest przeceniana jak ostatni Need for Speed który 3 miesiące po premierze na konsoli można było nabyć w folii nawet o 40% taniej, a potem poszło nawet 50%. Taki Skyrim jest grą dobrą więc ludzie jej nie sprzedają na potęgę po ukończeniu. I nie podawajcie za przykład serwisu steam, bo tam gry macie tylko „pożyczone”.

  45. Prosty przykład – BLIZZARD – robi gry latami, ale jak już skończy… Jak to jest, że ich gry zawsze trzymają poziom i są grami na długie godziny – dopracowane w każdym calu. Są to najdroższe gry w każdym sklepie. Nawet 2 lata po premierze taki SCII jest drogi. Ale tu mamy jasność – płacimy za jakość, za godziny zabawy. Owszem wpadka z Diablo 3 i posiekanie SCII na 3 gry to wg mnie błędy Blizzarda ale i tak jak dla mnie ich sposób traktowania graczy jest jednym z lepszych, może nie najlepszy ale ok

  46. @barney2231 – dokładnie jak mnie to wkurza, gry stają się usługą! Kto wpadł na tak debilny pomysł? Czy muzyka, film, książka to usługa? Nie! I gra to też nie może być usługą! Kupując grę nabywam coś fizycznego nawet jeśli to jest z dystrybucji cyfrowej to te Gb danych jest fizycznym bytem, z którym mogę zrobić co chcę. Dokąd to wszystko zmierza. Wyobrażacie sobie przyszość? Dziś odpalisz Contrę, Mortal Kombat 1 itp. za 15 lat nie pogramy Np. w BF5 bo ten w 2016 roku był usługą… Bez komentarza.

  47. @luczador W COD1-4 nadal możesz grać w MW2 już chyba serwery są wyłączone. Od BF3 do gry wymagany jest origin i battlelog, EA uzna, że kończymy wspierać i zmieniamy jakiś zasadniczy elementy systemu bez updatu pod starsze tytułu nie pograsz. Druga sprawa, że firmy hostujące też nie będą wynajmować serwerów pod starsze tytułu bo więcej kasy jest z nowych. Wszystkie gry nawet te kupione w pudełku a wymagają dodatkowej aplikacji nawet na SP w każdej chwili mogą zostać odcięte.

  48. @luczador|Blizzard to legenda. Kiedyś Blizzard to było coś. Ale teraz też odwalają fuszerkę. Dieblo 3 to porażka, Starcraft 2 jest znacznie gorszy od jedynki. Z WoW-a (którego osobiście nigdy nie lubiłem) zrobili jakiś żart przy ostatnim dodatku.

  49. @Zdzisiu – SC 2 nei jest gorszy od jedynki. Masz zmieniona perspektywę. Kiedy wchodził SC 1 to była rewolucja, trzy odmienne rasy w gatunku, gdzie normą były dwie i każda lustrzanym odbiciem drugiej tylko z innymi skórkami na jednostkach. SC 2 wyszedł w czasach, kiedy to już nie jest nic takiego. Więc nie zrobił takiego wow. Ale gorszy nie jest.

  50. Oczywiście że SC 2 jest gorszy. Składa się na to idioto-odporna mechanika, cukierkowata grafika która nie pasuje do serii oraz zryty balans gdzie flota wygrywa praktycznie każdą nie-rushową rozgrywkę. SC I nie tylko miał lepszy klimat, ale również balans samej rozgrywki pozostawia SC2 daleko w tyle.

Skomentuj woocash87 Anuluj pisanie odpowiedzi