Nowy „Resident Evil” niczym „Mad Max: Na drodze gniewu”? Pierwsze reakcje na ekranizację Zacha Creggera

Nowy „Resident Evil” niczym „Mad Max: Na drodze gniewu”? Pierwsze reakcje na ekranizację Zacha Creggera
To film przede wszystkim dla dorosłych.

Po sukcesie „Barbarzyńców” i „Zniknięć” Zach Cregger zabrał się za kolejną ekranizację „Resident Evil”. Studio zapłaciło mu 20 milionów dolarów i zapewniło pełną kontrolę artystyczną nad projektem, a sam filmowiec podkreśla, że jest wieloletnim fanem serii Capcomu. Nie ma jednak zamiaru przenosić na ekran konkretnej gry, a raczej chce się nimi mocno inspirować. Czy taka strategia się opłaciła?

Najwyraźniej tak. Jak podaje serwis World of Reel, niedawno odbyły się pierwsze pokazy testowe filmu Creggera, które wypadły bardzo pozytywne. Potwierdzają one, że reżyser nie zrobił typowej adaptacji gry, tylko luźno podszedł do materiału źródłowego. Jego „Resident Evil” określany jest jako wyjątkowy i zwięzły (trwa 90 minut), a według niektórych opinii ma dynamiczne tempo i nie daje miejsca na złapanie oddechu. Co więcej, jedna z osób użyła określenia: „Mad Max: Na drodze gniewu”, gdyby ten był horrorem.

W główną rolę wciela się Austin Abrams, z którym Cregger współpracował już przy „Zniknięciach”. W „Resident Evil” gra on kuriera Bryana. W trakcie epidemii śmiertelnego wirusa musi dostarczyć tajemniczą walizkę do szpitala w Raccoon City. Jak czytamy, jego postać bardzo przypomina tę ze wspomnianej przed chwilą produkcji – to nieco ekscentryczny chłopak zmagający się z uzależnieniem, który nagle zostaje wrzucony w sam środek chaosu. To on, niczym postać w grze, prowadzi widzów od jednej koszmarnej sceny do kolejnej.

Ponadto Cregger miał postawić na dynamikę i minimalny rozwój bohatera. Mamy dostać dużo dobrych scen akcji, mnóstwo potworów (zapewne więcej niż w serialowym „The Last of Us”), a sama opowieść ma być bardzo brutalna – choć nie znamy jeszcze kategorii wiekowej, najprawdopodobniej będzie to R. Poza tym dominują praktyczne efekty specjalne, a całość ma być utrzymana w klimacie pierwszych gier Resident Evil.

Nowa ekranizacja „Resident Evil” ma wejść do kin 18 września. To wtedy przekonamy się, czy Zach Cregger udźwignął ciężar presji, bo jak sam ostatnio przyznał – jest ona wielka po sukcesie Requiem

Oprócz Abramsa w obsadzie znaleźli się też Kali Reis („Detektyw”), Paul Walter Hauser („Fantastyczna 4: Pierwsze kroki”), Zach Cherry („Rozdzielenie”) i Johnno Wilson („Twisted Metal”).

3 odpowiedzi do “Nowy „Resident Evil” niczym „Mad Max: Na drodze gniewu”? Pierwsze reakcje na ekranizację Zacha Creggera”

  1. Widzę obsada godna czasów.
    Ja podziękował.
    Zresztą, te Zniknięcia to naprawdę marny i nielogiczny horror. Barbarzyńcy to już w ogóle nie pamiętam. Taki dobry.
    Gość jest kiepskim reżyserem i tyle.

  2. Mam przeczucie że nie będzie to super hit, ale też nie będzie to film który przestanę oglądać po 10 minutach bo jest po prostu za głupi jak na moje nerwy. Filmy „bez fabuły” takie jak Mad Max: Fury Road też trzeba umieć zrobić.

  3. Nastraja pozytywnie, chociaż nadal: to pokazy testowe i nie mówią one o finalnej jakości filmu. Przy tym reżyserze jednak jestem spokojny, zarówno na Barbarzyńcach jak i Zniknięciach bawiłem się wyśmienicie. Tyle że to są akurat niegłupie horrory, a przecież Resident powinien być w pewien sposób głupkowaty.

Skomentuj Maksu Anuluj pisanie odpowiedzi