26.08.2012
Często komentowane 14 Komentarze

[By the way] Thirty Flights of Loving

[By the way] Thirty Flights of Loving
Tak, wiem, nikt nie wyda 20 złotych na coś, co trwa 15 minut. Tak, wiem, dodawane do zestawu Gravity Bone można mieć za darmo i tak, wiem, komentarz reżyserski nikogo nie interesuje. Ale, kurde, to jest rzecz niesamowita i jeżeli jakiś wasz kolega cierpi na nadmiar pieniędzy, to koniecznie się do niego wybierzcie i dajcie Thirty Flights of Loving szansę.

Przede wszystkim jednak: to nie jest gra. Przynajmniej nie w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Nie ma w niej punktów, nie ma w niej rzeczywistej akcji, nie ma „gameplayu” jako takiego. Całość pokazana jest z perspektywy pierwszej osoby jak w dowolnym FPS-ie, ale stawia jednocześnie barierę pomiędzy „jestem bohaterem”, a „to jest bohater, którym kieruję”. Thirty Flights of Loving to – najprościej mówiąc – opowiadanie sprzedane trochę jak w filmie, ale przy tym…

…najlepiej, jak tylko się da w grach komputerowych. Popatrzcie na tradycyjne FPS-y, czy po prostu gry FPP i zastanówcie się w jaki sposób poznajemy w nich historię. Mamy albo briefingi przed misją i dialogi w trakcie (chociażby Call of Duty), mamy też niemowę-bohatera, któremu wszystko jest relacjonowane (Portal, Half-Life). W RPG-ach Bethesdy dostajemy questy od rozgadanych wieśniaków, albo czytamy listy/książki.

W Thirty Flights of Loving nie ma niczego w tym stylu. Bohater, owszem, nie mówi, ale nikt inny też się nie odzywa, a jak już to w bełkotliwym dialekcie przypominającym dziecięce gaworzenie. Narracją w tej „grze” są cięcia w montażu: przeskakiwanie z miejsca na miejsce, ciągłe flashbacki budujące postacie, a także wymuszone przez fabułę skojarzenia i domysły. W Thirty Flights of Loving nie ma tradycyjnej rozgrywki – rozgrywką jest poznanie opowiadanej przez tę produkcję historii. Przechodzi się ją błyskawicznie, a każda informacja na temat świata i bohaterów przypomina punkt milowy w rozwoju akcji: checkpoint, piękny headshot, kolejny rozdział – cokolwiek tylko chcecie. To interaktywny film, całkowicie liniowy i odgrywany zawsze tak samo (a przynajmniej prowadzący zawsze do tych samych scen), a przy tym tak dobrze zrealizowany, że chce się obejrzeć go kilka, kilkanaście razy.

Rozrzucone sceny, trochę jak z Pulp Fiction, połączone z pociętym montażem, który przeskakuje od ważnego momentu do ważnego momentu. Ucieczka samochodem przed policją – cięcie – jazda na motorze z zachodzącym słońcem w tle – cięcie – zbliżająca się ciężarówka – cięcie – zbliżający się samochód… Wszystko to buduje fabułę Thirty Flights of Loving bezpośrednio w głowie odbiorcy, a nie podaje ją na talerzu, jak w dowolnej innej produkcji. Tutaj wszystkiego trzeba się domyślić, ale wskazówki są tak oczywiste, że żadnego problemu z tym nikt mieć nie powinien.

Nowy standard w opowiadaniu historii w grach FPP? Chciałbym. O jak bardzo bym chciał widzieć tak kreatywne podejście do tematu zamiast klasycznych ścian tekstu, dialogów, briefingów, cut-scenek…

14 odpowiedzi do “[By the way] Thirty Flights of Loving”

  1. Tak, wiem, nikt nie wyda 20 złotych na coś, co trwa 15 minut. Tak, wiem, dodawane do zestawu Gravity Rush można mieć za darmo i tak, wiem, komentarz reżyserski nikogo nie interesuje. Ale, kurde, to jest rzecz niesamowita i jeżeli jakiś wasz kolega cierpi na nadmiar pieniędzy, to koniecznie się do niego wybierzcie i dajcie Thirty Flights of Loving szansę.

  2. Dobry art, Berlin! Big up!

  3. gra bardzo fajna, ale Berlin slinisz sie nad tym i piszesz ochy i achy a to w zasadzie to samo co gravity bone. Jestes jakims komputerowym hipsterem normalnie, bo podoba Ci sie prawie wszystko co nie jest mainstreamowe i lubdzi to zanim to bylo popularne 😛 wroc lepiej do cyklu srody z gog.com

  4. Jak dla mnie to na silisz się za bardzo na oryginalność. A tekst bardziej śmieszny niż ciekawy.

  5. zhpzhp:|http:i.imgur.com/lSWHZ.jpg

  6. @zhpzhp Highfive! Nie lubię gdy Berlin się puszy w jakie to on hipsterskie gry gra.

  7. Jakiego tripa musieli mieć developerzy, żeby stworzyć coś takiego 🙂 ?|Ja sobie spokojnie poczekam na dołączenie tej gry do którejś z edycji The Humble Indie Bundle.

  8. Jak to jest, że wszyscy oczywiście jak jeden mąż jeżdżą po schematycznych, ogranych pomysłach na gry, Ocal Drutach etc., a jak wychodzi coś „innego”, to z kolei rzucają tekstami o hipsterstwie? Nie można mieć dość schematów i chcieć czegoś innego, pokazu możliwości medium, jakim są gry, które w mainstreamie niebezpiecznie upodabniają się do filmów, nie wiadomo po co?

  9. @Berlin hehehe 😀 zapisze sobie ten obrazek, ale w sumie myslalem, ze mocniej pojedziesz :Podnoszac sie do samego tekstu jeszcze,sposob opowiadania jest scisle powiazany z charakterem tej gry, wiec nie wiem jak bys chcial zobaczyc cos takiego w powaznym fpsie. Gdyby tak ktos zrobil to recenzenci pisali by potem, ze briefieng chaotyczny i trzeba sie domyslac,wiec kolo sie zamyka.Nie problem w podawaniu misji,ale w rozgrywce,ktorej jest coraz mniej na rzecz efektownych skryptow imo.

  10. Właśnie wczoraj byłem u kolegi i miałem okazje przejść tą grę. Co mogę powiedzieć… nie dorównuje Gravity Bone do pięt. Rozumiem, miało być jakieś przesłanie, pokaz slajdów z życia, ale wolałem konwencje GB. Ta gra byłaby lepsza bez tych przeskoków. Nie wiem, Berlinie, co Ci się w tym podobało, ale dla mnie to źle wykorzystany potencjał gry. Gra nie jest hipsterska jak piszecie, to po prostu coś nowego i coś nietypowego. A mogło być fajniejsze, gdyby ogarnięto całość…

  11. Tego czegoś nie opłacało by się nawet pobrać, gdyby było za darmo. Kilkunastominutowy pokaz slajdów bez cienia jakiegokolwiek sensu, fabuły i pomysłu. Nie polecam.

  12. ta gra daję odpowiedź jaki jest sens życia xD

  13. Na pewno kupię, jak będzie wyprzedaż na Steamie.

  14. Nie powiem, gra się całkiem przyjemnie. Natomiast nie rozumiem zachwytów i piania na cześć tego tworu. Cały Internet zachowuje się tak, jakby TFoL było jakimś przełomem, czy przejawem artystycznego geniuszu. Ja natomiast czytając to wszystko czuję się niczym 'szympans’ na wystawie sztuki nowoczesnej, patrzący na jakiś bohomaz, który choć może i ładny, lecz wywołuje we mnie nostalgii, ekscytacji, etc. Więc – albo jest to arcydzieło, którego zupełnie nie rozumiem, albo wszyscy się zachwycają, bo tak „trza”

Skomentuj Zygomir Anuluj pisanie odpowiedzi