Największy twardziel gier wideo obchodzi urodziny. Mija już 30 lat od premiery Duke Nukem 3D
Duke Nukem, czyli chodząca (na ekranach komputerów) karykatura toksycznej męskości oraz uprzedmiotowienia kobiet, napuchnięta od sterydów i napompowana jak balon dymem z taniego cygara. Bohater, który w latach 90. robił furorę, dziś już w zasadzie nie istnieje – po fatalnym Duke Nukem Forever zniknął z branży gier i mało prawdopodobne, że jeszcze kiedyś powróci.
Zanim było DNF, mieliśmy Duke Nukem 3D, który skończył właśnie 30 lat – a przynajmniej wersja shareware skończyła, ponieważ pełna wersja ukazała się trochę później. 3D Realms skorzystało z rozpędzającej się ciągle mody na „granie oczami” i przeniosło bohatera dwóch platformówek na zupełnie nowy grunt, czyniąc go jeszcze bardziej przerysowanym. Stworzona na nowym wówczas silniku Build oferowała bardzo dobrą jakość oprawy i od pierwszych chwil czarowała interakcją ze światem na skalę niespotykaną u konkurencji. Wygadany protagonista na bieżąco komentował wydarzenia i rzucał one-linery nierzadko odnoszące się do popkultury. I chociaż rok później Duke’a w strzelankowej miodności zdetronizuje Blood, to Duke Nukem 3D zapisał się na stałe w gierkowych annałach.
Dziś prawa do marki posiada Gearbox, ale najwyraźniej o tym nie pamięta lub nie chce pamiętać. Pamiętało za to Apogee, czyli firma odpowiedzialna za powstanie tej kultowej postaci. Opublikowano ponad dziesięciominutowe wideo, w którym zobaczymy i usłyszymy szereg związanych z Duke’iem postaci lub wspominających go. Jest tu m.in. Ken Silverman, twórca silnika Build, zmarła niedawno Rebecca Heineman, Scott Miller, Cliff Bleszinski, Richard Gray, Tom Hall i oczywiście niezastąpiony Jon St. John, udzielający kultowemu bohaterowi głosu. W tym krótkim materiale odbędziemy małą wycieczkę w przeszłość i zastanowimy się nad tym, jaki był Duke Nukem 3D oraz jak wpłynął na cały gatunek strzelanek pierwszoosobowych.
Jak wspomniałem, marka znajduje się w rękach Gearboksu. Teoretycznie Duke w tych czasach nie istnieje i nie może istnieć – już „trójka” musiała mierzyć się z cenzurą, a dziś humor, styl oraz ton bohatera byłyby nie do zniesienia. Z drugiej strony to wcale nie oznacza, że nigdy nie wróci. Po lekkim reebocie i w formie jednoznacznej satyry miałby szansę przebić się do współczesnych gier jako samoświadomy dinozaur branży, punktujący jej największe grzechy. Borderlands bywa śmieszne, więc może kiedyś…?


Odrobinę się nie zgodzę. To nie Blood był głównym grabarzem Duke’a, był nim Quake. Duke był dzieckiem minionych czasów, specyficzny humor pozwolił mu rozbłysnąć na moment, tymczasem Quake wyznaczył nowe standardy. Stare jeszcze nie odeszło do końca, czego dowodem Blood, ale Strzelanki z dwuwymiarowymi bitmapowymi przeciwnikami nie miały szans.
Jedno tylko mnie dziwi, bo powszechnie za prekursora przeciwników trójwymiarowych uważa się włączanie Quake’a, a rok wcześniej Bethesda wypuściła wyprzedzającego swoje czasy nie tylko w tym aspekcie Future Shocka, który zdaje się nie był zbyt ciepło przyjęty.
No pewnie, że ogólnie Quake, ale dla mnie był nim Blood. I w sumie przyznaję z pewnym wstydem, że w tamtych latach bardziej od Duke’a podobał mi się Witchaven…
Przed Future Shockiem był jeszcze Descent.