„EA obrywa bardziej, niż na to zasługuje”. Reżyser Split Fiction broni Electronic Arts i chwali współpracę z firmą
Powiedzieć dziś, że Electronic Arts nie jest zbyt lubiane wśród graczy, to totalny banał. Jasne jest, że EA nie cieszy się dobrą opinią i często trafia chociażby do memów, złośliwie wyśmiewających firmę. Nie ma się zresztą co dziwić. „Elektronicy” zdecydowanie zapracowali sobie na taki los i w zasadzie z roku na rok spotykają się z coraz większą krytyką graczy. Osobiście dodam natomiast, że jako fan Dragon Age’a mam spore pretensje do EA za fatalne zarządzanie tą marką i absolutne zaprzepaszczanie potencjału BioWare.
Tymczasem zupełnie inne zdanie o Electronic Arts ma nasz kochany Josef Fares. Reżyser Split Fiction czy It Takes Two udzielił niedawno wywiadu dla The Game Business, w którym wziął firmę w obronę.
Jest masa wspaniałych ludzi w EA. Wiedzą, jak pracujemy. Szanują to i zostawiają nas w spokoju (…). Dla nas to super dobra współpraca. Jestem bardzo otwarty w tej sprawie. Gdyby była zła, powiedziałbym o tym teraz w wywiadzie. Ale mamy świetną relację.
Fakt faktem rzeczywiście nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że Fares absolutnie nie gryzłby się w język i po prostu powiedziałby szczerze, co myśli o EA, gdyby miał inne zdanie o firmie. Ale dobra współpraca, o jakiej tu powiedział, to jeszcze nie wszystko. Reżyser Split Fiction posunął się nawet do jeszcze śmielszych stwierdzeń i zaczął naprawdę mocno bronić Electronic Arts.
EA obrywa bardziej, niż na to zasługuje. Każdemu zdarzyło się zrobić coś, co nie było dobre. Ale z jakiegoś powodu to EA stało się tym złym (…). Wszyscy ludzie, którymi się otaczam w EA, to gracze. Uwielbiają gry. To nie wygląda tak, że siedzę z ludźmi z korporacji w garniturach. Nie, to nie tak.
Tak jak powiedziałem, całkowicie wierzę tu Faresowi i nie wątpię, że Hazelight ma akurat dobrą relację z „Elektronikami”. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że szwedzkie studio utrzymuje niezależność, a EA jest tylko wydawcą gier ekipy Faresa, które wchodzą w skład programu EA Originals. W zupełnie innej sytuacji jest na przykład wspomniane BioWare, gdzie – jak wiemy – nie jest już tak kolorowo. Electronic Arts może sobie na przykład zażądać od kanadyjskiego studia, żeby przerobiło Dragon Age’a na grę-usługę albo w ogóle każe developerom stworzyć typową produkcję z gatunku „kura znosząca złote jaja”. Oczywiście nic nie będzie też wtedy stało na przeszkodzie EA, by później zamknąć taki tytuł i odebrać graczom dostęp do niego.
Czytaj dalej
-
Weteran BioWare ma plan na Anthem. Potrzebuje tylko 10 milionów dolarów i lokalnych serwerów
-
3Battlefield 6 ma coraz większy problem z liczbą graczy. Pomóc miał 2. sezon, ale EA go opóźniło przez problematyczną końcówkę pierwszego
-
9Gracze żegnają Anthem. EA wyłączyło serwery i zostawiło nas z niczym
-
EA i Maxis próbują uspokoić plotkujących fanów Simsów. Masa nowych informacji o przyszłości marki

EA zniszczyło takie serie jak Need for Speed, Dead Space, Dragon’s Age, Mass Effect, Command and Conquer. W dodatku EA wprowadziło to ścierwo Origin, które potem przemianowali na bodaj EA app, nie wiem bo nie używam. W dodatku EA zmusza graczy do instalowania tego ich ścierwa nawet jeśli sprzedają gry na Steamie. Musisz instalować dwa osobne launchery jeśli chcesz grać w grę od EA.
I żeby tego było mało, EA zrobiło fenomentalny remake Dead Space 1, ale stwierdziło że im się dobrych gier robić nie opłaca, i zabiło serię po raz drugi. Normalnie żart pisze się sam.