„Kłótnie stały się agresywne”. Ojciec Fallouta narzeka na graczy i twierdzi, że ludzie odchodzą z branży gier przez coraz większą toksyczność

„Kłótnie stały się agresywne”. Ojciec Fallouta narzeka na graczy i twierdzi, że ludzie odchodzą z branży gier przez coraz większą toksyczność
Avatar photo
Adam "Adamus" Kołodziejczyk
Niektórzy mają już dość obecnej atmosfery growego świata.

Podoba wam się jakaś gra. Wkręcacie się w nią, nie możecie się oderwać. Chcecie podzielić się tym z kimś. Wchodzicie więc na media społecznościowe albo jakieś forum i wylewacie z siebie miłość do danego tytułu… po czym inni gracze was obrażają, twierdzą, że jesteście głupi, nie znacie się i w ogóle nie powinniście się wypowiadać o grach. Brzmi znajomo? Otóż do tego problemu odniósł się niedawno Tim Cain, ojciec Fallouta i jedna z legend branży gier. W nowym materiale na swoim kanale opowiedział o tym, jak coraz większa toksyczność wśród graczy psuje to najpiękniejsze hobby świata. Przede wszystkim chodzi o to, że obecnie spory w branży gier stają się coraz bardziej ostre.

Zawsze kłóciliśmy się o gry, to nie jest nowe. Myślę, że krzykliwość wzrosła, ale samo kłócenie się nie jest czymś nowym. Ludzie mają różne gusta i chcą różnych rzeczy.

Według Caina sporo osób nie rozumie lub nie chce zrozumieć, że gracze mają po prostu różne gusta. Niestety obecnie zamiast szanować to, co lubią inni, często sięgamy po obelgi i wyśmiewamy to, że komuś może przypaść do gustu gra, której nie lubimy. Warto też mieć na względzie to, że owszem, nikt nie chce niskiego klatkażu, ale niektórym po prostu nie przeszkadza 30 fps-ów, a są nawet tacy, którzy w ogóle nie upominają się o lepszą płynność. Nie oznacza to, że tacy graczy nie chcą 60 klatek na sekundę, ale zwyczajnie nie jest im to tak bardzo potrzebne i wolą, żeby twórcy skupili się na innych ważniejszych rzeczach.

Cain wytłumaczył też, że to samo tyczy się developerów. Owszem, zarówno programista jak i animator chcą, żeby wyprodukowana przez nich gra była jak najlepsza, ale każdy z nich skupia się na innych rzeczach. Jeden będzie chciał przede wszystkim jak najlepszych animacji, drugi natomiast będzie walczył o dobrą płynność rozgrywki. Jak wyjaśnił to ojciec Fallouta, takie problemy mogą przeszkodzić w tworzeniu sztuki, bo może się okazać, że wizja danego artysty nie może zostać zrealizowana i trzeba się zdecydować na jakieś kompromisy.

Myślę, że problem polega teraz na tym, iż branża gier się rozrosła. I ten rozwój spowodował wiele problemów. Po pierwsze, jest teraz więcej gier. Można by pomyśleć, że to dobra rzecz (…) z 25 tysiącami gier rocznie na samym Steamie na pewno gdzieś tam będzie gra dla Ciebie, gwarantuję, ale powodzenia ze znalezieniem jej (…).

To niestety jest błogosławieństwo i przekleństwo obecnej branży gier. Tytułów jest tak dużo, że niektóre wspaniałe produkcje indie po prostu pozostają niezauważone i giną pod natłokiem innych dużych premier. Ale problemem jest także sama liczba graczy. W ostatnim czasie zrobiło się nas tak dużo, że wydawcy zmienili nieco podejście do tworzenia gier, co może się nie podobać wielu osobom.

Jest teraz całe mnóstwo graczy. To powoduje wiele rzeczy. Istnieje możliwość zarobienia większej ilości pieniędzy. Ta szansa wygenerowania większego zysku doprowadziła do konsolidacji branży w coraz mniejszą liczbę firm, które mogą wydawać gry (…). Wrzucają więcej pieniędzy w produkcję, więc muszą więcej na tym zarobić. To zmienia naturę sposobu, w jaki podejmuje się decyzje o tworzeniu gier.

A każdy gracz szuka oczywiście czegoś innego. To oznacza, że ludzie często spierają się o swoje gusta, zarzucając innym, że przez nich branża gier nie rozwija się w takim kierunku, w jakim by chcieli (albo że nawet stoi w miejscu). Problem tylko w tym, że ostatnio tego typu „dyskusje” idą w coraz bardziej niepokojącą stronę.

Kłótnie stały się agresywne. Gracze teraz zwyczajnie mówią, że twórcy gier – tacy jak ja – są głupi, leniwi albo chciwi. Oczywiście nie wszyscy, ale duża ich część albo powinienem powiedzieć, że ich głośna część (…). Gracze nazywają też innych graczy głupimi. Jeśli widzą, że gra, której nie lubią, sprzedaje się dobrze, krzyczą, że ci, którzy ją kupują, są głupi.

Cain zwrócił też uwagę na to, że często zdarza się, iż część graczy całkowicie odrzuca opinie innych na temat konkretnych gier. Dla niektórych nawet świetne oceny na Steamie nic nie znaczą. Według nich należy od razu z góry skreślić zdanie osób, które sięgnęły po jakąś produkcję. Sam zakup takiego tytułu jest już bowiem pretekstem dla tych graczy, by nazwać nas głupimi.

Niestety smutna prawda jest taka, że przez całą tę toksyczność niektórzy decydują się porzucić świat gier wideo. I właściwie nie ma się co dziwić. Obecnie hobby to jest kojarzone z tak negatywnymi emocjami, że nie jest właściwie wielkim zaskoczeniem, iż część osób woli po prostu wyjść z tego środowiska.

To sprawia, że niektórzy porzucają gaming. Znam graczy, którzy znaleźli inne hobby – teraz grają głównie w planszówki albo karcianki, bo nie ma w tamtym środowisku aż tylu kłótni (…). Developerzy też odchodzą. Znam wielu twórców gier, którzy odeszli z branży i znaleźli pracę w innych miejscach.

Na koniec Cain poradził nam po prostu, byśmy kupowali gry, które lubimy, zwłaszcza jeśli są to produkcje indie, bo wtedy nasze wsparcie jest szczególnie ważne i daje jasny sygnał developerom, że chcemy więcej. W końcu ostatecznie do tego się to sprowadza. I jeśli widzicie jakąś nielubianą przez was produkcję, która dostaje właśnie sequel, to pamiętajcie, że dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że pierwsza część świetnie się sprzedała, a to oznacza, iż spodobała się wielu graczom. Nie musi koniecznie podobać się wam, ale nie obrażajcie tych, którzy dobrze się w niej bawią.

10 odpowiedzi do “„Kłótnie stały się agresywne”. Ojciec Fallouta narzeka na graczy i twierdzi, że ludzie odchodzą z branży gier przez coraz większą toksyczność”

  1. Toksyczne to są gry typu Counter Strike 2. Gra pełna pogardy, zbydlęcenia i nienawiści, gdzie za słabszą rundę ścierwo lub innymi słowy bydło atakuje twoich rodziców, głosują za wyrzuceniem cie z meczu. Niestety Valve to cicho popiera. Także gracze brawo wy.

    • Jak dawno temu próbowałem w LoLa to leciały hejty zanim jeszcze mecz się zaczął bo na ekranie wyboru postaci xd. Weźmiesz jakąś co się innym nie podoba to jesteś noobem albo rage quitują i wracasz w kolejkę a to nawet nie były rankedy. W CSie to mnie w sumie śmieszą te ruskie gadki na mikrofonach.

    • Nie tylko. I w kręgach gier single pełno jest toksyków. Przykładem niech będzie chociażby fandom Fallouta (nazwa gry adekwatna do mentalności jej fanów). Jeśli nie piejesz z zachwytu do New Vegas, nie uznajesz jedynki i dwójki jako uber RPG-ów a odsłon stworzonych przez Bethesdę nie obrzucasz własnymi odchodami (jak przystało na inteligentnych i poważnych graczy), to znaczy że jesteś debilem i intelektualną lebiegą. Tak samo z fanbojami gier RPG. Lubisz grać w Baldur’s Gate 3? No tak, bo przecież czytanie bloku tekstu w takim Phillars of Eternity czy Disco Elysium jest ponad twoje siły. Ty musisz mieć wszystko ładnie pokazane i kolorowe, bo surowy klimat wspomnianych wcześniej produkcji cię przerasta. Podobnych przykładów można wymieniać i wymieniać.

  2. Trochę nie rozumiem rezygnowania z gamingu z powodu tego co ludzie wypisują. Granie jest osobistym doświadczeniem i inni w to nie ingerują. Chyba, że rezygnują Ci od gier sieciowych, ale też dziwi nie, że po prostu nie pójdą w SP.

  3. Cudze opinie, które nie są podparte argumentami a wyzwiskami kompletnie mnie nie obchodzą. Mogą sobie ludzie pisać, że jestem głupi, bo mi się podoba jakaś gra. Gra ma mi się podobać. Ja będę w nią grał, więc czyjeś twierdzenie, że gra to gie, jest dla mnie kompletnie bez znaczenia. Lamenty na „tęczę” też mnie nie interesują. Interesują mnie konkretne opisy wad i błędów gry. Krzykaczy w internecie jest od groma, ale to ich problem, że denerwują się na jakieś bzdury, które mnie kompletnie nie interesują. Jedynie dołożyłbym ściganie ludzi, którzy nawołują do przemocy wobec innych, którzy poniżają innych, bo powinni dostać porządnie w kość za coś takiego. Nie liczę na to, bo coraz częściej czytam o totalnym lekceważeniu przemocy przez policję, sądy i polityków. Gdy czytam o śmiesznych karach za zabicie innego człowieka, to życzę każdemu sędziemu, każdemu prawnikowi, policjantowi czy politykowi, który miał udział w niskim wyroku, tego co ludzie nazywają „powrotem karmy”. Na to też zresztą nie liczę, bo hołota ma się dobrze na tym świecie, a dzieje się coraz gorzej.

  4. Ja mam wrażenie, że zajadłość kłótni w growym świecie zrobiła się większa, gdy wkroczyła weń polityka i stał się on kolejnym frontem odwiecznej batalii „prawej z lewą”.
    Oliwy do ognia dorzuciło też – nie ukrywajmy tego – podejście niektórych devów, czy osób wspierających devteam (choćby community managerów), którzy zamiast gasić nastroje, sami często też stawali w okopie po którejś ze stron – co nie służy niczemu, a już na pewno nie odbiorowi konkretnej gry.
    Toksyczność była zawsze. Zwłaszcza w multi na większą skalę (kto grał choćby w Ligę albo CS-a tego obelgi nie ruszają), czy w niektórych co bardziej monastycznych wręcz fandomach. Jednak dopiero „wojna kulturowa” pozwoliła jej osiągnąć nowe szczyty. I nie ma już znaczenia kto ją zaczął – bardziej, że nikt nie zamierza kończyć.

  5. Problem którego nie ma. Jakim trzeba być plastusiem żeby przejmować się tym co piszą inni ludzie. Gram bo lubię, mam swoje gatunki i tytuły w dupie mam czy komuś to pasuje czy nie.

  6. Nie trzeba było wpuszczać do naszej branży komunistów woke-blm, to nie byłoby tyłu toksyn w grach.
    Ślepi czy jak?

  7. Ma rację i dotyczy to również modyfikacji do gier. Wiele osób traktuje gry tak, jakby były ważniejsze od ludzi. Albo po prostu chcą komuś dowalić.

    Niestety przez tę krzykliwą grupę graczy, trudniej jest dotrzeć do tych, którzy zachowują się w porządku, ale tacy są.

    Do tej toksyczności dokładają się również najwięksi wydawcy, których praktyki nie podobają się graczom.

Skomentuj Mosparko Anuluj pisanie odpowiedzi