07.09.2012
Często komentowane 35 Komentarze

[Pamiętniki z redakcji #4] Spóźnione podróże

[Pamiętniki z redakcji #4] Spóźnione podróże
Trochę minęło od ostatniego pamiętnika z redakcji, ale niestety doby są o wiele za krótkie i niektóre rzeczy trzeba w czasie odłożyć, ale niektóre rzeczy i tak warto opowiedzieć. Nawet po fakcie. Gamescom był, minął, wszyscy już o nim zapomnieliśmy, ale podróż tam…

Spotkaliśmy się pod Panoramą Racławicką, czyli takim „okrągłym budynkiem gdzie jest jakiś obraz”, jak twierdzą ludzie z innych miast. Na przykład Papkin, który specjalnie z Krakowa zjechał do Wrocławia i musiał czekać na mnie ładnych kilka minut pod Galerią, gdzie miałem być o 7:50, a nie byłem. Qn’ik wyznaczył nam sztywny termin: „Maksymalnie 8:15 się widzimy, albo wsiadamy z Gregiem do samochodu i jedziemy bez was”.

Po porannej przygodzie z dosuszaniem ubrań farelką i suszarką (gdybym miał pierkarnik, to robiłoby się z rana ciasto z dżinsów), tramwajem który nie przyjechał i tramwajem, który skręcił nie tam, gdzie miał skręcić dotarłem na miejsce. Odebrałem Papkina i z torbami biegnąc udało nam się jakoś dotrzeć na czas. Ruszyliśmy w drogę.

Do Kolonii mieliśmy jechać ładnych kilka godzin – osiem, czy dziewięć z wliczonymi postojami na stacje benzynowe, papierosy i McDouble , które u naszych zachodnich sąsiadów pojawiły się wcześniej, niż u nas. Podróż umilała nam poezja śpiewana Qn’ika, który ostrzegał nas, że jak nie nagramy swoich płyt, to właśnie tego przyjdzie nam słuchać , oraz przeróżne fascynujące rozmowy pokroju: „Czy Habakuk powinien był nagrywać Kaczmarskiego jako reggae?”.

pzr-4-1_4bbl.jpg

Okazało się też, że na Podlasiu trenuje się zmutowanych wojowników ninja, którzy potrafią – jak Gregu i jego babcia – złapać muchę w locie, czego nie widziałem wykonanego z taką wprawą nigdy wcześniej. Coś za coś, jednak, bo z rozczytaniem mapy było już zdecydowanie trudniej i zdecydowanie sprawniej poradził sobie ajfonowy GPS. Nam planów w ręce nikt nie dawał, bo albo przysypialiśmy, albo Qn’ik jeszcze nie do końca był przekonany, czy się z Papkinem do czegokolwiek nadajemy. Dalej chyba nie jest przekonany, w sumie.

W każdym razie, dotarliśmy do Kolonii pod wieczór i pierwszym, co rzuciło się nam w oczy był fakt, że dwa metry bez reklamy Dishonored to dwa metry stracone. Całe miasto wydawało się żyć tylko i wyłącznie gamescomem – wszędzie były bilbordy gier, oferty specjalne supermarketów, a na chodnikach ciężko było znaleźć kogoś bez jakiegoś rodzaju akredytacji prasowej. Nawet w hotelu wisiało coś takiego:

pzr-4-2_4bbl.jpg

Po zrzuceniu z siebie toreb, zdarcia podwozia kunikowej Hondy i odebraniu kart do pikania przy drzwiach w hotelu, GregQn’ik stwierdzili, że czas zjeść tego wursta, na którego nakręcali się od kilku godzin. W końcu dorwali te kiełbasy w bułce w jakiejś zapadłej dziurze i przekonali nas biednych młodych, że jak już jesteśmy w Germanii, to należy jeść lokalne specjały. Dostaliśmy więc…

pzr-4-3_4bbl.jpg

I mam wrażenie, że do tej pory gdzieś to jeszcze się do mojego żołądka klei, bo jak stwierdził Qn’ik: „Nie łudź się, tego nigdy nie strawisz”.

##
Po ogarnięciu katedry (meh), niby-imprezy dla dziennikarzy (meh) i miasta (meh) zaszliśmy w końcu do hotelu, żeby przygotować plan działania na jutrzejszych targach. Hut obskoczył ważne rzeczy wtorkowe, nasze wyjście zaczynało się w środę i miało skończyć w piątek rano – wszystko to zlało mi się zresztą w jeden koszmarnie długi dzień, bo niedobór snu właśnie w piątek bardzo wdał mi się we znaki. Papkinowi zresztą też, bo kiedy w czwartek siedzieliśmy nad tekstami o piątej rano stwierdził, że chyba jednak musi się położyć i chociaż tę godzinę przespać, bo inaczej nigdy w życiu nie napisze tego wstępu do zapowiedzi Gwiezdnych Wojen. Efekty jego pracy (siedział nad pierwszymi trzema zdaniami chyba półtorej godziny) zobaczycie w nowym numerze – dał radę chłopak.

Ale sam gamescom był przeżyciem naprawdę niesamowitym – bieganie od hali do hali i gubienie się po drodze, sprint do pobliskiego hotelu na jakieś zamknięte pokazy Sony, zupełny brak czasu na jakiekolwiek zwiedzanie i ciągłe poczucie, że coś się dzieje – coś naprawdę fajnego, ale do docenienia dopiero, jak piszczele przestaną wyzywać resztę ciała od !#%!@.

Wracając natknęliśmy się na piękny korek: staliśmy na wyjeździe z miasta chyba z pół godziny, ale zanim zdążyliśmy rozkręcić się z narzekaniem zauważyliśmy ciągnący się chyba z 60 kilometrów korek w drugą stronę. Biedacy próbujący wjechać do Kolonii stali bardzo długo – przeleciała nam prawie cała Qn’ikowa składanka Kaczmarskiego, a kiczowatość obrazka pod tytułem „wracamy do Polski słuchając naszego narodowego barda!” była tak kiczowata, że aż słodka.

35 odpowiedzi do “[Pamiętniki z redakcji #4] Spóźnione podróże”

  1. Trochę minęło od ostatniego pamiętnika z redakcji, ale niestety doby są o wiele za krótkie i niektóre rzeczy trzeba w czasie odłożyć, ale niektóre rzeczy i tak warto opowiedzieć. Nawet po fakcie. Gamescom był, minął, wszyscy już o nim zapomnieliśmy, ale podróż tam…

  2. Te wursty to i tak były delicje, w porównaniu do suszonego dorsza, którym zajadał się w redakcji Gregu. 😉 A suszony dorsz nie wypadał źle przy tranowo-jakichśtam cukierkach Qn’ika.

  3. Wprowadzanie czytelników w błąd….skandal…nie podróżowali hondą a BMW X6……

  4. Dziwnie w redakcji się odżywiacie 🙂

  5. Teraz kiedy czekam na obiad taki artykuł :

  6. Gamescom raz do roku, ważniejsze jedzenie :trellelel:.

  7. @Ganjalf Ja juz po ale by sie cos takiego zjadło……Aż sie ślinię 😉 Jutro idę na wesele wiec sobie odbije z nawiązką aż bedzie mnie mdlić na sam widok jedzenia 🙂

  8. Hot dog z kiełbasą zamiast parówy..nice 😛

  9. heh spoko ten HotDog lol

  10. Kurde na waszym miejscu bym z tego zrobił jajecznicę xD

  11. Ciekawe te pamiętniki 😉 Dawajcie więcej może np. pierwsze dni pracy poszczególnych pracowników w następnym pamiętniku. (Tylko troszkę dłuższe );)

  12. Pilne do redakcji: Co to za pizza . Wygląda nieźle

  13. mam prosbe powiedzcie mi ktory to ktory na zdjeciu pod pizzami? ;D

  14. Co to za radosna dziewuszka siedzi na murki z fajkiem w ręku? 😀

  15. Ha! 😀 Też jadłem taki „kiełbach” w Koln, kupę czasu temu, a i placki ziemniaczane 😀 Miłe wspominki, Berlin 🙂

  16. Dziewczyna Qn’ik’a 😉 widać trochę ją namęczył po tej podróży, taka zmarnowana 😉

  17. …przecież to jest Papkin to w długich włosach ;D

  18. @Gwynbleidd11 Qnik – stojący, Greg – z bandaną i zakładam, że gość z fajką to Berlin 🙂

  19. Gość z fają to Papkin, Berlin robił foty 😉

  20. Te wursty są całkiem zjadliwe. Fakt faktem mogą się okazać ciężko strawne dla osoby, która zazwyczaj je kanapkę z chlebem. Jednak moja wyobraźnia nie potrafi sobie wyobrazić tak okropnego smaku, jakim mają być Qn’ikowe cukierki tranowo-jakieśtam. Czekam na kontynuacje. 🙂

  21. Gość z fajką to Papkin 🙂

  22. hahaha gdzie wy tu widzicie jakas dziewczyne 😀 😀 OMG slepi jestescie ? xD

  23. Biedny Papkin, wszyscy go od „dziewuszek” wyzywają 🙂

  24. Jak zwykle bardzo fajnie. Uwielbiam tę serię. 🙂

  25. normalny dzień redakcji.. i pomyślec , ze bywały listy do AR , gdzie proszono się , czy mogę dla was pracować

  26. Ale Papkin się zapuścił ;P

  27. Kiełbasa w bułce rządzi 🙂 .

  28. @Wuwu1978 to nie kiełbasa. To chyba jakiś niezależny organizm owinięty w bułę a sos to wydzielina obronna produkowana przez owy organizm.

  29. Dobre 😀

  30. Potwierdzam, ta „urocza dziewuszka” to ja. Na wszelki wypadek nie będę się zbliżał do szanownego kolegi, aż nauczy się on trudnej sztuki rozpoznawania płci (poważnie rozważam też powrócenie do brody, której pozbyłem się przed Kolonią, co by nie straszyć naszych zachodnich sąsiadów).

  31. A Hut gdzie? 😀

  32. W Hucie na Hulaniu

  33. Kolejny świetny wpis;).

  34. Ale przecież McDouble do Polski już dotarły

  35. Fajnie się czyta te pamiętniki. Oby tak dalej, Berlinie 😉

Skomentuj 1CDA1 Anuluj pisanie odpowiedzi