Helldivers 2: Twórcy chcą być kolejnym Blizzardem albo FromSoftware
Wczoraj gruchnęła informacja o zastąpieniu Johana Pilestedta, dotychczasowego prezesa Arrowhead, przez Shamsa Jorjania. Pilestedt pozostanie dyrektorem kreatywnym i będzie zasiadał w zarządzie, jednak ze względu na potrzebę realizacji pasji do samego tworzenia gier postanowił zrezygnować ze stanowiska.
Jorjani to prawdziwy weteran branży, który spędził sporo czasu na wyższych szczeblach zarządzających. Przez 12 lat pełnił istotne funkcje w Paradox Interactive oraz zasiadał w zarządzie niezależnego wydawcy Hooded Horse odpowiedzialnego za Manor Lords czy Against the Storm.
Sam Pilestedt udzielił niedawno wywiadu dla Gamesindustry.biz, w którym wyrażał chęć zbliżenia się do największych marek w branży.
Jesteśmy dumni z bycia niezależnym studiem. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale nie mamy w planach zostać przez kogokolwiek przejęci. Chcę zobaczyć, jak wysoko możemy zajść na własną rękę, a pojawienie się Shamsa przybliża nas do bycia kolejnym FromSoftware czy Blizzardem.
Myśl kontynuował Jorjani, wyrażający chęć stworzenia z Arrowhead istnego molocha gier sieciowych.
Naszym celem jest robienie świetnych gier kooperacyjnych. Chcemy przemianować Arrowhead na studio monopolizujące ten gatunek tak, aby ludzie, którym marzy się robienie podobnych tytułów, mówili do siebie „Chcę pracować dla Arrowhead”.
Zobaczymy, czy studiu zarządzanym do niedawna przez Johana Pilestedta uda się osiągnąć aż tak wielką niezależność. Brzmi to dość dziwnie w perspektywie niedawnej afery związanej z nakazem Sony, aby steamowe konta zostały połączone z PSN, ale nie pozostaje nic innego, jak trzymać kciuki.

Póki co, Helldivers 2 stanowi kolejny przykład źle zarządzanej gry-usługi. Naśmiewałem się już z pospolitego ruszenia pecetowej społeczności, która przez miesiące nie reagowała na faktyczne problemy, a po widły i pochodnie sięgnęła dopiero, gdy kazano jej założyć darmowe konto PSN. Tyle, że te wszystkie dotychczas ignorowane bolączki zdążyły się w międzyczasie skumulować, w wyniku czego gra dziś właściwie umiera. I to naprawdę przykre, bo Helldivers 2 od strony rozgrywki jest tytułem wręcz wybitnym.
Trzeba być mocno odklejonym żeby w 2024 przyrównywanie do Blizzarda traktować jako coś pozytywnego.
Biorąc pod uwagę obecny stan gry, mogę tylko napisać: przed Arrowhead długa droga.
Na chwilę obecną, graczy ogranicza:
Ja nieuchronnie zbliżam się do wymaksowania wszystkich przepustek bojowych, które są w grze. Pieniądze już dawno osiągnęły limit. Próbki tuż-tuż. Po wymaksowaniu… czeka mnie tylko nazbieranie medali i super-kredytów w oczekiwaniu na następną przepustkę. O ile wcześniej ta gra nie wymrze przez brak nowości który nie będzie następną przepustką.
Nie wiem czy zrobiliście osobny artykuł na ten temat. Jeśli nie, to warto wyjaśnić po co Pilestedt oddał kierownictwo nad firmą w inne ręce.
A chodzi nie po prostu o chęć „realizacji pasji do samego tworzenia gier” tylko o dołączenie do zespołu deweloperskiego w celu skoncentrowania się na rozwoju/naprawie Helldivers 2.