Death Stranding 2 wyciekło na pirackie strony na 2 dni przed premierą na PC. Wszystkiemu winna pomyłka Steama

Death Stranding 2 wyciekło na pirackie strony na 2 dni przed premierą na PC. Wszystkiemu winna pomyłka Steama
Yohohohoho!

Zaledwie dwa dni przed oficjalną premierą Death Stranding 2 On the Beach2 na PC w sieci pojawiła się niechroniona, pełna wersja gry. Wyciek nastąpił przez Steama, bo najwyraźniej proces preloadu poszedł mocno nie tak – i to pozwoliło piratom na szybkie pobranie i uruchomienie 113 GB plików bez czekania na dzień premiery. Incydent ten został zgłoszony na forach, na których zbierają się internetowe wilki morskie spod znaku czaszki i piszczeli.

Według doniesień takich źródeł jak PC Gamer, błąd polegał na udostępnieniu niezaszyfrowanych plików gry przez Steama – zamiast, jak się to zwykle robi, typowych zaszyfrowanych danych preloadu – co pozwoliło użytkownikom złożyć sobie grywalnego builda bez jakiegoś większego wysiłku. Pliki szybko wypłynęły na torrentowe wody. Rozmiar pobranej wersji ma wynosić wzmiankowane 113 GB, po instalacji jakieś 150 GB.

Co szczególnie ułatwiło wyciek, to brak popularnego zabezpieczenia pirackiego, czyli bardzo nielubianego przez graczy Denuvo. Strona steamowa Death Stranding 2 nie wspomina o żadnym DRM, co jest zgodne z polityką Kojimy. Pliki .exe nie były przesadnie mocno chronione i mały crack pozwolił piratom cieszyć się grą bez większego wysiłku.

Podobno w owym preloadzie brakuje m.in. rosyjskich wersji językowych (dubbingu), co – biorąc pod uwagę historię Rosji i piractwa – bawi szczególnie. Wszystkimi innymi elementami gry można się jednak cieszyć.

Baner Banner CD-Action Heroes of Might and Magic, numer 2

Na razie nie pojawiły się żadne oficjalne komentarze ze strony Kojimy czy Sony, ale mleko się już rozlało. Wyciek na torrenty może nieco zaszkodzić samej premierze gry (szczególnie że można w nią zagrać wcześniej), aczkolwiek jest masa ludzi, która uważa, że tytuł sam się obroni – wszakże Kojima to marka sama w sobie. Jego fani i tak pewnie kupili grę już dawno (wszakże za wcześniejszy zakup były bonusy) i czekają na premierę, piractwo zaś zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem pobrania dodatkowych fantastycznych niespodzianek, a i Sony pewnie już pracuje nad tym, żeby pozbyć się plików z sieci. 

4 odpowiedzi do “Death Stranding 2 wyciekło na pirackie strony na 2 dni przed premierą na PC. Wszystkiemu winna pomyłka Steama”

  1. szczerze to przypadki gdzie coś jest na torretach przed premierą nie jest to pierwsze ani ostatni raz

  2. Chętnie zobaczę, czy najpłytsza i najbardziej odtwórcza gra Kojimy wygląda na PC zjadliwie czy tak samo brzydko jak na PS5, na którym albo grało się w 60 fpsach, ale z rozmazanym obrazem i obrzydliwą trawą albo grało się w 30 fpsach z ghostingiem tak okropnym, że oczy bolały.

    • Artur Mazurek 18 marca 2026 o 10:22

      Ogrywałem na PS5 Pro, więc nie do końca rozumiem, o czym piszesz. W mojej ocenie to najładniejsza gra tej generacji, zaraz po Horizon: Forbidden West. Uważam również, że to najlepsza produkcja Kojimy – o ile jego wcześniejsza twórczość bywała dla mnie zwyczajnie niestrawna, o tyle Death Standing 2 to dzieło zaskakująco spójne i sensowne, nawet pomimo zachowania charakterystycznych „kodżimizmów”. Pozostaje mi żałować, że zostało niemal całkowicie przykryte przez przehajpowaną do granic rozsądku i dziennikarskiej godności Ekspedycję. To był ten moment, gdy Kojima naprawdę zasłużył na bycie docenionym.
      A wracając do tematu: piractwo poniża, zwłaszcza w 2026.

      • A ja ogrywałem na PS5 i było to doświadczenie albo brzyskie, albo choppy – pick your poison.

        DS2 chrzani wiele mechanik z jedynki, jak np. chodzenie, które jest totalnie nieangażujące – można sprintować przez głazy i kamienie i Sam nawet nie drgnie. Spójna i sensowna jest tylko na pierwszy rzut oka i tylko dlatego, że fabuły i lore jest tam tyle, co kot napłakał, nie wspominając o tym, że wiele wątków to praktycznie kopia 1:1 z DS1, jak np. potyczki z Neilem.

        Niestety, ale DS2 tak naprawdę jest niespójny. Gameplay to w 95% nadal podróżowanie – a dostajemy tylko kilka nowych itemów, w tym bezużyteczne takie jak lampy, za to dostajemy pierdyliard nowych broni, tylko po to, żeby raz na jakiś czas załatwiać banalnie łatwych wrogów. Online jest spieprzony, bo wszystko jest wszędzie – prawie nic nie musiałem budować, bo np. dwa generatory kilka metrów od siebie to częsty widok.

        Dodajmy do tego największą (i jedną z niewielu) nowość: katastrofy naturalne. Fajnie, szkoda, że nie robią one NIC. Trzęsienie ziemi – stoisz przez kilka sekund i tyle. Złapało mnie z 7 razy? Powodzie – eee, no tak. Są. I nie przeszkadzają prawie nigdy. Pożary – są. Nigdy randomowe, wszystkie oskryptowane, w sumie złapały mnie 3 razy. Po co istnieje Tar Cannon?

        Najgorsza gra Kojimy, bez dwóch zdań.

Skomentuj Artur Mazurek Anuluj pisanie odpowiedzi