Overwatch we współpracy z NieR: Automata wypuszcza skórki. Za naprawdę kosmiczną sumę
Blizzard prowadzi właśnie czasową współpracę z kultową już grą akcji: NieR: Automatą, stworzoną przez PlatinumGames i Square Enix. Cała akcja odbywa się pod kryptonimem „Project YoRHa”, wystartowała 10 marca i normalnie byłaby to dobra wiadomość. W Overwatchu pojawiło się z tej okazji pięć legendarnych skórek inspirowanych znanymi i kochanymi androidami. To gdzie ten haczyk, przynęta, spławik? Ano, cena pakietu jest wyższa niż… sam NieR: Automata.
Nowa współpraca przenosi do Overwatcha estetykę postapokaliptycznego świata. Kiriko będzie mogła „występować” jako 2B, Wuyang jako 9S, Vendetta jako A2, Życiodawca jako Adam, Łaska jako Commander White. Oprócz tego pakiet dostarcza całą masę różnych dodatków jak emotki, pozy i wiele innych. W ramach darmowych wyzwań czasowych gracze mogą zdobywać jeszcze karty. Wszystko pięknie.
Największe kontrowersje budzi oczywiście cena. Mega Bundle w promocji kosztuje 6900 Monet Overwatch (przy zakupie pojedynczych elementów to jakoś 16700 Monet, więc i tak nieźle). W przeliczeniu na realną walutę to około 250 złotych. Dla porównania, pojedyncza skórka w pakiecie indywidualnym to nawet 100 złotych. NieR: Automata w dniu premiery kosztował mniej. Obecnie, dziewięć lat po premierze, nadal kosztuje mniej.

Gracze szybko to podłapali: za cyfrowe skórki płaci się więcej niż za całą, pełnoprawną grę akcji z fabułą, muzyką i dziesiątkami godzin rozgrywki. Trudno nie odnieść wrażenia, że Blizzard trochę przesadził – może to ceny, które wynikają z samej współpracy (Square Enix znane jest z bardzo wysokich cen swoich gier). Może jednak być tak, że korporacja uznała, że zbierze imponujący grosz za to, że w ogóle wypuszcza jakąś współpracę. A szkoda – bo Overwatch ostatnio wrócił do łask, bardzo ładnie odbudował zaufanie graczy i ewidentnie próbuje teraz od tego odcinać kupony. I nie jestem pewna, czy powinien to robić, urzynając przy okazji dłonie.

To już jest chyba ostatnimi czasy standard, że jak Blizzard zrobi coś dobrze, to zaraz musi zrobić kolejny ruch tak, by można było dodać „ale…”.
Korpo… korpo nigdy się nie zmienia…