28.08.2012
Często komentowane 17 Komentarze

[BLOGI] Władcy marionetek

[BLOGI] Władcy marionetek
Nasz bloger Soaps o marionetkach, władcach marionetek, marionetkowaniu, rządzeniu i kontrolowaniu innych trzymając za sznurki...

Gdy się robi grę trzeba pamiętać by każdy zawarty w niej element był godny tego, aby producent go „odptaszkował”. A co musi być w każdej grze by gracze także zechcieli ją „odptaszkować”? Oczywiście, grywalność. Szkoda, że czasami twórcy zapominają jak wiele czynników ją tworzy. I tym samym dostajemy dopracowane mechanizmy rozgrywki, pełno akcji i słabiuśną otoczkę fabularną.

Bezduszne kukiełki
Ile to już razy? 5, 10, 500 000? Dlaczego twórcy w dużej części nie potrafią w potraktować stworzonych przez siebie postaci, hmmm no nie wiem, niech pomyślę… poważnie?! Nie chodzi tu tylko o to iż postać kobieca musi mieć największy możliwy rozmiar biustu, a jej twarzyczka ma przyprawiać chirurgów plastycznych o chęć natychmiastowej dekapitacji (chociaż może poczynając od nowego Tomb Raidera ten trend trochę ustąpi). Nawet nie o to iż bardzo często nasz podopieczny to zwykła kukła która bez cienia własnego zdania robi to co rozkazują mu robić inni i potrzebny jest nam tylko po to by zobaczyć napisy końcowe. Najgorsze jest to iż sami developerzy nie potrafią podejść dorośle do kwestii postaci, fabuły, dialogów swojej własnej gry, co prowadzi do tego, że nawet najmniejszy przejaw tego typu inwencji w tytule który do tego czasu był prostacki w odbiorze (i potem dalej taki będzie) odbieramy prześmiewczym parsknięciem nie zawracając sobie głowy takimi pierdółkami. Jasne mamy przykładowo takiego Rockstara który reprezentuje zgoła inne podejście w kwestiach fabularnych i nie tylko jego, ale pytam co z tego? Sytuacja pierwsza z brzegu: w części pierwszej dostajemy dosyć spokojną (jeżeli chodzi o akcję i tempo rozgrywki) grę z mocnym postawieniem na w miarę wiarygodne przedstawienie postaci i otaczającego gracza świata, ok.


Co słyszymy od developerów przy okazji sequela? „W części drugiej stawiamy na akcję, akcję i jeszcze raz akcję!” „Spodziewajcie się więcej tego co znacie z Call of Duty, a mniej tego za co pokochaliście naszą grę!”, nie wmówicie mi iż te lekko sarkastyczne cytaty nic wam nie mówią. Pamiętacie jeszcze pierwszego Dead Space’a? Czy wiecie już jak wygląda jego część trzecia? Tak to ma wyglądać? Jasne mogę sobie narzekać, że to wszystko wina debilnego podejścia producentów (to znaczy, tak to wygląda od naszej strony, od strony biznesowej jest to pewnie opłacalne jak cholera), ale to tylko pierwsza strona medalu. Winni jesteśmy przede wszystkim my, klienci. Dlaczego? Bo kupujemy wszystko co zagwarantuje nam strzelanie, wybuchy i adrenalinę w gargantuicznych dawkach. Trzeba sprawiedliwie przyznać, że takie tytuły, chcąc nie chcąc, sprawiają frajdę, a grywalność jest w nich bardzo wysoka co na pewno w dużym stopniu pomaga je sprzedać w satysfakcjonujących ilościach. Skoro raz się udało dlaczego producent ma zmieniać coś w następnych częściach? Półki sklepowe wręcz pękają w szwach od gier akcji, FPS-ów i trzecioosobowych strzelanin. Każdy kolejny FPS wojenny to kalka Call of Duty, Battlefielda lub obydwu po trochu, wszystkie współczesne TPS-y opierają się na schemacie znanym z Gearsów. Oczywiście, jeśli coś jest dobre to wypadałoby eksponować o tak długo jak podoba się ludziom, ale…

– Szefie, ale skąd mamy wiedzieć kiedy im się znudzi?
– To proste, jak przestaną kupować!
– Ale oni nie przestają, a w mediach prują się, że ciągle powtarzamy dawno przejedzony schemat
– Kupują?!
– Ale szefie…
– Pytam czy kupują!
– Tak
– To siedź cicho i wracaj do pracy

Pif paf, bum, pif paf, bum…

Idąc trochę bardziej optymistycznym torem można wydedukować iż może kiedyś gdy studia niezależne będą na swoje gry przeznaczać więcej pieniędzy niż obecnie i wciąż wypuszczać na świat gry z pewną dozą oryginalności które dodatkowo dobrze się sprzedają, duże koncerny szybko dostrzegą ten potencjał i zaczną inwestować w studia niezależne grubą gotówkę (co zresztą dzieje się już teraz czego dowiodło niejednokrotnie Sony). Chociaż nikt tego głośno nie powie gracze chcą także immersji, pełnego, nieskrępowanego zanurzenia się w świat gry i zapomnienia na jakiś czas o otaczającym ich świecie. Zamiast tego dostajemy ciągle kopiowanie schematów i zero oryginalności.

Niby można powiedzieć iż wymyślono już tak dużo, że gra oryginalna nie powstanie nigdy bo zawsze będzie można ją porównać z inną i jest w tym sporo racji, ale nawet to zależy główne od tego jak postrzegamy oryginalność. Jeśli jakaś gra obierze za swoje mechanizmy coś co już było lecz wszyscy o tym zapomnieli, dostatecznie fundamentalny pomysł rozwinie i doda coś od siebie to mogę z czystym sercem powiedzieć „Tak to jest oryginalna produkcja”. Ok, kopiuje coś co już było w grze XXX (sami wymyślcie przykład), ale co z tego skoro ja nie pamiętam co było w grze XXX? To właśnie przez dominację tytułów przepchanych akcją zabijane są gatunki które niegdyś przyćmiewały tego typu gry popularnością jak i sprzedażą. Co się stało przez dwie części z Dead Space’em, w co zamienia się coraz szybciej Resident Evil? Gdzie porządne strategie które niegdyś zalewały rynek? Nie ma! Kurcze, nie wiem jakie ciemne moce władają rynkiem growym i czy rzeczywiście na tych grach zarabia się tak mało by doić klientów jak mlekodajną krowę?! Może, ale to zostało przedyskutowane już wiele razy, a ja trochę schodzę z tematu.

I’m a hero, i’m a puppet

Powiedzcie mi jak dużo zdołacie wymienić gier z ostatnich lat które miały naprawdę nieszablonowy charakter i czuło się, że kierujemy człowiekiem, a nie zlepkiem wielokątów. Trochę mało, to może z ostatnich pięciu lat? Dalej mało. Nie twierdzę iż takie gry nie powstają, bo powstają. Twierdzę, że jedna taka gra na dziesięć (może przesadzam, ale tak to wygląda) wybuchowych „hamburgerów” to stanowczo za mało. Może w branży po prostu brakuje dobrych scenarzystów? Stanowczo nie. Może takie gry słabo się sprzedają? Stanowczo nie. Może wynika to z pewnej sprzedaży (i pewnych zysków) mainstreamowych produktów? Na to chyba najmocniej bym stawiał zwłaszcza że do takich gier dużo łatwiej robi się DLC – w grze fabularnej jeśli już mamy coś „dociągać” z Internetu to musi to rozwijać przedstawioną w grze historię, a do takiej gry wojennej mundury dla żołdaków i kilka pukawek wyraźnie lepszych niż te darmowe plus kilka nowych mapek wyciętych z trybu single powinno załatwić sprawę. Naprawdę nie wiem czy to tylko moje myślenie i tylko mnie znudziły się tytuły typu „pif paf, bum”, dlatego mam nadzieję, że odpowiecie mi w komentarzach, ja w tym czasie idę dalej bawić się marione… grać.

Tekst na blogu autora

—————————-

Blogi na głównej? Tak, oczywiście! Mamy na stronie CDA wielu utalentowanych bloggerów, których teksty warto przeczytać, a na które moglibyście nie trafić nie mając czasu wchodzić na forum. Będziemy więc wam to ułatwiać publikując co ciekawsze teksty na stronie, a i tym samym nagradzać wysiłki naszych blogowych literatów wystawiając ich wam na pożarcie!

17 odpowiedzi do “[BLOGI] Władcy marionetek”

  1. Jedyną oryginalna grą w którą naprawdę wsiąknąłem było Mirror’s Edge i nadal od czasu do czasu odpalam ją po chyba 20 przejściu i wyrobieniu wszystkich wyścigów na 2-3 gwiazdki, sequela się niestety chyba nie doczekam bo cisza kompletna :/ .

  2. Zamiast się rozpisywać, odpowiem swoim tekstem: http:gameplay.pl/news.asp?ID=70402

  3. Nie będzie gier ambitnych, bo nikt nie będzie ich kupował, ludzie wolą papke typu Cod, czy inne strzelanki. Ludzie chcą poprostu postrzelać i sie zabawić, i to zarówno dzieciaki które sie bawią dobrze przy takich rzeczach, jak i dorośli, którzy zmęczeni po całym dniu pracy nie mają ochoty na coś bardziej wymagającego. Zresztą, czy nie wystarczy popatrzeć na upadek kina, gdzie najlepsze wyniki kasowe osiągają filmy o superbohaterach, złych vs dobrych ? Wiadmo że $ najważniejsze, a proste sie przeda. Życie

  4. @Nezi23 – Niestety ale chyba tak własnie to wygląda. Zdecydowana większość woli kompletną prostotę. Niewielu chce coś ambitnego. Identycznie jak z kinem. Ambitne rzeczy są, ale dla koneserów i nie są to raczej rzeczy wysokobudżetowe. Jak dla mnie najlepiej sprawdzają się produkcje łączące jedno z drugim. Zazwyczaj przykuwa to uwagą obu grup, ale nie jest to łatwe i idąc na łatwiznę robi się po linii prostej. A właśnie takich produkcji brakuje mi najbardziej – rozluźniających ale i mających to coś.

  5. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wydaje mi się, że rynek gier zawsze będzie zalewany przez mało oryginalne produkcje. Gdy ludzie przestaną kupować FPS a zaczną RPG, to „wielcy” naszej branży przerzucą się na RPG. Historia kołem się toczy.

  6. Master Of Puppets ! 🙂 &092;m/

  7. @ Elhiard- dawał niezły powiew świeżości

  8. „Powiedzcie mi jak dużo…” Portale, Mirrors Edge, Prey (shooter, ale jednak), Journey, Bioshocki, Pierwszy AC, Penumbra, Alan Wake. Pewnie jeszcze kilka by się znalazło. To oczywiście ułamek wydawanych obecnie gier, ale jeśli wziąć pod uwagę rozmiar rynku, to i tak jest tego sporo. |Fajny tekst, ale w sumie nic odkrywczego.

  9. Autor w pewnym stopniu sam sobie zaprzecza. „Ptaszek” od graczy dostaje się za grywalność – pada stwierdzenie, następnie narzekanie i wniosek, że mimo swej prostoty wiele gier wciąż jest niesamowicie grywalnych… więc de facto w czym problem? Owszem gry są coraz bardziej upraszczane, ale o dziwo nie tracą na grywalności, może zatem chodzi nie o kase tylko o szeroko rozumianą społeczność graczy. Przecież te ubogie gry dostają cholernie wysokie noty podczas recenzji i ogólnie się nimi zachwycamy.

  10. Może problem polega na tym, że w pewnej chwili zaakceptowaliśmy trend uproszczania i zbyt długo nie zwracaliśmy na to uwagi jako gracze i konsumenci. Przecież gdyby to faktycznie było takie be i fu to nie kupowalibyśmy i nei ocenialibyśmy pozytywnie….czyżby hipokryzja z naszej strony?

  11. Autor ma spore racji, lecz ciagle mozna znalesc gre z wybitnym scenariuszem i bohaterem (mnie oczarowal darksiders 2 i smierc)

  12. Ups |sporo racji

  13. Dlaczego robią kolejne klony CODa i innych? Patrząc na średnią wieku gracza (ponad 30 lat w Stanach), to mnie to nie dziwi. W tym wieku nie ma się tyle wolnego czasu, co kiedyś. Praca (nie zawsze od 7 do 15, ale do 18), żona, dzieci. I nagle z możliwości pogrania 5 godzin dziennie, robi się 1 godzina może dwa razy w tygodniu albo i mniej. Więc taki człowiek nie ma czasu zagłębić się w meandry fabuły, przeszukiwać całych lochów kamień po kamieniu, nabijać skilla w FPSie itp.

  14. Mając tak niewiele czasu wolnego woli prostą rozrywkę, nie wymagającą zapamiętywania fabuły, bo następną sesję może mieć dopiero za tydzień, miesiąc. Wiem po sobie. Pierwszego Wieśka ukończyłem w ciągu 3 lat. Drugi leży na półce i czeka na lepsze czasy. I stąd moim zdaniem brak oryginalności w nowych grach. Ludzie, jak inżynier Mamoń lubią te gry, które już raz „słyszeli”.

  15. Ja powiem tak, za 500 lat albo dużo dużo szybciej, będzie tak jak w filmie „Idiokracja” no może + ogromne korporacje zarządzające całym bajzlem i sprzedające wszystko, durnemu społeczeństwu. Hehe prawie jak teraz xD Inna myśl: stare gry i nowe gry są jak malarstwo stare i te współczesne, kiedyś trzeba było się wysilić, żeby namalować świetny obraz, mieć skilla a dziś wystarczy kichnąć/rzygnąć czy chlapnąć kilka razy farbą na płótno i ludzie się tym podniecają a takie obrazy osiągają kosmiczne ceny.

  16. @bajt47 – Hipokryzja? Raczej nie. To są po prostu inni ludzie. Ja owszem, narzekam, ale nie kupuję gier robionych od sztancy, jadących na marce ani generic war fps, tylko tytuły pokroju AW. Ale takich jak ja jest niewielu, pewnie 5% całości.|@kalcypion – Gdyby to byli tylko tacy ludzie, to pół biedy. Ale spora część tego targetu to wciąż ludzie ~18-letni. Tych z kolei można usprawiedliwiać tym, że nie dojrzali jeszcze do głębokich gier 😛

Skomentuj Ikar3s Anuluj pisanie odpowiedzi