„Homoseksualna propaganda” nie zaszkodziła Kingdom Come: Deliverance 2. Zeszłoroczny erpeg wyszedł z afery bez szwanku
Jedna z największych perełek ubiegłego roku to Kingdom Come: Deliverance 2 – kontynuacja średniowiecznego erpega, która jeszcze przed premierą zebrała dużo dobrej, ale i złej prasy. Jednym z powodów było rzekome „promowanie homoseksualizmu”, za co tytuł zebrał solidną krytykę.
Sprawa rozkręciła się na tyle, że forum gry na Steamie zalały dość obrzydliwe posty, a twórcy musieli zaktualizować zasady korzystania z niego, co z kolei wywołało falę jeszcze większego hejtu. Daniel Vavra, reżyser i scenarzysta Kingdom Come: Deliverance 2 próbował wszystko tłumaczyć, jednak oczywiście odniósł skutek odwrotny do zamierzanego – a wszystko przez obecność osoby o innym kolorze skóry i wątek homoseksualny. Jak po blisko roku od wydania oceniają to twórcy? Okazuje się, że cała afera, choć bardzo rozdmuchana, niekoniecznie miała duży wpływ na przyjęcie samej gry:
Naprawdę chciałbym poznać odpowiedź na to pytanie. Można przedstawić przekonujące argumenty za, jak i przeciw – z jednej strony zyskaliśmy większą widoczność, z drugiej nie ma znaczenia, co o tobie mówią i ważne, by mówili cokolwiek. Ponad wszystko chcieliśmy mówić o naszej grze, a nie wdawać się w dyskusje i wyjaśniać pokrętne teorie. Ostatecznie cała awantura miała znaczenie przede wszystkim dla garstki internetowych wojowników.
Martin Klíma, współzałożyciel Warhorse Studios
I niewątpliwie tak właśnie było, bo żyjemy w czasach doszukiwania się propagandy lub nawet celowego wywoływania wojny kulturowej – zawsze znajdą się skrajni sympatycy przeciwnych obozów gotowi do rzucenia się sobie do gardeł. Jak cała afera wpłynęła na Warhorse Studios? Najwyraźniej podobnie, jak na Kingdom Come: Deliverance 2:

Odczuliśmy to w niewielkim stopniu. Wielu uważało, że te ataki są niepotrzebne i niesprawiedliwe. Ta sytuacja zjednoczyła zespół, kiedy pojawiły się oznaki syndromu oblężonej twierdzy, ale ostatecznie nie sądzę, by miało to dla nas tak duże znaczenie. Ponadto jestem prawie pewien, że w Warhorse ciągle są osoby mające zaledwie mgliste pojęcie o tym zamieszaniu.
Martin Klíma, współzałożyciel Warhorse Studios
Kilka tygodni po premierze gra sprzedawała się świetnie. W połowie listopada poinformowano, że w Henryka wcieliło się już ponad 4 miliony osób, co, jak na dość specyficzną produkcję, jest wynikiem bardzo dobrym. Niezależnie od tego, czy Klima celowo teraz umniejsza całej aferze z „homoseksualną propagandą”, absolutnie nic nie wskazuje na to, żeby Kingdom Come: Deliverance 2 ucierpiało przez oskarżenia o bycie „woke”.
Czytaj dalej
-
Kingdom Come: Deliverance 2 docenione przez fachowców. Prezentacja gry perełką prestiżowej konferencji ETHER
-
6Kingdom Come: Deliverance 2 największym przegranym The Game Awards? Twórcy zareagowali na wyniki gali
-
1Kingdom Come: Deliverance może dostać nextgenowego patcha. Warhorse droczy się z fanami
-
Nowe DLC do Kingdom Come: Deliverance 2 rozczarowało graczy. Niezbyt godne zakończenie

Klasyk. Z dziedzictwem hogwartu było tak samo. Tyle wycia, gróźb, że kupować nie będą i każdy kto to będzie streamował wpadnie na czarną listę. I co? Gra wbiła się do pierwszej 20 najlepiej sprzedających się gier. Także pamiętajcie, to co się w internecie dzieje często niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
To jest margines wszystkich graczy, w ogóle nie ma sensu się nimi przejmować. Wydają się liczni, bo są zwyczajnie aktywni i głośni. Codziennie biegają po wszystkich możliwych forach i wylewają tam swoje histerie i fobie. Mogą czasowo grze zaszkodzić, bo wbrew pozorom oceny wystawia tylko garstka graczy, więc ustawki z wystawianiem złych ocen, mogą zniechęcać niektórych do zakupu. Jednak długofalowo ich wpływ jest znikomy. Nieszczęsne to istoty, które najwyraźniej cierpią na kryzys swojej męskości…
W sumie głównie krzyczała druga strona tej samej monety co obraża się o różne X-izmy, zbyt ładne bohaterki, za mało „różnorodności” – także nic dziwnego, że sprzedaż gry była dobra, skoro gra jest dobra.
Nie dziwi jednak, że w oderwaniu od kontekstu (celowym, by to zapewne skapitalizować) wieści o KCD2 wzburzyły niektóre co bardziej „nakręcone” jednostki. Gdyby jednak nie kultywowana w ciągu ostatnich paru lat praktyka tokenizowania postaci celem markowania „różnorodności i inkluzywności” (co tak naprawdę nie ma z nią często nic wspólnego), albo jeszcze gorsze – zasłanianie owym tokenizmem w najlepszym wypadku przeciętnej jakości gry – jak to było w przypadku Suicide Sqad, Veilguarda, czy SW: Outlaws; to by gracze nie byli na to wyczulenia, a niektórzy wręcz przewrażliwieni.
I dlatego tak bardzo szybko tanieje 😉